Romans w uzdrowisku
Magdalena Kreft

Romans w uzdrowisku
Magdalena Kreft

Ukryte głębiej

Jednym z kluczowych słów powieści jest właśnie „męskość” – rozumiana jednak nie jako mężność czy bohaterstwo życia lub jako cechy społeczne. Fascynacja męskością jest głęboko ukrytą w tekście (tak dobrze, że chyba niewidoczną dla autorki) sygnaturą. Narrator deklinuje słowo „męski” z widoczną satysfakcją. Ale – stawia je jako określenie atrybutów i kategorii należących niemal wyłącznie do bohaterów pozytywnych[1]. Na poziomie podstawowym oznacza bliskość mężczyzny, jest ekwiwalentem płci („dwie męskie postacie”, „męskie stąpanie”, „stłumiony głos męski” – kolejno OM, rozdz. V, VII, V), choć wnosi do niego jednocześnie pierwiastek afirmacji („świeży głos męski”, „na męskiej jego twarzy” – OM, rozdz. III). Orzeszkowa idzie jednak dalej: męskość sama w sobie okazuje się zaletą. Pogłębia wartość powszedniego stanu, który w jej oprawie zyskuje na znaczeniu („oblane wyrazem prawdziwej, męskiej dobroci”, „moc męskiego przekonania” –kolejno OM, rozdz. II, VIII). Niesie w sobie urodę i atrakcyjność („Był to człowiek […] męskiej i energicznej powierzchowności”, „w męskiej i myślącej jego twarzy” – OM, rozdz. VII). Wreszcie, na poziomie najwyższym, sprawia, że przeżywane doświadczenia stają się wyłączną domeną prawdziwego mężczyzny[2], są niedostępne tak dla kobiet, jak dla mężczyzn fircykowatych czy „pozornych”. Przeżycie „męskie” jest nie tylko lepsze, ale prawdziwsze, intensywniejsze („męska boleść twarz mu zalała”, „z wyrazem męskiego spokoju w całej postaci”, „błyskający ogniem głębokiego, męskiego smutku”, „wylew ognia, który płonął w jego męskiej piersi”, „całą potęgą męskich a niezmarnowanych sił ducha i ciała” – OM, rozdz. VI, V, II, VI, VIII).[3]

Marzenia o miłości do „innego mężczyzny” oraz niepogodzenie z własnym matrimonium naznaczają życie wielu bohaterek literackich: od Emmy Bovary Flauberta po Emilię Korczyńską (Nad Niemnem), od Franki Chomcówny (Cham) i Jagny Borynowej (Chłopi) po Różę Żabczyńską (Cudzoziemka). Na tle podobnych bohaterek Regina Różyńska zadziwia. Jest monolitycznie idealna i niewinna. Odpowiedzialność za jej dramat ponoszą inni, podczas gdy ona jest bezwolną ofiarą[4]. Pełna nadziei, ale bezmyślna przed ślubem, przeistacza się w osobę apatyczną i zrozpaczoną po ślubie. Jednak zawsze kreowana jest na godną litości i pokrzywdzoną. Tymczasem w powieści trudno znaleźć konkretne „winy” jej męża[5]. Nawet jeśli lubi konie i polowanie, pali cygara i zasypia przy lekturze, jeśli nie umie prowadzić interesujących rozmów i ma ograniczone horyzonty, trzyma chłopów na dystans i nie przepada za spacerami z żoną, to nie udało się Reginie przekonać czytelnika, że są to wielkie przewiny – a przecież w powieści znajdziemy także sporo jego atutów: pięknie śpiewa (czym ongiś ją uwiódł), jest zamożny i utrzymuje majątek w porządku, jest hojny dla żony – urządził dla niej piękny dom i prezentuje się „ze zwykłą sobie gentlemańską grzecznością” (OM, rozdz. VII)[6]. Na szokującą wówczas wieść, że Regina go porzuca, zareagował łagodnie i wyrozumiale, a potem ofiarował jej konia. Co zatem decyduje, że Regina ucieka od Alfreda?

