Romans w uzdrowisku
nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
Na pierwszy rzut oka
Ostatnia miłość Elizy Orzeszkowej nie wydaje się utworem o złożonej problematyce ani trudnym w odbiorze. Wręcz przeciwnie: zarysowana w powieści historia dwu miłości Reginy Tarnowskiej (pierwszej: do Alfreda Różyńskiego, i ostatniej: do Stefana Rawickiego), tocząca się na tle scenerii prowincjonalnego uzdrowiska oraz majątku Różanna na Wołyniu, wśród konwencjonalnych wydarzeń i rozmów, jest łatwa do przewidzenia i ma wytyczony przez autorkę jednoznaczny krąg wartości. Bohaterowie negatywni są śmieszni, żałośni i nieskuteczni. Od bombastycznej hrabiny X. po służącego Michałka – narysowani grubą, satyryczną kreską. Bohaterowie pozytywni – nieskazitelni w każdym wymiarze (od wyglądu po poglądy), przez co też mało autentyczni. Opisywane figury są albo „szlachetne” (jak doktor K.), albo „zbytecznie okrągłe” i „pulchne” (Frycio, hrabina). Człowiek nie jest dla drugiego tajemnicą, jeśli jego charakter i wartość można wyczytać na pierwszy rzut oka z twarzy i kształtów („klasycznych” lub nie).
Na banalność akcji, papierowość bohaterów i jednowymiarowość problematyki zwracali już uwagę pierwsi recenzenci. Nawet jeśli pamiętać, że jest to powieściowy debiut młodej pisarki, że sięgnęła w nim do europejskiej tradycji powieści środowiskowej i do schematu „romansu u wód” (jak w powieściach Jane Austen), że w niejednej scenie widać już zapowiedź jej talentu, to nie da się uniknąć myśli, że Ostatnia miłość to utwór nierówny, przegadany, niekiedy rażący brakiem autentyzmu, często przesadą i egzaltacją, a także uproszczoną, lecz do znudzenia powtarzaną wykładnią moralizatorską.
Wydaje się, że ambitna debiutantka chciała w swojej powieści zmieścić wszystko, co mogło przemówić do czytelników: studium środowiska i tematykę techniczną (wręcz inżynieryjną); dyskusje o modelach kobiecości i prawach kobiet oraz atak na zakłamany świat salonów; założenia literatury tendencyjnej i komizm słowno-sytuacyjny; odbicie mechanizmów społecznych oraz intymny portret kobiety nieszczęśliwej; powieść pisaną w narracji trzecioosobowej, umoralniające tyrady narratora wyraźnie ujawniającego swą obecność, powieść-dziennik intymny i prozę epistolarną; żartobliwe (a nawet w pewnym momencie trywialne) scenki obyczajowe z udziałem „prostaczków z ludu” i patetyczne fragmenty o idealnym małżeństwie; studium psychologiczne osoby tracącej złudzenia oraz wzniosłe peany na cześć nauki i techniki; karykaturalne portrety postaci z towarzystwa i posągowe wizerunki bohaterów wzorcowych; a także systematykę typów ludzkich oraz odwołania do prac Johna Stuarta Milla, Benjamina Franklina i Henry’ego Buckle’a.
Wszystko to widać w powieści na pierwszy rzut oka i czytelnik nie ma problemu z prawidłowym jej przyjęciem – zgodnym z intencją samej Orzeszkowej. Tę warstwę utworu bowiem pisarka ma pod kontrolą. To materiał, który świadomie selekcjonuje pod kątem przydatności dla udowodnienia przyjętych tez i opowiedzenia historii. Odsłania swe ideowo-estetyczne poglądy na tyle, na ile chce. Ta pierwsza warstwa analizowanej powieści nie budzi wątpliwości – jest zrozumiała i… dość banalna.
