ŁÓDŹ
Jechiel Górny
ONI, I (16.11.1939)
Wreszcie, o wpół do jedenastej, lokomotywa gwiżdże i ruszamy z miejsca. Tak oto przybywamy do Łodzi. Chrześcijanin, który jechał razem z nami, kupuje dla wszystkich bilety do Warszawy (w Kaliszu nie sprzedano nam bezpośredniego biletu do Warszawy). Znowu musimy czekać prawie dwie godziny. (s. 303)
Mordechaj Szwarcbard
JA/ONI, II A (29.12.1940)
Z Łodzi nadchodzą straszliwe wiadomości. Rozprzestrzenia się epidemia. Ludzie puchną. W jeden dzień ma już być 150 zmarłych. Produkty żywnościowe znacznie podrożały. Jest bardzo zimno, ponieważ nie ma żadnego ogrzewania, a większość ludzi żyje w drewnianych budynkach. (s. 212)
ONI, II A (13.01.1941)
W Łodzi nie ma żadnych materiałów opałowych. Mieszkania nie są ogrzewane. Ludzie rąbią na kawałki wszystko, co jest drewniane. Chleba dają po 30 deka na dzień, ale nie można go kupić, bo kosztuje zbyt drogo. Wyszło zarządzenie, że Żydzi mają oddać futra, i zostało ono wykonane. Niedobory opału są wielkie również w mieście poza gettem. Bardzo wielu Żydów zapisuje się do pracy. Są oni wysyłani do Rzeszy na różne roboty. (s. 215)
ONI, II A (26.02.1941)
Z Łodzi nadchodzą kolejne straszne wiadomości. Ludzie umierają wprost z głodu. Umiera się stopniowo. Interweniowano w sprawie możliwości wysyłania paczek żywnościowych. Jak się okazuje, przełożony Starszeństwa Żydów Rumkowski pod żadnym pozorem nie chce wpuścić paczek żywnościowych. Nie przyjmuje się ich ani z Generalnego Gubernatorstwa, ani z Rzeszy. Wszystko to ma być rezultatem interwencji Rumkowskiego, który nie chce w żadnym wypadku wpuścić paczek. Wszystkie urzędy pocztowe dostały zarządzenie, aby nie przyjmować paczek do Łodzi. Jakby tego było mało, ostatnio pojawiła się straszniejsza historia o łódzkim jedynowładcy, który postawił sobie za cel zniszczenie narodu żydowskiego w Łodzi i w ogóle nie potrafi zrozumieć, że to będzie również jego koniec. W Łodzi są straszliwe niedobory węgla. Nie ma czym palić ani na czym gotować. Żydzi przez tę zimę po prostu pozamarzali. Wszystko porąbano i zużyto na opał. Podobno wyrywano deski z podłóg. Z Sosnowca nadeszła dla Rymkowskiego propozycja przysłania do Łodzi węgla wraz z prośbą, aby go przyjął. Rumkowski nie odpowiedział. Po dłuższym czasie telefonicznie interweniowano u Rumkowskiego w sprawie węgla. Kiedy zapytano go, dlaczego nie odpowiedział na propozycję, odparł, że nie potrzebuje węgla. Na pytanie, co jest przyczyną padła odpowiedź, że nie jest zobowiązany do odpowiadania komukolwiek. W ten sposób rozmowa się zakończyła, a społeczeństwo żydowskie zostało skazane na dalsze umieranie z powodu samowoli jednostki. (s. 218–219)
JA/ONI, II B (16.05.1941)
Wczoraj, 16 [maja 1941 r.], byłem na naradzie z łódzkim przełożonym Starszeństwa Żydów Rumkowskim. Chciał on przekazać, jak wygląda sytuacja w Łodzi. Byli przy tym obecni pewni Łodzianie. Powiedział: „W getcie było źle. Czy teraz jest dobrze – tego nie wiem. Nie chciałem przyjmować urzędu, to nie na moje lata, nie na moje wykształcenie i nie na moje zdrowie. W getcie obowiązuje 5 moich znanych haseł: 1) praca, 2) chleb, 3) opieka nad chorymi, 4) opieka nad dziećmi, 5) spokój w getcie. Najważniejszym hasłem jest to ostatnie: spokój w getcie. Utworzyłem fabryki i ludzie pracują. [Stworzyłem] radę, która mówi, a ja wykonuję. […] Nie ma żadnego getta, tylko pracujące miasto. Władza na do