List do Janczewskiej
Piotr Kubkowski (Uniwersytet Warszawski)

List do Janczewskiej
Piotr Kubkowski (Uniwersytet Warszawski)

Henryk Sienkiewicz pisał w liście do Jadwigi Janczewskiej:

 

Fotografia Pani w kapeluszu jest stanowczo lepsza. W bezkapeluszowej wyszły ślicznie ręce, ale za to lewe oko znacznie jest mniejsze od prawego, a przy tym koloryt obydwóch, zbyt ciemny w stosunku do włosów, daje Pani wyraz, którego twarz Jej nie ma w naturze i w ogóle zmniejsza podobieństwo. Za to kapeluszowa zupełnie przypomina mi Ofelią w chwili, gdy Hamlet spotykając ją mówi: „Nimfo! W modlitwach swoich wspominaj moje imię”. Układ rąk przywodzi mi na myśl obraz Zarzeckiego pt. Gwiazda zaranna, gdyby zaś zamiast parasolki trzymała Pani książkę do nabożeństwa, dałbym temu obrazkowi podpis: „Po pierwszej komunii”. Całość przypomina także księżniczkę Stellę z powieści Kraszewskiego Morituri – słowem: wykwintną arystokratyczną panienkę, rodzaj kanoniczki in spe, idącą przez życie bez wiedzy o jej burzach, rozkochaną w tradycji, rozmarzoną o świetności przodków, dumną, poetyczną, białą i umiejącą jednym spojrzeniem powstrzymać niedyskretne oczy parweniuszów.[1]

 

O szczególnym talencie pisarza do uwodzicielskich opisów napisano już niemało, niemniej powiedziano o wrażliwości na urodę i detal. Tu jednak nie o tym. Również nie o deskrypcjach kobiecych ciał w spuściźnie literackiej i epistolograficznej noblisty. Ani o plotkach na temat relacji pisarza z siostrą żony (której to portret, niemniej plastyczny i szczególarski następuje po zacytowanym fragmencie).

Pytania, które list do Janczewskiej każe mi postawić, są innej natury: co to za szczególny moment – jest wrzesień 1879 roku – w kulturowej historii mediów, że wizerunek fotograficzny budzić może takie skojarzenia? Że wizerunek „wierny” i „prawdziwy”, nowoczesny i poddający się reprodukcji technicznej przywołuje klasykę literatury z jednej strony (William Shakespeare, Józef Ignacy Kraszewski), przedstawienie malarskie z drugiej (Mateusz Zarzecki), skojarzenie ceremonialno-kościelne z trzeciej (inicjacja katolicka), a z czwartej – mimo tych palimpsestowych „nadpisań” – chyba wciąż pozostaje reprezentacją kobiety, adresatki listu? Jakie znaczenie ma obieg, w który włączona jest ta fotografia? – przypomnijmy: Sienkiewicz i siostry Janczewskie wojażują po Europie, widzą się w Wenecji, tam się wielokrotnie fotografują w jednym z zakładów (podobizn Marii jest w sumie czternaście i niemal tyleż Jadwigi, co wyliczyć można z rachunków na końcu listu), cztery wybrane zdjęcia pisarz wysyła im dalej do Wiednia (ryzykując zagubienie po drodze i cyrklując, że tam właśnie zastanie je poczta), cztery inne odbitki posyła kolejnej adresatce (Marii Dembowskiej), a pozostałe – znowu pannom Janczewskim, ale „pod opaską”, czyli listem poleconym – do Warszawy? I wreszcie, jak to jest: patrzeć oczyma mężczyzny na dwadzieścia osiem zdjęć dwóch kobiet–sióstr, skatalogować je, wybrać część do wysłania, a spośród nich dwa do szerszego komentarza; napisać do osób uwiecznionych o ich zdjęciach („fotografie, jako robota, niegodziwe, źle retuszowane, przeświecające czerwono”); a przy tym opowiedzieć tym osobom – dopiero co poznanym i ledwie zaprzyjaźnionym! –  o ich własnych ciałach („ślicznie ręce, ale za to lewe oko znacznie jest mniejsze od prawego”, „obraz of a sweet little, Darling girl”); i jeszcze ujrzeć na tych obrazach jednocześnie: w Jadwidze Ofelie, Madonny, księżniczki, kanoniczki, pierwszokomunijne dzieci, a w Marii–kokietki, emancypantki i nauczycielki?!? Mógłby to być zapis szaleństwa, a przynajmniej gorączki (niewątpliwie – taką tu mamy sytuację), ale nie to mnie interesuje; nie miejsce tu na historię Sienkiewiczowskich Marii – i innych kobiet – raz jeszcze. Powyższy wyimek z listu, poświadczający szczególne „nachylenie wizualne” Sienkiewicza, traktuję jako wstępną przesłankę w rozważaniach, których przedmiotem będzie zagadnienie, w jaki sposób pisarz gospodarował swoimi własnymi wizerunkami, jakimi ścieżkami jego przedstawienia krążyły oraz w jakim kulturowym kontekście owe praktyki i zjawiska były osadzone. Pozwala to ująć interesujące nas problemy w centrum zainteresowania dyscypliny, którą jeden z jej przedstawicieli definiuje następująco:

 

Kultura wizualna obejmuje widzenie – jego naturalne podstawy i kulturowe realizacje, a także wyobrażenia na temat jednych i drugich – ale dotyczy również niewidzialności, dosłownej i metaforycznej ślepoty, aktywnego przeoczania; dotyczy procesów rozpoznawania i nazywania, budowania tożsamości za pomocą obrazów, wizerunków, gestów i spojrzeń, wizualizowania świata i naszego w nim miejsca; dotyczy wreszcie języka, w którym opisujemy, wyobrażamy i rozpoznajemy świat.[2]

 

Przypisy

  1. H. Sienkiewicz, Listy, t. 2. cz. 1, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 1996, s. 115–116.
  2. Ł. Zaremba, #zobaczyc_swiat. Od tłumacza, przedmowa do N. Mirzoeff, Jak zobaczyć świat, przeł. Ł. Zaremba, Kraków-Warszawa 2016, s. 8. Por. też I. Kurz, Kultura wizualna w Polsce. Fragmenty, w: Kultura wizualna w Polsce. Fragmenty, Warszawa 2017, s. 8–23.