Tym czynnikiem jest wstręt: odraza, obrzydzenie fizyczne do męża[7]. Powieść, która manifestacyjnie deklaruje przewagę ducha nad ciałem (a nawet pogardę dla spraw ciała i formy), jednocześnie skrycie pulsuje pragnieniem namiętności, tęsknotą za ciałem pożądanym. Tymczasem Alfred w oczach Reginy coraz bardziej przypomina trupa. Widmowa bladość, zimno, apatia i małomówność zmieniają jego twarz w maskę. Nie zbliża się do Reginy, nie sypiają razem. Żona coraz częściej cofa się ze wstrętem, gdy mąż choćby podchodzi do niej. Jego wygląd i zachowanie, tyle razy opisywane w podobny sposób, mogą ukrywać inną informację: albo Alfred jest narkomanem („morfinistą” – jak Różyc w Nad Niemnem)[8], albo homoseksualistą (i dlatego żona go nie pociąga). Małżeństwo Reginy i Alfreda wydaje się pozbawione pierwiastka erotycznego. Ona czuje przed nim lęk i wstręt, on się do niej rzadko zbliża. Młoda panna w dniu ślubu marzy o pocałunkach i bliskości wybranka, ale chwile po ślubie przynoszą rozczarowanie. Pierwszy pocałunek po ślubie naznaczony jest obojętnością („Zdało mi się, że Alfred miał zimną rękę i zimne usta. Usunęłam się w głąb powozu i milczeliśmy oboje” – OM, rozdz. VII). Pierwsze dni spędzone w Różannie upływają Reginie samotnie, w chłodnym dystansie, a noce poślubne nie następują („A raz jeszcze pocałowawszy mię, zwrócił się do swego pokoju” – OM, rozdz. VII)[9]. Niekiedy mąż przytula Reginę, mówiąc jej zdawkowe słowa miłości. To wszystko[10]. Nie ma pożądania, nie ma bliskości. Nicość – to słowo ukryte między wersami powieści ujawnia się za sprawą symbolizującej je białej astry, której płatki obrywa zrozpaczona młoda żona. W małżeństwie Różyńskich brak cielesności, brak erotyki[11].

Paradoks sytuacji powieściowej polega na tym, że powracająca w niej – niczym refren rozwijany w wariantach – fraza o tym, że „ciało i kształt” nie tak są ważne, jak „dusza”, okazuje się prawdą pozorną, zwodniczą. Owszem, Regina popełniła błąd, ufając, że w pięknym ciele Alfreda kryje się równie piękna dusza. Jednak jej pamiętnik stanowi zapis tęsknoty za ciałem i pragnienia bycia pożądaną. Jej związek, pozbawiony ładunku erotycznego, dramatycznie ją unieszczęśliwia. Ciało jest może tylko skorupą dla pięknego ducha, ale bez niego duch obumiera[12]. Nie bez powodu piękny duch Stefana Rawickiego otrzymał niezrównanie piękne ciało. Tej wewnętrznej niespoistości swej powieści Orzeszkowa nie była, jak widać, świadoma.

Regina z zazdrością patrzy więc na pełen czułości związek państwa Mileckich, którzy są dla siebie nawzajem atrakcyjni i pożądani. Ich relacja jest pełna ukrytego erotyzmu, czego owocem jest dziecko. Tymczasem bezdzietność to jeszcze jedna przyczyna rozpaczy pani Różyńskiej. Wołanie o dziecko jest dramatycznym i głęboko ukrytym osobistym wyznaniem pisarki, która nigdy matką nie została. Ten żal Regina wyraża na wiele sposobów – pisze o tym wprost w pamiętniku oraz obserwuje z zazdrością macierzyństwo pani Mileckiej: „Więc nigdy z rozumnym i ukochanym towarzyszem nie będę do jednych celów dążyła, nigdy u mego łona nie uśmiechnie się dziecię? Tak, byłam pewna, że nie będę matką; czułam przekleństwo losu, ciążące nad związkiem moim z Alfredem!…” (OM, rozdz. VII). Nawet cztery lata po rozwodzie Regina nadal marzy o urodzeniu dziecka[13]. Jest ono dla niej gwarantem trwania związku („dziecię wiązało tych dwoje ludzi ogniwem splecionym z uśmiechów i szczebiotań”; „jasnowłose ich dziecię było im trzecią dźwignią… nadzieją!” – OM, rozdz. VII). Czuje się niepełna bez doświadczenia macierzyństwa[14]. Z biegiem lat myśl o niedopełnionej kobiecości staje się coraz bardziej natarczywa i powoduje nasilenie stanów depresji („O, jest jeszcze jedno wielkie i święte uczucie, które wynagradza nieszczęśliwym kobietom wszystkie bóle ich i zawody: uczucie macierzyństwa! Ale ja nie byłam matką” – OM, rozdz. VII).