mnie wielkie zaufanie, ponieważ nie oszukam i nie okłamię. Chciałem dać robotnikom trochę praw, takich jak wybieranie delegacji itd. Zgodziłem się wysłuchać ich tak jak rady, a potem robię tak, jak ja rozumiem. Władzy się nie oddaje. Nie chcieli się ze mną zgodzić i zaczęły się stare historie: niepokoje, demonstracje, odezwy przeciwko mnie. Kiedy oni mówili przeciwko mnie, ja w międzyczasie przygotowywałem więzienie dla nich1. Zamknąłem fabrykę. Oni podjęli decyzję o włoskim strajku. Zabarykadowali się w fabryce, [dokąd] wysłałem sowich ludzi, włamali się i ich aresztowali. Odprowadziłem ich do aresztu. Robotnicy zwrócili się do Niemców o mianowanie komisarza. Mówiono o tym w mojej obecności. Niemcy, którzy mają do mnie zaufanie, zapytali mnie. Zwróciłem się do robotników w obecności przedstawiciela władz: »Wychodzić, łajdaki, wszystko należy do mnie«. I na tym się skończyło. Ja mam własną policję. Takich ludzi można dzisiaj dostać. Wszyscy są głodni i za jedzenie oraz pieniądze można dostać ludzi. Znajdują się na wszystkich naradach i zaraz o wszystkim mi meldują. Narady są dozwolone, ale w obecności moich ludzi. Mają oni prawo do rozwiązania narady, jeżeli mówi się na niej o nieodpowiednich sprawach. Rozdaje się 40 deka chleba na dzień. Robotnicy domagali się ode mnie więcej chleba. Powiedziałem im, że mogę zgodzić się na zmniejszenie racji społeczeństwu żydowskiemu i dodanie robotnikom. […] Nic z tego nie uzyskałem. Chciałem wydostać podpisy, aby ich skompromitować, a później zrobiłbym, jak chcę. Robotnicy oprócz normalnych racji 2 razy w tygodniu otrzymują mięso, kiełbasę. Istnieją tu dwa rodzaj kart: na chleb i na żywność. Każde nowo narodzone dziecko otrzymuje 2 karty. Dzieci do 3 roku życia dostają specjalne zaopatrzenie w żywność. Można jeść obiady w kuchniach, w prywatnych restauracjach i u siebie. Wszystkie kuchnie ludowe i prywatne restauracje gotują taką samą zupę, żeby umożliwić kontrolę. Aby gotować u siebie, otrzymuje się tę samą ilość produktów, z której robi się zupę w kuchniach. Oprócz tego można gotować w prywatnych kuchniach, co się chce. Tam wydaje się droższe produkty. Produkty [sprzedawane] na ulicy pochodzą od ludzi, którzy sprzedają otrzymane przez siebie racje. Jest też szmuglowane masło, spirytus. Stworzyłem 4 religijne piekarnie, gdzie wstawia się szabasowy czulent. Tłuszcz otrzymuje się nieregularnie, w zależności od tego, kiedy dostanę przydział. Na Pesach rozdawałem macę. Była ona z mąki żytniej. […] Jedzenia otrzymuje się minimum – ani żeby żyć, ani żeby umrzeć. Żebractwa nie ma. Kto nie zarabia, otrzymuje pomoc i zostaje zwolniony z czynszu i wszelkich opłat oprócz 50 fenigów, które są odliczane na wydatki sanitarne. Kiedy pobierający wsparcie zachoruje, dostaje lekarza i leki za darmo. […] Wysokość wsparcia zależy od wieku. Oprócz tego istnieje jeszcze dodatkowa pomoc, która też jest przyznawana. Są także ludzie otrzymujący wsparcie, o których nikt nie wie. Piszę „D” (dyskretnie) i jest ono udzielane ze specjalnego funduszu, a nazwisk nikt nie poznaje. Moja wewnętrzna policja wyszpera wszystko. Pieniądze mam z dwóch źródeł: I) z pracy – za pracę wykonywaną dla Niemców otrzymuję całą wartość, po opłaceniu robotników reszta zostaje u mnie; II) z rabunków – od bogatych biorę siłą. Mam bank, który skupuje wartościowe rzeczy. Zostają one wycenione. Potem oddaję [właścicielowi] część wartości. Wszystko w getcie należy do mnie. Nawet pozostały w getcie majątek volksdeutschów. Jedynie maszyny, których nie mogę użyć, wywieziono. Nikomu nie wierzę. Jestem Litwakiem, wierzę sobie. Dostałem 3 miliony na kredyt. Spłaciłem w 6 tygodni. 