Jedyne, co w tej pierwszej warstwie może wprowadzić czytelnika w błąd, to tytuł. Kto przed lekturą widzi na okładce wyrażenie „ostatnia miłość”, spodziewa się raczej dramatu z fatalnym przebiegiem i niewesołym finałem. Tymczasem powieść optymistycznie dobro nagradza, złu – wymierza sprawiedliwość, spragnionych uczucia bohaterów doprowadza do ołtarza, łącząc w szczęśliwej harmonii może i ostatniej, ale przede wszystkim pierwszej miłości. Romans nawiązany w uzdrowisku (choć zakochani znali się już nieco wcześniej z relacji o sobie) okaże się szczęśliwą bajką o „kominiarczyku” („rzemieślniku” – inżynierze Stefanie Rawickim) i „królewnie” (Reginie Różyńskiej). Czytelnikowi nie powinno zatem przeszkadzać, że co jakiś czas napotka w fabule wyraźne nonsensy i nielogiczność. Dlaczego na przykład Regina, tak rozczarowana małżeństwem i pełna niechęci do byłego męża, po rozwodzie wciąż nosi jego nazwisko i wozi ze sobą na wypoczynek ślubną obrączkę? I dlaczego jej brat z kolei bierze w podróż do uzdrowiska (jak na zamówienie) jej pamiętnik i rodowe archiwalia Tarnowskich? Niedorzecznie wypada scena oświadczyn Stefana, kiedy to Regina klęczy przed ukochanym. Orzeszkową musiała też opuścić autokontrola, gdy niezamierzenie wywołując śmiech czytelnika, buduje porównanie miłości-anioła o jednym skrzydle do muchy, która z urwanym skrzydełkiem „czołga, rzuca się i piszczy, by ugrzęznąć w maśle”. Takich absurdów jest więcej. Ostatnia miłość to bowiem utwór napisany przez wyznawczynię nowego paradygmatu (modelu powieści, wzoru małżeństwa, życia społecznego i życia własnego), przez entuzjastkę przyszłości (wynalazków technicznych i kobiecej samodzielności), a wobec takiej żarliwości i misjonarskiego zapału osłabła autokontrola i dbałość o realizm.
Na pierwszy rzut oka jest to powieść optymistyczna i afirmatywna. Nawet jeśli miłość dwójki innych zakochanych (Henryk Tarnowski i chora na gruźlicę Wandzia) zostanie wystawiona na próbę, to wydaje się, że i tę parę może czekać szczęśliwa przyszłość. Bohaterowie pyszałkowaci, próżni i głupi nie tylko nie otrzymają spodziewanej gratyfikacji, ale będą też musieli (np. pani Izabella) przejrzeć się w lustrze własnej małości. Chociaż więc na razie w społeczeństwie przeważają kobiety lalki i gęsi oraz mężczyźni robaki, małpy i wilki (według systematyki Reginy), to powieść ma dać nadzieję, że właściwy ton życiu społecznemu zaczną jednak w końcu nadawać kobiety i mężczyźni – ludzie. Takim ludziom służyć będzie nowa, wspaniała cywilizacja kolei żelaznej i innych wynalazków technicznych.
