Romans w uzdrowisku

Pod powierzchnią

Pod portretem Reginy Różyńskiej ukryty jest bowiem autoportret Elizy Orzeszkowej, a w losie młodej rozwódki znajdziemy odbicie wielu aspektów życia pisarki. Zbieżność ta w ogólnych zarysach pewnie nie była tajemnicą już w chwili ukazania się powieści. Z czasem, gdy sama autorka w wyznaniach pisanych do różnych adresatów ujawniła pewne fakty ze swego życia, a potem jej biografowie konfrontowali je ze źródłami, można było w Ostatniej miłości, jak i w kilku kolejnych powieściach, znaleźć jeszcze więcej fragmentów biograficznej układanki. Jej elementy to imiona i charaktery, miejsca i atmosfera, wydarzenia i okoliczności ukazane w debiutanckiej powieści.

Dlaczego Orzeszkowa zdecydowała się, żeby pierwszą powieść uczynić tak ryzykownie bliską własnego życia? Może dlatego, że nie miała wtedy jeszcze innych znaczących doświadczeń, które mogłyby posłużyć za kanwę opowiadanej historii. Jedynym dostępnym tworzywem była własna biografia: z jednej strony nieobfitująca w interesujące wydarzenia, wręcz nudna (kilka lat w zamknięciu na pensji, a zaraz potem kilka lat w przeciętnym małżeństwie na dalekim Polesiu), z drugiej zaś strony pełna dramatycznych wydarzeń i ponurych przeżyć okołopowstaniowej rzeczywistości, o których jednak pisać nie było wolno. Pozostawało układanie dramatu z własnego życia domowego, melodramatyzm, podsycanie emocji, do czego miała skłonność do końca swych dni. Powieść jest też rodzajem rozrachunku z tymi, którzy byli winni, bo uwikłali młodą kobietę w nieszczęśliwy związek. Ponadto przetworzenie biografii w fabułę mogło ułatwić pisarce przepracowanie kryzysu małżeńskiego i wstrząsu życiowego (jakim były krach związku, klęska powstania i utrata stabilizacji na Polesiu) oraz stanowić pewien rodzaj autoterapii. Odpowiedzią na żałobę po katastrofie było pisanie, które zresztą zawsze w życiu Orzeszkowej (od dzieciństwa) łączyło się z odreagowywaniem smutku czy wrażenia klęski. Żałoba musiała być naprawdę przytłaczająca i łączyła się z poczuciem wielowymiarowej straty. Regina to la dame noir, dama w czerni – nie wiadomo właściwie, dlaczego zawsze nosi czarne suknie: czy żałoba to symbol jej ducha i stanu jej nadziei, czy informacja o stadium uczuć, oznaka stateczności, a może sposób na bycie niewidoczną. Wreszcie: czy „przepisanie” pewnych epizodów własnej biografii w powieść (epizodów wybranych i przetworzonych w specyficzny sposób) mogło być dla Orzeszkowej swego rodzaju „alibi” wtedy, gdy już oficjalnie miała starać się o rozwód? Przyznała bowiem Reginie monopol na rację. Jej małżeństwo ukazała w jednoznacznym fatalnym oświetleniu, a męża, Alfreda, uczyniła niedwuznacznie winnym (nawet jeśli owa „wina” budzi w czytelniku pewne niedowierzanie). „Ostatnia miłość” Reginy, Stefan, pojawia się na scenie niczym rycerz-zbawca prześladowanej dziewicy. Czytelnik ma odnieść wrażenie, że miłość jak rekompensata wreszcie należy się nieszczęśliwej kobiecie. Tylko że powieściowa Regina była już rozwódką od czterech lat, a twórczyni tej postaci rozwód miała dopiero w planach. Powieść stanowić więc mogła swego rodzaju zabieg public relations dla ukształtowania na przyszłość własnego dobrego wizerunku oraz zjednania sobie publicznej akceptacji wobec planu przeprowadzenia rozwodu, czyli procedury, która skazywała wówczas na nieprzychylność otoczenia, domysły i plotki. Orzeszkowa więc zawczasu chciała zaprogramować i przepracować to, co inni będą mówić na jej temat, i to, co sama chciałaby im odpowiedzieć.