20 IV [1941 r.] byłem winien 5 300 000 marek. Getto jest komuną, więzieniem – zamknięte getto. Uwalniam towary, które leżą schowane w mieście, nawet jeżeli towary znajdują się u volksdeutschów. Płacę stopniowo i towary idą do moich fabryk. Stworzyłem fabrykę futer. Gmina ma siedem tysięcy urzędników. Od 1 I do 30 IV [1941 r.] otrzymałem dwadzieścia tysięcy ofert na stanowiska. […] Jeżeli ktoś pracuje więcej niż siedem dni w miesiącu, dostaje całą pensję. Również wyjeżdża się na zewnątrz do pracy. Daję rodzinie na ich rachunek 12 marek tygodniowo, dlatego nie płacą czynszu. Wszystko załatwia się przez pocztę. Mam żydowską policję, ale ona jest taka jak w Warszawie – najgorsza. Moje szpitale miały tysiąc łóżek, teraz mając tysiąc dwieście. W ciągu dwóch tygodni dojdzie jeszcze 500. [Istnieje] specjalne sanatorium dla dzieci. [Działają] 2 dietetyczne apteki. Zostaną zbudowane jeszcze trzy. Troszczę się, aby dzieci były zdrowe. Wszystko opiera się u mnie na sprawiedliwości. Dzieci chodzą do szkół: 14000 dzieci do szkół ludowych, 1800 dzieci do gimnazjów i liceów. W Marysinie (kolonia) znajdują się tylko dzieci. Dzieci mają wszystko. W szkołach uczy się jidysz, hebrajskiego, religii. Nauczyciele są wyznaczani przeze mnie. Istnieje teatr, który sześć razy w tygodniu daje koncerty. Orkiestra kieruje Ryder2. W sobotę wszystko jest zamknięte. Tworzę szkołę muzyczną. Malarze otrzymują gaże i malują. Były kradzieże. Stworzyłem sądy, a ostatnio szybkie sądy. Karzę ciężkimi robotami. Niektórzy aresztowani leżą u mnie cały dzień w łańcuchach, jedynie na posiłek są zwalniani. Mam własny »NIK« (Najwyższa Izba Kontroli). Posiadam 34 fabryki, 12 warsztatów krawieckich, garbarnię, fabrykę płaszczy gumowych, odlewnię żelaza. Kawiarni i kabaretów w getcie nie ma. […]”. Na pytanie o śmiertelność Rumkowski odpowiada: „W zimie śmiertelność sięgnęła 1200 osób, obecnie 900 osób. Wielką plagę stanowi gruźlica. Liczba chorych jest ogromna. Ludność składa się z ledwie 150000 Żydów”. Nadal pada pytanie o sytuację Żydów. Na to pytanie Rumkowski nie chce odpowiedzieć. Zaczyna się bardzo złościć. Wiele innych pytań nie zostaje przekazanych przez jego sekretarkę3. Rumkowski mówi, że potrzebuje rękodzielników w getcie i zabrania o tym dyskutować. Tak kończy się konferencja. (s. 228–231)
1Centralne Więzienie przy ul. Czarnieckiego 12–18 w getcie łódzkim (kom. Justyna Koszarska-Szulc).
2Teodor Ryder, dyrygent i pianista, w getcie łódzkim współtworzył Dom Kultury (kom. Justyna Koszarska-Szulc).
3Najpewniej chodzi o Dorę Fuchs (kom. Justyna Koszarska-Szulc).
Bibliografia
– Jechiel Górny, Dziennik (22.05 – 22.07.1942 r.; 4.11 – 21.12.1942 r.), w: Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy – Archiwum Ringelbluma, t. 23, cz. II: „Dzienniki z getta warszawskiego”, oprac. K. Person, Z. Trębacz, M. Trębacz, Warszawa 2015, s. 274-344.
– Mordechaj Szwarcbard, Aktualności, przeł. Magdalena Siek [w:] Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy – Archiwum Ringelbluma, t. 23, cz. II, Dzienniki z getta warszawskiego, oprac. K. Person, M. Trębacz, Z. Trębacz, s. 209–244.