Od pierwszej strony bohaterką powieści jest właśnie kolej żelazna: animizowana i antropomorfizowana („kometa czarna, żelazna, z grubym i długim warkoczem dymu”; „kometa, której ciałem żelazo, duchem para”; „silny duch błyskawiczną szybkość nadaje żelaznemu ciału”; „miała wkrótce lokomotywa roztaczać swoje warkocze z szarego dymu” – s. , , , ), otoczona magią i kultem („magiczny wyraz”; „wszyscy chórem śpiewają cześć tej poważnej pani”; „z wdzięcznością składają miłą dań królowej dziewiętnastego wieku” – s. , , ), traktowana jako remedium na biedę i ciemnotę („droga żelazna to ważny czynnik cywilizacji”; „żelazny i parowy czynnik cywilizacji”; „przestrzenie znikają – narody […] łączą się”; „nie tylko wasze ciała, ale i duch wasz pędem lokomotywy dążyć będzie coraz dalej; zsiądziecie z wózków ciemnoty” – s. , , , ). Czytelnik otrzymuje informacje w skali mikro: na temat budowy konkretnej linii i stacji (na odcinku Wilno–Warszawa Kolei Warszawsko-Petersburskiej) oraz doznaje niewiarygodnych trudów długiej podróży przez piach i wertepy, zanim zostanie zbudowana kolej; jak i w skali makro: na temat wpływu kolei na przyszłe stosunki ekonomiczne i społeczne. Trzeba jednak podkreślić, że entuzjazm dla budowy kolei nie jest li tylko programowym składnikiem powieści z tezą, która ma za zadanie pokazać stan przed zaprowadzeniem postulowanych reform oraz po ich dokonaniu. Orzeszkowa dokumentuje bowiem widoczne w każdej dziedzinie zacofanie cywilizacyjne zachodnich peryferii Cesarstwa Rosyjskiego (pogłębione zwłaszcza po klęsce Rosji w wojnie krymskiej, a niedługo po niej toczy się akcja powieści), gdzie ukazanie się lokomotywy mogło oznaczać dla jednych sensację („Komotywa! Taki duży wóz, co ludziów będzie wozić bez koniów”, „szatańska siła” – zob. s. , , ), ale dla innych spełnienie marzeń i upragniony dostęp do znanych już od dawna na Zachodzie dobrodziejstw cywilizacji.
Nieprzypadkowo bohater nowego wspaniałego świata i zarazem wybawca kobiety samotnej to inżynier – heros nowych czasów. Przemówienie Stefana Rawickiego na cześć inżyniera ukazuje go jako demiurga i zarazem pracownika na niwie użyteczności wiodącej ludzkość do szczęścia. Pokonuje on siły natury i przekracza jej prawa, realizując plany wykraczające poza ramy wyobraźni: „Bo inżynier […] to ludzkość cała w swych dążeniach nieprzepartych ku wszystkiemu, co wielkie, co piękne i dobre” (s. ). Inżynier Rawicki emanuje majestatem i atmosferą niezwykłości. Kiedy po raz pierwszy pojawia się przed czytelnikiem, otacza go jasność słonecznego przedpołudnia (s. ). Śmietanka towarzyska zebrana u wód, tak skora do krytyki i złośliwych plotek, tylko jego jednego – nie wiedzieć dlaczego – traktuje zawsze z uległością i szacunkiem, mimo że on odpłaca im zimnym dystansem. Orzeszkowa nie skalała jego pomnikowego wizerunku żadną słabością. W obszernych opisach twarzy i sylwetki Rawickiego biegły w fizjonomice czytelnik odszukać mógł jedynie znamiona wielkości i geniuszu, męskiej urody i duchowej doskonałości. A jeśliby nie dość trafnie zinterpretował jego portret, usłużny narrator (jak często w tej powieści wobec wielu bohaterów) miał na podorędziu właściwy komentarz: „cała powierzchowność tego człowieka pociągała rodzajem jakby magnetycznego wpływu, jaki zwykle potężne natury rozlewają wokoło siebie” (s. ).
Tylko jednego Rawickiego spotyka w towarzystwie takie wyróżnienie. Śmietanka, która zjechała do Druskienik, to w większości mieszanina próżniaków i pyszałków, plotkarzy i szyderców, łowców posagów oraz poszukiwaczek przelotnych związków. Nie zdrowia fizycznego im trzeba, ale moralnego, a tego nie osiągną, pijąc wody. Nie czują zresztą, jak bardzo są „chorzy”. O tym, że ich wizerunki nie są przerysowane wyłącznie w celu wzmocnienia krytyki społecznej, lecz wzięte „z natury”, pisała Orzeszkowa w liście do Józefa Sikorskiego. W powieści mało jednak znajdziemy informacji o druskienickim entourage’u i kuracjach. Spotkania w salonach wypełnione banalnymi rozmowami, plotkami i słuchaniem muzyki, do tego rejsy łodziami po Niemnie i spacery po parku, dziwaczne rozrywki (jak uczenie gadającej papugi) i jałowa rywalizacja o względy czy towarzyską rangę nie budują obrazu uzdrowiska ani jako społeczności kuracyjnej, ani jako przestrzeni odzyskiwania zdrowia. W salonach i buduarach króluje nuda. Czasem pustkę wypełni pozorny dylemat (który krawat wybrać), czasem – wewnętrzna walka o z góry przewidzianym wyniku (walka demona i anioła w duszy pani Izabelli). W gronie kuracjuszy pojawią się też postacie kontrastowo pozytywne: inżynier, doktor, poczciwy ziemianin i jego roztropna żona czy młody szlachcic nie dość „biegły w sztuce zawiązywania węzłów krawata” (s. ). Już bowiem w pierwszej powieści Orzeszkowa sięgnęła po swój potem ulubiony schemat „dwu biegunów” (jest to zarazem tytuł jednego z jej utworów) – bohaterów czy środowisk zestawionych skrajnie kontrastowo i obdarzonych znakami przeciwnych wartości: bez światłocienia i metamorfoz. Wykorzystała również kontrastowo lub paralelnie zestawiane motywy, powtórzenia i odwrócenia sytuacji, co stanie się wkrótce konwencją w jej arsenale środków wyrazu.