Pod powierzchnią Ostatniej miłości pisarka ukryła wiele ze swojego życia. Regina, która niedługo po ukończeniu pensji wchodzi w zaaranżowane przez ciotkę małżeństwo z niemal nieznanym sobie bogatym ziemianinem – to sama Eliza. Chłodna i niewyrozumiała ciotka-opiekunka młodziutkiej Reginy, pozbywająca się jej z domu przez pośpiesznie i zimno wykalkulowane małżeństwo, to Franciszka z Kamieńskich Pawłowska, matka pisarki. Przeprowadzka po ślubie do oddalonej Różanny na Wołyniu to pobyt pisarki w mężowskim Ludwinowie na Polesiu. Koniarz, myśliwy, karciarz i palacz cygar Alfred, mąż Reginy, to – jak mamy się domyślać – Piotr Orzeszko. Portret ojca Reginy i Henryka, obraz, który oboje otaczają swoistym kultem, rozmawiając z nim, „modląc się” do niego i traktując jak powiernika, to wizerunek Benedykta Pawłowskiego, ojca pisarki, którego portret oraz pamięć ona sama traktowała w podobny sposób. Poojcowski majątek Reginy, Miła, to poojcowska Milkowszczyzna Elizy. Grobowiec ojca Reginy „na wzgórzu wśród jodeł” (s. ) to otoczony czcią przez pisarkę grobowiec Benedykta Pawłowskiego w Zaleśnej. Wreszcie – miasto D*** to znany kurort Druskieniki, w którym autorka bywała już od dziecka.

Najważniejszy w powieści jest jednak Stefan – ostatnia i pierwsza prawdziwa miłość Reginy. W jego postać Orzeszkowa włożyła wszystkie marzenia o mężczyźnie idealnym, „pierwszym i ostatnim”, męskim, a delikatnym, inżynierze o duszy artysty, szlachetnym, oddanym, kochanym przez przyjaciół, a podziwianym przez oponentów. Pod tą postacią skrywał się Zygmunt Święcicki, lekarz poznany przez nią jeszcze w Ludwinowie, wówczas – jej nadzieja na szczęśliwy związek po unieważnieniu poprzedniego małżeństwa. To ważne dla niej imię ukryła w powieści, obdarzając nim najlepszego przyjaciela Stefana, który w listach opowiada mu o Reginie; z kolei profesję lekarza przydzieliła skrycie kochającemu się w Reginie szlachetnemu doktorowi K. Nawet talent śpiewaczy Zygmunta i jego tenor upamiętniła, opisując „silny, czysty, tenorowy śpiew” (s. ) Alfreda oraz własne uczucie zachwytu podczas słuchania. Z Zygmuntem Święcickim łączyła Orzeszkową dyskretna, ale głęboka więź. Kiedy pisała powieść, była niemal pewna, że po rychłym unieważnieniu małżeństwa to z nim stanie ponownie na ślubnym kobiercu. Tak się jednak nie stało. Krach nadziei nastąpił jeszcze przed otrzymaniem rozwodu, późną wiosną 1869 roku. Po latach Orzeszkowa dokonała w innej powieści ponownie małego (choć tym razem złośliwego) „upamiętnienia” postaci niedoszłego męża.

Ostatnia miłość to w głównej mierze powieść o małżeńskich związkach: nieudanym (Reginy i Alfreda), udanym (Klary i Adama Mileckich) oraz wymarzonym. Koncepcja małżeństwa idealnego wyłożona została w pamiętniku Reginy oraz w słowach i rozmyślaniach bohaterów. Jego aforystycznym ekwiwalentem jest motto z Nędzników, które wielokrotnie i w rozmaitych wariantach powraca w toku powieści, jak gdyby ostrzeżenie dla tych, którzy kochają tylko ciała, kształty i pozory, a nie kochają duszy, miało głęboko i skutecznie wyryć się w pamięci czytelnika. Jednak imperatyw dominacji ducha nad ciałem nie został w powieści konsekwentnie umotywowany. Owszem, Regina po klęsce pierwszej miłości poskramia ciało (nosi czerń, nie tańczy), ale przecież w związku z Alfredem wciąż tęskni za fizyczną bliskością (i macierzyństwem), której on jej nie daje. Potem zaś po bardzo krótkiej znajomości ze Stefanem i jego oświadczynach pada mu w objęcia w pełnym pożądania pocałunku, który jednak narrator stara się ostudzić, by zredukować jego znaczenie, mówiąc, że „między spojonymi pocałunkiem ustami nie sama fizyczna drga rozkosz, ale z nią razem i ponad nią mocniejszy tchnie duch świadomy siebie, mądry a silny, i z bratnim łączący się duchem” (s. ).

Teoria małżeństwa idealnego jako powinowactwa duchowego – braterskiego jest zgodna z koncepcją, którą Orzeszkowa (żyjąca wówczas w zawieszeniu pomiędzy pierwszym a drugim związkiem) wyłożyła wkrótce po pierwodruku Ostatniej miłości w liście do Anieli Sikorskiej. Zygmunt Święcicki, „śliczny to człowiek – piękny duszą i ciałem – treścią i zewnętrznymi formami” (co brzmi zbieżnie z postulatem Wiktora Hugo z motta), jest niczym wcielenie ideału, a mariaż z nim jawi się raz jako „Ołtarz Święty”, a raz jako „raik ziemski”. List, pełen egzaltowanych wizji przyszłego szczęścia, dowodził, że jego autorka – mimo kilkuletniego doświadczenia – nadal wiedziała o małżeństwie niewiele więcej niż panna Izabela Łęcka, której Bolesław Prus przypisał równie iluzoryczny sposób myślenia: przedziwną i chwilami kuriozalną mieszankę naiwności i afektacji, głupoty i patosu. List do Sikorskiej Orzeszkowa napisała niczym dalszy ciąg swej ukończonej już powieści, która, jak się jej wydawało, mogła być projektem jej życia.