Kluczowym, a chyba i najwartościowszym fragmentem analizowanej powieści jest pamiętnik Reginy Moje wspomnienia. Będąc autobiografią młodej kobiety, skupiony jest jednak przede wszystkim na kilku małżeńskich latach. Stanowi zagadkowe studium depresji. Tajemnicą jest, ile z przeżyć Reginy pochodzi z osobistych doświadczeń Orzeszkowej – czy wszystkie zapisane tam etapy psychicznego załamania (łącznie z myślami samobójczymi) były też jej udziałem[15]. Tym, co uderza czytelnika Ostatniej miłości, jest wszechogarniające Reginę potężne i niszczące cierpienie[16]. W powieści zresztą cierpienie przypisane jest kilku osobom (m.in. także Stefanowi i Wandzi), ale tylko w przypadku Reginy dochodzi do hiperbolizacji przeżycia. W którymś momencie czytelnik zamiast spodziewanego współczucia może zacząć odczuwać konsternację, nawet irytację, bo przecież w życiu bohaterki nie zaszły żadne aż tak tragiczne wydarzenia, aby miała ona latami przeżywać i wciąż na nowo opisywać wyolbrzymione stany cierpień[17]. Ciągłe rozpamiętywanie własnego losu doprowadza Reginę do sformułowania wniosku o wyższości pewnych rodzajów cierpienia: „Są tacy, którzy sami cierpiąc, nie pojmują cierpienia innych, bo cierpią bezmyślnie. Ale kto w każdym cierpieniu swoim czy cudzym bada źródła i cały przebieg tej krwawej rzeki, co bólami płynie, ten wielu rzeczom na świecie zamiast: «przekleństwo!» powie: «przebaczenie!»” (OM, rozdz. VII). Wrażenie, że bohaterka nie tyle cierpi, co drapuje na sobie szaty cierpienia, potęgują momenty, w których słyszymy w jej głosie pychę i sztuczność, jak wtedy, gdy mówi o sobie słowami Jezusa: „Tak, Henryku […] smutna jest dusza moja aż do śmierci” (OM, rozdz. I). We własnych oczach jest męczennicą.

Ale to nie cierpienie doprowadza bohaterkę do depresji. U podłoża choroby Reginy leży kilka czynników: samotność, poczucie nudy oraz przekonanie o własnej bezużyteczności i małej wartości. Dochodzi też strach przed życiem zmieniającym się w wegetację. Miesiące, potem lata spędzone pod jednym dachem z Alfredem pogłębiają symptomy pogarszania się jej zdrowia. Depresja nadciąga powoli i niezauważenie. Przechodzimy z bohaterką kolejne etapy („po dwóch latach naprzód smutku, potem boleści, potem rozpaczy” – OM, rozdz. VII): od nadziei i radosnego wyczekiwania tuż po ślubie, poprzez zniecierpliwienie i bunt, później desperację i apatię, wreszcie – po rozbudzenie woli walki o wyrwanie się z pułapki. Nim jednak nastąpi ta ostatnia faza, jesteśmy świadkami długiego osuwania się Reginy w depresję. Orzeszkowa opisuje ją z dającym do myślenia znawstwem[18]. Brak nadziei odbiera wolę działania i chęć życia. Regina płacze, siedzi bez ruchu lub leży godzinami w zaciemnionej sypialni, czasem jeździ do Mileckich, ale tam trawi ją zazdrość o życie, którego nie zazna. Upływający czas rodzi w młodej kobiecie traumatyczne poczucie starości. W opisach przeżyć coraz częściej padają słowa sugerujące rozpacz i brak nadziei (np. „mogiła”, „konanie”, „skon”, „łzy”, „nic”, „zwiędły”, „zbladły”, „gorzki”, „grobowy”, „jednostajnie”). Nadchodzi głęboka depresja: „Było to coś jakby przypływ morza: zrazu spokojny i powolny, potem coraz gwałtowniejszy i prędszy, aż wreszcie wściekłymi falami rzucający się o skały i mętną, szumiącą pianą pokrywający przestrzenie. O, któż zrachuje te ciche, a gryzące bóle, co się wjadają w serce tysiącami żądeł? kto zdoła zważyć ten ciężar, który przygniata pierś, tamując jej oddech?” (OM, rozdz. VII), a potem pokusy zakończenia dotychczasowego życia przez ucieczkę lub samobójstwo[19]. Reginę nęka bezsenność, kobieta pogrąża się w apatii bliskiej stanom katalepsji („siadałam z czołem ukrytym w dłoniach i nieruchoma siedziałam długo, nie słysząc, jak obok mnie zegar oznajmiał zgon wielu godzin” – OM, rozdz. VII).