Jedyną osobą faktycznie chorą jest wnuczka marszałkowej, Wandzia. I tylko o jej terapii dowiemy się, że tutejszy klimat i wody nie służą chorej na gruźlicę. Poza tym uzdrowiskowa wartość miejscowości jest enigmatyczna. Regina przyjeżdża tam dla uspokojenia nerwów i zmiany otoczenia, inni – dla rozrywki, jeszcze inni – dla wypoczynku. Nie ma w powieści żadnych szczegółów kuracji: wody się pije i używa kąpieli, ale „wody mineralne”, „wody uzdrawiające” są bardziej umownym znakiem stylu życia i organizowania czasu niż terapii. Terapeutyczną moc mają tam wody zupełnie inne. To „Niemen jak błękitna, szeroka wstęga” (s. ), „niemeńskie fale z cichym szmerem […] płynące” (s. ), „błękitny Niemen” (s. ), „płynął […], błyskając milionami łamiących się w jego falach promieni” (s. ), „płynął smugami purpury i srebra” (s. ), „poważna i ciemnobłękitna […] wstęga Niemna, u krańca widnokręgu spojona z niebem” (s. ), oraz „gwałtowny łoskot przez kamieniste zapory biegnącej do kochanka swego Rotniczanki” (s. ), która „szumiała i huczała, jakby kłócąc się z poważnym Niemnem, który cicho, spokojnie przyjmował ją w swoje ramiona i płynął dalej majestatycznie” (s. ). Rzeki-kochankowie, męski Niemen i kobieca Rotniczanka, są w powieści najczystszym i najbardziej uzdrawiającym elementem natury. Woda rzek to w Ostatniej miłości woda uzdrowienia i woda miłości. Niemen jest zresztą ukrytym bohaterem: powiązany z Grodnem oraz miejscowościami D*** i N***, stale towarzyszy szlachetnym bohaterom w pracy i marzeniach. Woda rzeki więc, żywa i wartko płynąca, przyniesie Reginie nadzieję na odmianę losu i miłość, w przeciwieństwie do wody jeziora niedaleko mężowskiego domu, jeziora, które Regina często nazywa „szybą”, gładką i martwą. Obraz zakochanych płynących łodzią po rzece (Stefana i Reginy oraz Henryka i Wandzi) powróci dwadzieścia lat później, gdy podobną funkcją tła i katalizatora miłości obdarzy Orzeszkowa Niemen w swej najsłynniejszej powieści.