Tymczasem nawet skatalogowanie odpowiedników biograficznych w powieści pozostawia niepokojące wrażenie połowiczności. Wydaje się, że przy okazji podświadomie zarejestrowała w niej Orzeszkowa również swoje niemogące się ziścić tęsknoty. Wpisała tam takie fakty, które nie były prawdą biografii, ale nie były też li tylko powieściową fikcją, bo stanowiły prawdę marzeń, prawdę o fantazjach. Mocna pieczęć autobiografii odbita w tekście pozwala przypuszczać, że zgodne z prawdą mogą być też umieszczone między wierszami fakty, które nie miały potwierdzenia w życiu, ale wpisywały się w „biografię wyimaginowaną”, w udoskonalony projekt siebie samej. Tak jest na przykład z kwestią urody Reginy. Jeżeli ma ona być odbiciem pisarki, to sobie wymarzonej przydała niezwykłą piękność, której sama była raczej pozbawiona (był to dla niej zresztą drażliwy temat). Regina olśniewa urodą, wdziękiem i królewską postawą, talentem śpiewaczym i majątkiem. Wszystko jest w niej doskonałe. Ma to, czego mogło brakować jej twórczyni.

Drugi fakt, który Orzeszkowa „poprawiła” w swoim życiu, to wymarzone rodzeństwo: brat Reginy, Henryk. Śmierć starszej siostry Klemuni oraz młodszego brata Jasia były dla pisarki boleśnie odczuwaną do końca życia stratą, deficytem potęgującym poczucie samotności i „jedyności”, szczątkowości rodziny. Pustki po rodzeństwie nie dało się wypełnić. Tworzy więc wyimaginowany portret doskonałego starszego brata, który łączy w sobie zarazem braterstwo z ojcostwem, bo jest też „ojcem” dla młodszej siostry. Henryk jest skromniejszą wersją idealnego Stefana: w przeciwieństwie do niego przeszedł okres grzesznej próby, lecz przeżył metamorfozę i został uratowany od moralnego upadku (nie bez wielkiej pomocy i dobrego wpływu Stefana). Główne rysy Henryka to te cechy, które określają go wobec siostry (i potem także wobec chorej Wandzi): troska i odpowiedzialność, intuicja, powaga i miłość – w odniesieniu do Reginy pozbawiona pierwiastka erotycznego. Im doskonalszy wydaje się brat Reginy w stosunku do siostry, tym bardziej ujawnia się skrywany przez pisarkę „głód braterstwa”, niedobór więzi z bliskimi krewnymi.

Wreszcie trzeci składnik wymarzonej biografii: mężczyzna. Stefan Rawicki jest mężczyzną perfekcyjnym. Powaga i „niepospolitość” (s. ), „magnetyczny wpływ” (s. ), „potężna natura” (s. ), „głęboki rozum i gorące serce” (s. ), „zacny człowiek” (s. ) – kreowany jest na herosa tak w słowach narratora i innych bohaterów, jak i we własnym mniemaniu. Czasem jednak wydaje się wręcz zimny i odpychający w tej doskonałości, jak wtedy, kiedy wygłasza sarkastyczne uwagi o znajomych, którzy przecież traktują go z pełnym szacunku dystansem; gdy wydaje się nieco zarozumiały (jako naukowiec i jako mężczyzna) i sztywny („Rawicki nawet śmiał się, patrząc na tę komiczną scenę” – s. ) albo kiedy reaguje obrazą wobec Reginy, gdy ta rozmawia w salonie z otaczającymi ją mężczyznami. Stefan „stojący na szczycie góry, przepaścią u stóp, chmurami u czoła otoczony, lub na pokładzie zagrożonego okrętu spokojnym wzrokiem rozpatrujący swawolą rozszalałych żywiołów” (s. ) to nie człowiek z krwi i kości, ale mężczyzna wysnuty z fantazji, to archetypiczny animus, wyprowadzony z głębi nieświadomości jego twórczyni. Próby dostosowania realnych mężczyzn (Zygmunt Święcicki, potem Stanisław Nahorski, Franciszek Godlewski, Tadeusz Bochwic) do archetypu siłą rzeczy kończyły się dla Orzeszkowej niepowodzeniem.

Strona: 1234