Orzeszkowa wyposażyła swą bohaterkę we własne doświadczenie egzystencji. Kazała jej formułować osobiste wnioski dotyczące kondycji psychicznej, jak ten, który mówi, że człowieka niszczy nie tyle jedno dojmujące wydarzenie, ile długotrwale działający stres i nieustanny smutek[20]. Lektura Ostatniej miłości ujawnia to, co nie do końca udało się młodej autorce skontrolować lub ukryć; mówi o jej usposobieniu i charakterze, ale także o jej marzeniach i tęsknotach czy wreszcie o przemianie światopoglądowej (co widać dopiero w bilansie całej twórczości). Wbrew tendencji płynącej z europejskiej literatury realistycznej – a dla siebie samej w jakimś akcie autoterapii – napisała utwór nie o utracie złudzeń, ale o ich urzeczywistnianiu. Powieść (zwłaszcza w części Moje wspomnienia) pulsuje od kobiecych tęsknot i marzeń, snutych w gęstej atmosferze niespełnienia, nawet rozpaczy, w atmosferze nudy i abominacji: do męża, domu, do życia, jakie się wiedzie, ale także w tonacji zazdrości i buntu. Regina galopująca na Strzale, byle dalej od znienawidzonego domu, i zazdrośnie podglądająca dworek państwa Mileckich, chłonąca literaturę i odgradzająca się murem od budzącego jej wstręt męża nie może nie przypominać mknącej konno, przeżywającej życie „na niby” bohaterki powieści Gustawa Flauberta. Pani Bovary powstała w tym samym roku, w którym może rozgrywać się akcja Ostatniej miłości w 1856[21]. Regina jak Emma Bovary także jest ofiarą naiwnej lektury romansów i własnej wyobraźni, egzaltowanych przeżyć i infantylnej wizji małżeńskiego życia (choć Orzeszkowa jeszcze wówczas nie czyni jej z tego powodu bohaterką negatywną)[22]. Klęska małżeństwa z Alfredem ma źródło nie tylko w mężczyźnie, ale – czego Regina nie przyzna – także w niej, w tym, że po ślubie chciała narzucić mężowi ów infantylno-egzaltowany styl życia. Bohaterka Ostatniej miłości jest pierwszą z galerii Orzeszkowskich neurotyczek, ale jedyną odmienną od innych. Tylko ona jest neurotyczką pozytywną, bo tylko ona powstała jako alter ego pisarki[23].

Dwadzieścia lat później, pisząc Nad Niemnem, Orzeszkowa nie miała już w sobie takiej wyrozumiałości. Emilia Korczyńska, która przypomina młodą Reginę, została skazana na czytelniczą dezaprobatę[24]. Słowa, które Benedykt skierował do żony: „Tylko pozwól powiedzieć sobie, że te twoje «kwiaty na piaskach», «wstrząsające błyskawice», «gwiazdy losu», «mogiły» i tym podobne górności nie są wcale poezją, jak to sobie wyobrażasz, ale przestarzałą i złej wody romansowością” – mogłaby usłyszeć Regina Różyńska[25]. Może zresztą Orzeszkowa była tego świadoma, gdy po latach pisała o swych pierwszych powieściach jako o „chybionych utworach”…[26]