Natura współbrzmi z emocjami bohaterów także poprzez kwiaty i rośliny zielone. Ogród w D*** to nie zwykły kuracyjny park, ale przestrzeń naznaczona szczególnym uporządkowaniem – ujęta w dwa ramiona: Niemna i wpadającej do niego Rotniczanki, pełna bujnej roślinności, gdzie jeszcze w perspektywie za Niemnem „szerokim kobiercem słały się łąki zielone, gdzieniegdzie niską zarosłe sośniną” (s. ). Nieprzypadkowo we fragmencie tym pobrzmiewa echo Inwokacji z Pana Tadeusza. Ogród: królestwo roślin i „własność” Niemna, naznaczony w opisie obecnością sacrum („wieżyczka kościelna; uboga, ale smukła i krzyżem lśniąca, strzelała ku niebu” – s. ) oraz subtelnych dźwięków (szum rzek i liści, „słowik, gdzieś poza kościołkiem, próbował dobywać ostatnich tonów” – s. ), jest dla Reginy pociechą w smutku i wytchnieniem po rytuale salonowych rozmów i wizyt. Ważne dla niej chwile rozmyślań i życiowych rozrachunków odbywają się na balkonie wychodzącym na ów ogród („liście bluszczowe, które osrebrzone promieniem księżyca ze słupów balkonu spadały na jej głowę i ręce” – s. ), także w „pełnym kwiatów i woni ogródku” (s. ) marszałkowej Z. i ogródku koło domu Rawickiego, a wcześniej jeszcze – w ogródku państwa Mileckich w Zajeziornie. W uzdrowisku bowiem uleczenie (bardziej ducha niż ciała) następuje nie dzięki konwencjonalnym zabiegom, ale poprzez kontakt z naturą i sztuką. Za pośrednictwem kwiatów wyznaje się miłość (biała róża to rekwizyt miłości Reginy i Stefana; pąsowa róża – miłości Wandzi i Henryka). Sztuka zaś oddziałuje na bohaterów wielorako: dyskutują o niej (rozmowa o Galerii Drezdeńskiej, o teorii sztuki i historii piękna), kontemplują jej dzieła, ale i sami ją tworzą: inżynier Rawicki jest malarzem, Regina – utalentowaną śpiewaczką, Henryk gra na teorbanie. Salonowa śmietanka „chorych moralnie” ma również swą „naturę i sztukę”, ale stanowią one tylko parodię oryginałów: papugę uczy się mówić, konie obstawia na wyścigach, kwiaty układa ze wstążek, maluje włosy i różuje policzki, gra się kogoś, kim się nie jest. Nieudolnie naśladuje naturę i ją redukuje. Imituje młodość i uczucia, pozoruje pozycję społeczną.
Ostatnia miłość jest swego rodzaju poradnikiem autoterapii – osiąganej nie dzięki środkom i zabiegom leczniczym, ale przez kontakt z niezafałszowaną naturą i sztuką oraz – co równie ważne – odkrycie w samym sobie siły do przetrwania ciężkich doświadczeń. Przewodnikiem w tej terapii jest amerykański poeta romantyczny i filozof Ralph Waldo Emerson, którego myśli powtarzają Stefan i Regina. Emerson wskazuje prostą, choć niełatwą drogę polegania na samym sobie, liczenia tylko na siebie, nie zaś naśladowania kogoś innego: „Insist on yourself; never imitate”, co – jak wynika z retrospekcji – praktykowali i Stefan – od dawna, i Regina – od czasu porzucenia męża. Rawicki uzupełnił radę Emersona o wyznaczony cel: „Licz na samego siebie i wspinaj się coraz wyżej!…” (s. ). Zdanie to napisał na ramie obrazu, który namalował, będącego odbiciem sytuacji człowieka samotnego, skazanego przez okoliczności na życiową zaradność i samowystarczalność w drodze sięgania po coraz śmielszy cel. To obraz górskiego wspinacza: „Z naprężonych jego rąk, którymi starał się chwytać wypukłości stromej ściany, znać było wysiłki, jakie czynił; ale twarz jego, profilem zwrócona do widza, zdawała się patrzeć na słońce jaśniejące w górze i sama jaśnieć nadzieją i odwagą” (s. ).
To autoportret Stefana Rawickiego, to także obietnica wejścia na szczyt. Wspinacz z obrazu Stefana nie jest (wbrew pozorom) Syzyfem. Wiemy, że osiągnie cel. Czy był to także autoportret samej Orzeszkowej, będącej wtedy niemal dokładnie w wieku jej bohaterki?

