MIŁA 26

Perec Opoczyński

ONI, IV A (30.12.1942)

„Wczoraj wieczorem żandarmi i SS przyszli do budynku przy Miłej 26 zamieszkałego przez robotników Ursusa, żeby szukać tych, którzy od kilku dni nie pokazali się w pracy. Kilku z nich zaczęło uciekać i ich ostrzelano. Z tego też powodu na ulicy powstała panika. Rozniosła się wieść, że Niemcy łapią na roboty i strzelają. Przechodnie podążający z obu stron ulicy pytali, czy można nią przejść, czy też nie.” (Pisma, s. 343)

Halina Birenbaum

JA, III B

„Zatrzymaliśmy się właśnie koło domu nr 26 na Miłej; skoszarowano tu na razie robotników „Ursusa”. Całkiem nieoczekiwanie okazało się, że jest wśród nich Chilek, bo ani tego dnia, ani w ciągu następnych dni, podczas trwania selekcji, nie wyprowadzano stąd nikogo do pracy. Matka postanowiła natychmiast, że przeczekamy selekcję w bloku placówkarzy. Domu pilnowała specjalna straż porządkowa tej placówki. Chilek sprzeciwiał się temu w obawie, że nas za to zabiją. Mój brat zawsze wybierał prostą drogę, unikał jakichkolwiek kombinacji, uważał, że trzeba postępować zgodnie z nakazem i przepisem. Halina i ja opierałyśmy się także nowemu projektowi matki; byłyśmy złe na pana Melcera. Nie miałyśmy już ani ochoty, ani sił poniewierać się po strychach i piwnicach, w smrodzie, brudzie i niepewności. Wierzyłyśmy, sama nie wiem na jakiej podstawie, że przebrniemy szczęśliwie przez selekcję, a potem już będziemy mogły żyć spokojnie, legalnie, bez wiecznego nasłuchiwania i strachu.

Ale matka nie ustępowała. Nie mogąc nas przekonać logicznymi argumentami, uciekła się do podstępu: oznajmiła nam, że tylko wejdzie do bloku, żeby przygotować dla nas coś do zjedzenia, a później, gdy zjemy i odpoczniemy trochę, wrócimy z powrotem na ulicę… i zdążymy jeszcze na selekcję. Tylu ludzi stoi w kolejce przed nami, nie ma potrzeby tak się śpieszyć! Pod tym warunkiem Chilek wyprosił u porządkowego zezwolenia na wejście do bloku „Ursusa”. I tak oto weszliśmy do domu nr 26 przy ulicy Miłej. Przesiedziałyśmy w nim całe dwa tygodnie. Ten schron ocalił od śmierci nie tylko nas, ale i garstkę różnych ludzi bez Ausweisów i, podobnie jak my, szukających ratunku. Mama natychmiast zawarła z nimi znajomość, dowiedziała się o istnieniu dobrze zamaskowanego strychu i uzyskała od nich zgodę na skorzystanie z tej kryjówki. Żadne z nas nie mogło już oponować. Gdy Halina i ja poczułyśmy zapach ciepłego jedzenia, gdy ogarnęła nas cisza tego mieszkania przylegającego do bezpiecznej kryjówki, przestałyśmy namawiać matkę do powrotu na ulicę, skąd zresztą nadchodziły coraz gorsze wiadomości…

Do końca selekcji przesiedziałyśmy na dusznym, cuchnącym strychu.” (s. 58-60)

JA/ONI, III B

„Leżeliśmy przez całe dnie na podłodze strychu wraz z kilkudziesięcioma osobami, które przyszły tu wpierw niż my i zamaskowały wejście.

Strych był wysoko położony, wchodziło się do niego z małej, pustej izdebki na poddaszu przez otwór w ścianie, zasuwany starą, odrapaną szafą z lustrem. Prócz tej połamanej, pustej szafy i kupy pierza z poprutych poduszek nic tam nie można było znaleźć i chyba właśnie to fruwające pierze zniechęcało hitlerowców. Tak czy owak, podczas blokady żadnemu z nich nie przyszło do głowy odsunąć szafę.

Raz na kilka godzin dawała nam matka po dwie kluski skwaśniałe od gorąca, trochę herbaty lub kostkę cukru, tyle tylko, abyśmy nie mdlały z głodu. Kluski te i herbatę gotowała nocą w pustym mieszkaniu jakiegoś placówkarza, w tym samym domu, o kilka pięter niżej. W ciemnościach straszno było schodzić ze strychu do tego mieszkania! Skradaliśmy się cicho i ostrożnie jak złodzieje… Byle cień, byle szelest napawał nas przerażeniem.