Strona: 1234

Przypisy

  1. Wyjątek to „męskie i ogniste tony […] głosu” (s. ) Alfreda – talent śpiewaczy to jedyna wskazana przez Reginę zaleta męża, ale – jak już wspomniano – widać w tym oczarowanie samej Orzeszkowej śpiewem Zygmunta Święcickiego.
  2. Prawdziwego – w odróżnieniu od wielu „nieprawdziwych” mężczyzn w tej powieści, jak np. Alfred, Frycio Wiewiórski, hrabia August, Janusz, Odzio, Michałek.
  3. Słowo „kobiecy” nie ma w powieści podobnie głębokiej konotacji. Przymiotnik wskazuje na wykonawczynię czynności (śpiew, pismo), przynależność (twarz, usta, kapelusik, robótka), na konwencjonalne cechy płci (uroda, wdzięk, zalotność, słodycz). Jest bardziej neutralny i niezależny od wartości bohaterki.
  4. Nawet jej brat w pewnym momencie przeprasza ją za to, że nie zapobiegł jej małżeństwu, choć nie wiadomo, jak miałby to zrobić.
  5. Poza tym tylko, że nie był taki, jakim ona go sobie wyobraziła. Inżynier Rawicki sportretował go ironicznie: „człowiek o zimnym sercu i ciasnej głowie, żyjący bez celu, bez pracy, jeden z ludzi, który liczy życie na obiady, trzy części swojej egzystencji przepędza, śpiąc, a czwartą ziewając” (OM, rozdz. VIII).
  6. Regina przyznaje: „[Alfred] nie jest zły, i otoczył mię tylu pięknymi rzeczami” (OM, rozdz. VII). Ale nawet jego spokojną reakcję na jej odejście bohaterka interpretuje na jego niekorzyść: „To łatwe zgodzenie się z moją wolą Alfreda nie było wynikiem filozofii ni wyrozumowanej szlachetności; ale chłodu i wstrętu do wszelkiej walki, do jakiegokolwiek wstrząśnienia. Wszakże wdzięczna mu byłam za nie; i gdym posiadła pewność, że nie będę jego żoną, niechęć moja ku niemu zniknęła i lubiłam go tak, jak się lubi człowieka, który nam uczynił coś dobrego” (OM, rozdz. VII).
  7. „I przyszła chwila, w której na widok Alfreda po ciele moim przebiegł dreszcz wstrętu…; i przyszła druga, gdy on, rozbudziwszy się z poobiedniego snu, wszedł do mego pokoju i znalazłszy widać, że mi bladość była do twarzy, ujął moję rękę, a ja poczułam zimno obiegające mię od stóp do głowy, jakby mojej dłoni dotknęła dłoń trupa!…” (OM, rozdz. VII).
  8. Już przy pierwszym spotkaniu wydał się jej nienaturalny, być może pod wpływem narkotyków: „Oczy jego patrzyły w przestrzeń niby szklane, a blask ich był blady, mdławy; kiedy mówił, usta poruszały się powoli, jakby u automatu, bez uśmiechu i bez najmniejszego drgnięcia. Postać jego zgrabna, o silnych i klasycznych kształtach, prosta była, sztywna i nieruchoma. Zdziwiła mię nieco ta martwość powierzchowności pana Alfreda, ale nie wydała mi się wcale wstrętną” (OM, rozdz. VII). Oblicze Alfreda to maska: „Twarz jego pozostała w śpiewie tak samo nieruchoma, blada i bez blasku” (OM, rozdz. VII); „Spotkałam się z jego wzrokiem zawsze jednostajnie martwym” (OM, rozdz. VII).
  9. Regina sypia sama: „A gdyśmy się zeszli, mało mówiliśmy do siebie, a krótkie te posiedzenia najczęściej kończyły się tym, że Alfred ziewnął i poszedł spać do swego pokoju” (OM, rozdz. VII); „Wsłuchałam się w burzę natury, której wtórowała burza w mojej głowie, przytuliłam twarz do miękkiego posłania i płakałam… długo płakałam” (OM, rozdz. VII).
  10. „Bywały chwile, krótkie wprawdzie, w których ożywiała się twarz jego zimna zwykle, oczy płonęły i tulił mnie do siebie. W owych chwilach powtarzał mi ciągle: piękna jesteś! Innego słowa miłości nigdy mi nie powiedział” (OM, rozdz. VII); „Alfred polował, jeździł konno i spał, a ja w cichym pokoju moim zamknęłam się z pracą sam na sam” (OM, rozdz. VII).
