ŚLISKA 18

Symcha Binem Motyl

JA, I (7.09.1939)

Przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy o godz. 6 nad ranem przybiegły do naszego mieszkania na Śliskiej 18 moja szwagierka z teściową, które załamując ręce, biadały nad tym, że ja jeszcze jestem w domu, podczas gdy wszyscy prawie młodzi ludzie, a w ich liczbie i moi szwagrowie, dawno już wyszli z domu, kierując się na wschód. (s. 28)

JA, I (wrzesień 1939)

Mieszkaliśmy w pobliżu Dworca Głównego [przy ul. Śliskiej 18], który był pod specjalnym obstrzałem. Szyb w oknach od dawna nie było. Dokuczał nam głód, chłód i brud, bo z braku wody nie można było umyć się. O spaniu marzyć nie można było. Ponieważ nasze mieszkanie umieszczone było na parterze, służyło ono jako schron dla nas i sąsiadów z górnych pięter. Było ciasno, brudno i ciemno. (s. 49)

JA, I (wrzesień 1939)

Pewnego dnia, kiedy bombardowanie było szczególnie silne, a my wszyscy siedzieliśmy skupieni w mieszkaniu [przy ul. Śliskiej 18], oczekując chwili, kiedy pocisk trafi w nasz dom i wszystko się dla nas skończy, przyszło mi na myśl, aby wyjść i otworzyć na oścież bramę, aby w razie wypadku mieć jakieś szanse uratowania się. Stanąłem na progu, wahając się przez chwilę, czy przejść przez podwórko, z powodu gęsto spadających odprysków muru. W tym momencie pocisk uderzył o frontową część domu, rozległ się straszny huk i tumany gęstego pyłu zakryły wszystko. Kiedy pył osiadł, widzieliśmy, że frontowa część muru zapadła się, a cała brama została zawalona cegłami. Gdybym wyszedł o ułamek minuty wcześniej, leżałbym pod gruzami. (s. 49)

JA, I (styczeń 1940)

Przy kupnie biżuterii zdarzył się następujący wypadek: włócząc się za rozmaitymi drobiazgami po targowisku publicznym, tj. na Kercelego, natknąłem się na jakiegoś człowieka, który pokazywał zgromadzonym 2 złote obrączki oraz 1 pierścionek w celu sprzedaży. Obrączki miały być jego i jego żony własnością i wg oświadczenia zmuszony był do ich sprzedania z powodu złych warunków finansowych. Obecni brali przedmioty te kolejno do ręki, próbując i ważąc je w rękach. Jeden nawet wyjął flaszeczkę z jakimś płynem i próbując płynem tym te obiekty, stwierdził, że wytrzymują próbę. Ponieważ cena była stosunkowo niewysoka, uważałem za stosowne kupić te przedmioty. Po niedługim targu zapłaciłem za te 3 obrączki 300 złotych, a na wszelki wypadek zażądałem od sprzedawcy jego adresu. Ten wymienił mi nazwę i numer jakiejś nieznanej mi zupełnie ulicy i odebrawszy zapłatę, oddalił się. Szybko udałem się do domu [przy ul. Śliskiej 18], aby powiedzieć o korzystnym kupnie żonie. Po drodze przyszło mi na myśl sprawdzić próbę złota u pewnego znajomego jubilera (Hebera), ze zdumieniem dowiedziałem się, że kupiłem pozłacane bezwartościowe obrączki. (s. 73–74)

JA, III A (04.08.1942)

Ciężko wlokąc kroki, zaszedłem około wieczora do mieszkania [Śliska 18 – dop. B.K.]. Ulice „małego getta” były puste, wymarłe, gdzieniegdzie przekradały się ostrożnie jakieś przestraszone postaci ludzkie. Byli to widocznie ludzie, którzy wyszli z ukrycia, lub tacy sami jak ja, wracający do swoich „domów”. Przyszedłem na podwórze, było puste, wymarłe. Mieszkania stały otwarte, opuszczone. Można było wejść do któregokolwiek, bo to przecie wszystko jedno. Moje jednak było zamknięte na klucz. Żona widocznie po opuszczeniu go zamknęła „przezornie” na klucz, tak jak kiedy normalnie wychodzi się z mieszkania, aby wkrótce wrócić. Otworzyłem drzwi drugimi kluczami, które miałem przy sobie. Przywitała mnie ciemna, ponura pustka. Doszedłem do szafy sprawdzić, co zabrały ze sobą z odzieży. I byłem zmartwiony, widząc, że żona moja nie zabrała nic ciepłego ani dla siebie, ani dla dziecka. (s. 113)

Bibliografia

Symcha Binem Motyl, Do moich ewentualnych czytelników. Wspomnienia z czasów wojny, red. naukowa i wprowadzenie A. Haska, Warszawa 2011.