Za dnia prześladowały nas odgłosy z zewnątrz: kroki, krzyki, strzały; w nocy, gdy następowały cisza i zbawienna dla nas ciemność, straszyły nas upiory, majaki, zwidy. W takiej atmosferze, lękając się własnego cienia, własnego oddechu, matka gotowała na gazowej kuchence kluski i herbatę. Po ulicach bezustannie krążyły patrole niemieckie… Halinka i ja kładłyśmy się na łóżko i drzemałyśmy. Później, nim jeszcze rozwidniło się na dworze, budziła nas mama, która czuwała całą noc. Posilałyśmy się odrobiną świeżych klusek i paroma łyżkami gorącej herbaty. Matka zabierała garnek z jedzeniem oraz termos z herbatą i prowadziła nas z powrotem na strych poprzez ciemne schody i pełną pierza izdebkę. Nie traciłyśmy wtedy czasu na ubieranie się, mycie i tym podobne zabiegi „toaletowe”. (s.60-61)

JA, III B

„A tymczasem na strychu coraz bardziej śmierdziało kałem, moczem i potem. Usypiano proszkami dzieci, duszono je nieraz pod wpływem rozpaczy i strachu. Któraś z kobiet urodziła dziecko; niemowlę wkrótce zmarło z braku pokarmu… W czasie bólów porodowych nieszczęsna kobieta nie wydała z siebie ani jednego jęku; każdy szmer czy szept, nawet najcichszy, wzbudzały niechęć i wrogość towarzyszy niedoli.” (s. 62)

JA/ONI, III B

„Pewnego wieczoru całkiem niespodziewanie zjawił się w mieszkaniu na dole Marek. Przyjechał na Miłą wozem, żeby zabrać stąd na cmentarz trupy. Spodziewał się, że zastanie w domu Chilka i od niego dowie się, co się z nami dzieje. […]

Jakże teraz był zdumiony i szczęśliwy! Zasypał nas pocałunkami, głośno płakał z radości!
Po raz pierwszy w życiu widziałam wtedy, jak płacze dorosły mężczyzna… Jak płacze mój najstarszy brat! To było jeszcze bardziej wstrząsające niż płacz mamy. Czułam zamęt w głowie od tych wrażeń i wzruszeń. Nie miałam wprost na to sił, ledwie trzymałam się na nogach, wycieńczona niedojadaniem i leżeniem bez ruchu na strychu w zatrutym dusznym powietrzu. Tylko matka starała się panować zarówno nad zgnębieniem, jak nad radością. Uśmiechała się blado, głaskała nas po głowach, dodawała nam otuchy i odwagi. Potem znów wróciłyśmy na strych, ale było nam lżej na duszy po spotkaniu z Markiem.” (s. 62-64)

JA/ONI, III B

„Po piętnastu dniach przerwano blokadę. Z ulicy Miłej usunięto posterunki i można było skontaktować się z mieszkańcami pozostałych ulic getta oraz bloków Schultza i Toebbensa. W pierwszej chwili uważaliśmy zniknięcie posterunków za czasowe albo za podstęp mający na celu wywabienie nas z kryjówek. Dlatego też ostro i ze złością napadliśmy na tych, którzy tę wiadomość przynieśli i radzili nam opuścić strych. Wiadomość jednak okazała się prawdziwa.” (s. 64)

 

Mietek Pachter

JA, IV B (Akcja Styczniowa)

„Gdy auto znikło mi z oczu, postanowiłem wysadzić głowę na dachu i obserwowałem okolicę przez dziesięć minut, miałem przecież wykonać powierzone mi zadanie. Widziałem z daleka, jak wyprowadzają ludzi z Ursus-fabryka broni i amunicji [pracownicy tej placówki mieszkali przy ul. Miłej 26] – wychodzą z tobołkami, idą więc na skoszarowanie, czyli wysiedlenie będzie się przeciągało dość długo.” (s. 213-214)

Bibliografia

– Perec Opoczyński, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 31 Pisma Pereca Opoczyńskiego, oprac. M. Polit, Warszawa 2017.

– Halina Birenbaum, Nadzieja umiera ostatnia, Oświęcim 2016.

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.