  11. Danuta Danek twierdzi, że w Ostatniej miłości widać „bez niedomówień” „stałe gwałty seksualne”, zob. D. Danek, „Urodzona w pustym gnieździe”. Melancholia i pamięć nieświadoma Elizy Orzeszkowej, [w:] taż, Śmierć wewnętrzna. Literatura w świetle doświadczenia psychoanalitycznego, Gdańsk 2012, s. 162. Trudno się z tym zgodzić. W powieści jest wiele dowodów na to, że sytuacja jest przeciwna, a w małżeństwie Różyńskich w ogóle brak bliskości. Gdyby Regina była stale ofiarą gwałtów, nie marzyłaby wciąż o dziecku, a po decyzji o rozstaniu nie prezentowałaby wobec męża takiego niekonfliktowego, wręcz przyjaznego nastawienia.
  12. Problemy związku erotycznego małżonków („ani ducha, ani ciała”, „samo ciało bez ducha”, „sam duch, a brak ciała”) musiały być dla Orzeszkowej jakimś polem osobistych zmagań, o czym świadczy choćby jej późniejsza powieść Maria o małżonkach żyjących w białym związku.
  13. Narrator przypuszcza: „I może myślała o życiu rodzinnym, rozgrzanym miłością ukochanego człowieka, rozświeconym promieniem strzelającym od kolebki, z której by płynął srebrny śmiech dziecięcia?” (OM, rozdz. II).
  14. Z właściwym sobie patosem nazywa je kapłaństwem: „w całej ich niezmiernej rozciągłości zrozumiałam wyrazy: «żona… matka». I w głębi mego ducha zapytałam siebie, czym byłam na świecie, nie mając takiej roli? Jakie znaczenie mieć będzie całe moje przyszłe życie, jeśli nigdy nie będę mogła spełniać kapłaństwa danego przez naturę kobiecie, czuć i myśleć umiejącej?” (OM, rozdz. VII).
  15. Z całą pewnością myśli samobójcze towarzyszyły pisarce w depresji przeżywanej w starszym wieku – po śmierci drugiego męża, zob. jej pamiętnik Dnie, oprac. I. Wiśniewska, Warszawa 2001. Niszczące psychikę pisarki stany melancholii i „śmierci wewnętrznej” analizowała Danuta Danek w przywołanym już studium „Urodzona w pustym gnieździe”. Melancholia i pamięć nieświadoma Elizy Orzeszkowej.
  16. Na 66 wystąpień słów „cierpieć”, „cierpienie”, „cierpiący” w tekście aż 38 odnosi się do Reginy. Należy dodać do tego często pojawiające się słowa „ból”, „boleć”. Niektóre fragmenty aż do nadmiaru przesycone są metaforyką cierpienia i słownictwem z nim związanym. Można niekiedy odnieść wrażenie jakiejś redundancji czy zapamiętywania się w emocjach, niepohamowanego rozdrapywania ran – nawet jeśli powód cierpienia już przestał istnieć. Regina wciąż dramatyzuje: w pamiętniku i w życiu codziennym.
  17. Kilka przykładów hiperbolizacji: „stygmat przebytych cierpień” (OM, rozdz. III); „taniec źle by się godził z jej twarzą, napiętnowaną przebytym cierpieniem” (OM, rozdz. IV); „pragnę żyć! choćby w cierpieniu, choćby w boleści śmiertelnej!” (OM, rozdz. VII); „obudziła się, cierpiała i dojrzała moja dusza” (OM, rozdz. VII); „Cierpiałaś, pani, cierpisz i pragniesz szczęścia” (OM, rozdz. VIII). Wielokrotnie opisane zostało czoło Reginy, naznaczone cierpieniem w sposób wręcz fizyczny. Również śpiew i ubiór odzwierciedlają jej cierpienie. Postać Stefana także nacechowana jest tym stanem psychicznym – jak czytamy: „Cierpienie mężnego człowieka głębokie jest i ciężkie” (OM, rozdz. V), a zaraz potem: „głębokie, lecz mężne cierpienie Stefana” (OM, rozdz. V).
  18. Pewne fragmenty autoanalizy Reginy przypominają osobiste obsesyjne myśli Orzeszkowej, np. skarga Reginy: „Jestem sama! Ludzie, czy wy rozumiecie, co ten wyraz znaczy? Nie rozumiecie? więc słuchajcie, ja wam powiem” (OM, rozdz. VII) – przywodzi na myśl skargi Orzeszkowej na samotność po śmierci drugiego męża, zapisane w listach i dzienniczku Dnie. O jej skłonności do przetwarzania w fabułę własnej biografii pisała Iwona Wiśniewska w pracy Biografia jako język. Eliza Orzeszkowa, [w:] Pozytywizm – języki epoki, red. G. Borkowska, J. Maciejewski, Warszawa 2001.
