PLAC KERCELEGO (KERCELAK)
Symcha Binem Motyl
JA, I (styczeń 1940)
Przy kupnie biżuterii zdarzył się następujący wypadek: włócząc się za rozmaitymi drobiazgami po targowisku publicznym, tj. na Kercelego, natknąłem się na jakiegoś człowieka, który pokazywał zgromadzonym 2 złote obrączki oraz 1 pierścionek w celu sprzedaży. Obrączki miały być jego i jego żony własnością i wg oświadczenia zmuszony był do ich sprzedania z powodu złych warunków finansowych. Obecni brali przedmioty te kolejno do ręki, próbując i ważąc je w rękach. Jeden nawet wyjął flaszeczkę z jakimś płynem i próbując płynem tym te obiekty, stwierdził, że wytrzymują próbę. Ponieważ cena była stosunkowo niewysoka, uważałem za stosowne kupić te przedmioty. Po niedługim targu zapłaciłem za te 3 obrączki 300 złotych, a na wszelki wypadek zażądałem od sprzedawcy jego adresu. Ten wymienił mi nazwę i numer jakiejś nieznanej mi zupełnie ulicy i odebrawszy zapłatę, oddalił się. Szybko udałem się do domu [przy ul. Śliskiej 18], aby powiedzieć o korzystnym kupnie żonie. Po drodze przyszło mi na myśl sprawdzić próbę złota u pewnego znajomego jubilera (Hebera), ze zdumieniem dowiedziałem się, że kupiłem pozłacane bezwartościowe obrączki. (s. 73–74)
Bogdan Wojdowski
przed I, F
Najpiękniejszy miesiąc w roku, kiedy kwitły bzy na placu Kazimierza. Wieczorami dziewczęta długo nawoływały się po bramach, figura Matki Boskiej w zaułku na Wroniej jarzyła się płomykami świec. Malowano ją na wiosnę; szaty na niebiesko, twarz i ręce na fioletowo, a chustę na biało. Stała boso, depcząc węża i księżyc. Wąż miał w pysku jabłko koloru krwi, a księżyc był poszczerbiony. W maju przetaczał się grzmot po niebie, o zmierzchu padały krótkie, szybkie deszcze. W maju Stankiewicz, sezonowy sprzedawca gołębi i właściciel wielkiej gruchającej ptaszarni na placu Kercelego, namiętnym, chrapliwym tenorem śpiewał: ,,Titina, ach, Titina.” Grając na mandolinie przewracał oczami w stronę okien, kiedy otwierał usta, błyszczał w nich złoty ząb. Na Kercelaku wołany był Złotym Ząbkiem, a jego orkiestra uliczna składała się z prawdziwych artystów. Latem chodzili po podwórzach, zimą przesiadywali w pudle i pisano o nich w gazetach, kiedy i którego posadzono. (s. 19)
Bibliografia
– Symcha Binem Motyl, Do moich ewentualnych czytelników. Wspomnienia z czasów wojny, red. naukowa i wprowadzenie A. Haska, Warszawa 2011.
– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, PIW, Warszawa 1978.



