[OBSZAR] WALICÓW / CHŁODNA / PROSTA / KROCHMALNA / CIEPŁA

Bogdan Wojdowski

F, II CII D(?)

W ostatnich tygodniach zimy opustoszał Waliców. Zelżało, a kiedy chwycił przymrozek, grypa zabrała tych, których nie dobił tyfus.
Na ulicy pokotem leżeli martwi wśród żywych. Jęk, skomlenie, bezsilny szloch płynął Walicowem od Chłodnej do Prostej i Krochmalną od muru do placu Żelaznej Bramy. Owrzodzone szkielety zrywały się z ziemi ostatkiem sił i biegły przed siebie z obłędem w oczach, śmiejąc się okropnie. Małka krążyła jak mara, słaniając się, od zbiegu Żelaznej do zbiegu Cieplej, tam i z powrotem całymi dniami. Żandarmi na jej widok robili pocieszne miny, ubawieni poklepywali kolby karabinów. Od wachy trzymała się z daleka. Rudy lisek wyleniał do szczętu i została z niego wyświecona, twarda skórka, a Małka snuła się wzdłuż ścian ściskając szmaciane zawiniątko, którego nie porzuciła do końca. Sennie wdzięczyła się do przechodniów, podciągała liliowy spód i pokazywała kabłąkowate udo, szczerniałe i suche jak próchniejąca gałąź. Widocznie po swojemu żebrała o jałmużnę, nie umiejąc znaleźć właściwych słów; coś jej się pomieszało w gorączce i zaczepiała mijanych mężczyzn na oślep […].
Okuta srebrem laseczka i buciki w beżowych getrach z uwagą, ostrożnie wymijające przeszkody. Jeszcze da się żyć w naszym zawodzie, owszem. Ale jak długo? Szedł mecenas Szwarc od klienta, spoglądał w niebo wiosenne i blade.
– Nie pamiętasz mnie, kotusiu? Przypomnij sobie. No, no… – Stała przed nim poprawiając brudną podwiązkę. W ponurym uśmiechu pokazywała długie, żółte, rozchwiane zębiska. Szwarc pobiegł przed siebie. – Uciekasz! Ale broniłeś mnie przed sądem i kurewski grosz nie przepalił ci kieszeni.
Miękki, szeroki, czarny kapelusz i odwiane do tyłu włosy. Bolesne, zawstydzone spojrzenie przepraszające za wszystkie nie domówione na czas modlitwy. Wyszedł reb Icchok z bóżnicy na Ciepłej, rozpraszając woń pergaminu i niestlałych świec. Przechodnie mu się kłaniali.
– Stój, rebe. – Chwyciła poplamiony kroplami wosku chałat. Naprzykrzała się: – Rebe, złociutki, miej serce dla nieczystej dziewczyny w potrzebie.
– Serce? Dziewczyna? I nieczysta? A nie za dużo tego dobrego? – Reb Icchak westchnął. – Oj, Małka, Małka, wszystko przewrócone do góry podszewką, na radość i chwałę Pana.
Pochylił nisko głowę i zaczął odpinać guziki. W popłochu szukał po kieszeniach drobnych. (s. 251)

Bibliografia

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.