  19. „Bywały chwile, w których wpatrywałam się w fale jeziora, a one jak bajeczne rusałki ciągnęły mię ku sobie, na piasczystym dnie swoim ukazując spokój. Czasem siadałam na moję arabkę i pędziłam przez pola, łąki i drogi, a głosy wewnętrzne wołały na mnie: dalej! dalej! uciekaj! od doli swojej uciekaj!…” (OM, rozdz. VII). Stefanowi mówi: „w pewnej stronie świata jest jezioro szerokie, pod ścianami pięknego pałacu lśniące, a którego fale wołały mię nieraz ku sobie” (OM, rozdz. V).
  20. Jak pisze Regina: „Ze wszystkich rodzajów zjadliwych owadków życia, kąsających serca ludzkie; ze wszystkich owych drobnych na pozór bólów, nie wybuchających na zewnątrz rozpaczą gwałtowną, ale powoli, co chwila kolących człowieka jakby zaostrzonymi kolcami szpilek, nie zabijających od razu, ale co chwila tworzących drobne ranki, z których każda krwią się sączy; najdokuczliwsze, najuporniejsze i najboleśniejsze są owe rodzaje wspomnień, cisnące się do głowy i piersi i szepcące człowiekowi ostrą nutą: «Było, a nie będzie!…»” (OM, rozdz. VI).
  21. Na wyraźny związek innej powieści Orzeszkowej, Chama, z powieścią Flauberta wskazał Michał Głowiński, zob. tenże, Cham, czyli pani Bovary nad brzegami Niemna, [w:] „Lalka” i inne. Studia w stulecie polskiej powieści realistycznej, red. J. Bachórz, M. Głowiński, Warszawa 1992.
  22. Tak Regina opisuje swoje dzieciństwo i przygotowanie do samodzielnego życia: „oczy spoczywają na kartkach jakiego skrycie czytanego romansu” (OM, rozdz. VII), „dopiero tytuł dorosłej panny daje prawo do puszczenia wodzy marzeniom, do budowania złoconych zamków na lodzie” (OM, rozdz. VII), „w mojej głowie robił się chaos” (OM, rozdz. VII), „z główką, ach, z główką tak dziecinną” (OM, rozdz. VII), „gdy zostałam dorosłą panną, pojęciem świata i życia byłam jeszcze zupełnym dzieckiem” (OM, rozdz. VII), „Ani jednego młodego człowieka nie znałam wówczas; alem już była przeczytała kilka romansów i w wyobraźni posiadałam też kilka bohaterskich typów. Dalej więc w krainy marzeń!” (OM, rozdz. VII), „pomiędzy wszystkimi spotykanymi mężczyznami wzrok mój szukał wymarzonego bohatera” (OM, rozdz. VII), „czytałam jakiś romans, w którym małżeństwo nazwano świętem młodości, fête de jeunesse. I mnie też ono przedstawiało się jak promienne święto, którego słońcem miał być Alfred. Zapanował on nad wszystkimi moimi myślami; marzyłam o nim jako o dobrym, kochającym, słodkim a wesołym towarzyszu, odziałam go we wszystkie barwy mojej ognistej wyobraźni” (OM, rozdz. VII).
  23. O związkach postaci Franki (Cham) z teorią neurozy pisał Krzysztof Kłosiński w Mimesis w chłopskich powieściach Orzeszkowej, Katowice 1990, s. 175–179.
  24. Emilia – jak Regina ongiś – chłonie romanse i na ich kanwie projektuje swój świat. Nie znosi męża, a nawet cierpi w jego towarzystwie, uważając go za prostaka ociężałego umysłowo i kulę u nogi. Benedykt (jak Alfred) nie chce z nią spędzać czasu w buduarze na czczych rozmowach, nad lekturą zasypia, woli konno objeżdżać gospodarstwo i polować.
  25. Orzeszkowa, Nad Niemnem, t. 1, s. 90.
  26. Pisała też: „powieściom moim [z pierwszych lat twórczości – M.K.] słusznie uczynić można nieskończoną ilość zarzutów; […] wielką niedoskonałość ich spostrzegam”, E. Orzeszkowa, Do czytelników, [w:] TZWP 1, s. II.