SZCZĘŚLIWA 9

Mietek Pachter

JA, IV B

„Zabieramy rzeczy i idziemy do kuzynek, nosząc walizy. Teraz widzę, jak bardzo wyczerpany jestem, tak samo i Wilek ledwie chodzi z ciężarem. Docieramy do podwórka, które prowadzi na Szczęśliwą, będziemy teraz mieszkali pod 9-ym.” (s. 220)

„Codziennie, gdy wstawaliśmy [w mieszkaniu przy Szczęśliwej 9], pierwszą naszą rzeczą było dojść do okna. Stąd można było obserwować cały Umschlagplatz. Kilka razy tygodniowo widać było łańcuchy wagonów, które czekały na towar: ludzi lub też ich dobytki, które zawozili do Niemiec” (s. 230)

JA, V (noc 18/19 kwietnia 1943)

„W ciągu kilku chwil już siedziałem na parkanie [przed kamienicą Szczęśliwa 9], została postawiona skrzynia i ludzie na dole podawali mi ciemne postacie, a ja miałem je spuścić na drugą stronę. Teraz siedząc na murze, byłem silny jak wół, ludzie, którzy mi podchodzili pod rękę, nie byli jednej wagi, musiałem często zdobyć się na nieprzeciętny wysiłek, by daną osobę przepisowo ulokować po drugiej stronie. Po pewnym czasie Wilek mnie zamienia, stoję teraz na dole i podaję ludzi. Kilka ciemnych postaci mi pomaga w tym, gdyby teraz jakiś Niemiec to zobaczył, mój poczciwy brat byłby życie stracił.
Praca szła dość szybko, ilu przerzuciliśmy, sam nie wiem, wiem, że dużo. Nagle przylatuje Szymon i mówi, żeby przerwać pracę, bo Niemcy przy wasze coś usłyszeli i idą w tym kierunku.” (s. 282)

JA, V

„Szymon nam mówi, byśmy udali się z powrotem na Szczęśliwą. Idziemy w piątkę, gdy słyszymy warkot motoru; chowamy się przy ścianach lub gdzie popadnie. Docieramy do naszego domu [Szczęśliwa 9], wchodzimy na dach, by tu obserwować całe getto. Musimy się maskować przed samolotami, chociaż i to mało co pomaga, bo Niemcy strzelają na chybił trafił i mogą też trafić, to nam nie jest straszne.
Widzimy teraz płonące domy, co raz nowe detonacje wybuchają, spowodowane działami dalekonośnymi. Obok w sąsiedni dom wpadł pocisk, nasz dom zakołysał się w posadach, gdyby nas przykryło, bylibyśmy już nieboszczykami, ze śpiewem na ustach udalibyśmy się w zaświaty, jakże wesoło by nam było na duszy, umierać w takim czasie.” (s. 289)

„Jest nas bardzo mało, w naszym domu [Szczęśliwa 9] tylko pięciu, mamy broń krótką, zdobyte kilka ręcznych karabinów maszynowych oddaliśmy na rozkaz Szymona pewnej jednostce, która miała pozostać na niepewnym odcinku. Szymon jeszcze ma dwa granaty, musimy czekać na dalszy rozwój wypadków.
Niemcy płyną do naszej uliczki bezustannie, co raz nowe grupki idą przyciśnięte do ścian. Widzimy, że szaleństwem by było zaczynać z nimi, kryjemy się w dogodnym miejscu.” (s. 291)

„Jak długo spałem, nie wiem, gdy poczułem, że ktoś mnie szarpie – to Wilek mnie budzi. Już wszyscy są obudzeni, stoimy, robiąc lekką gimnastykę, by się otrząsnąć ze snu. Wilek mówi, że nasz dom [Szczęśliwa 7 lub 9] jest zapełniony niemcami, myszkują wszędzie, chociaż już robi się wieczór. Trzeba być przygotowanym. Szymon mówi nam, byśmy sprawdzili magazynki i rewolwery, bardzo możliwe, że przyda[dzą] się teraz.
Ustawiamy się w szyku bojowym. Mamy dobry punkt obserwujący i strategiczny. Jeśli nawet zjawi się pięciu naraz, też sobie damy radę, żywcem nas na pewno nie wezmą, chyba że podpalą dom. Kilku niemców zostało w podwórzu, a reszta rozleciała się po mieszkaniach, piwnicach i klatkach. Słychać wszędzie stukanie i rozbijanie drzwi, mebli itd. Jeśli znajdą kogoś, to zaczniemy strzelać na dół i rzucać granaty. Jeśli pójdzie według naszej myśli, to i będziemy nacierać, może się uda złapać kilka ich karabinów. Czekamy w napięciu, niecierpliwość nas pali, chcielibyśmy już zobaczyć kilku drabów z garnkami na głowie, byliby się mieli z pyszna. Gdyby nam się udało uzyskać kilka maszynowych karabinów, wtedy byśmy im pokazali lekcję.
Robi się ciemno, słyszymy odgłosy poszukiwania [w] mieszkaniu tuż pod nami, gdyby tak raczyli przyjść do nas, to by było pocieszenie. Słyszymy gwizdek, niemcy zbierają się w bramie, nie na podwórzu, bo tu byśmy już spróbowali szczęścia. Po kilku minutach czujemy gryzący dym: podpalili dom. Widzimy, że oni się oddalają, nie czekamy dłużej. Schodzimy o dwa piętra – okazuje się, że schody się palą. Zabieramy się do roboty, zebraliśmy kilka wiader, gasiliśmy stopień za stopniem. Trzeba było ciągle się zmieniać, bo dym uniemożliwiał oddychanie. W ciągu pół godziny pożar był ugaszony.
Niemcy nagromadzili meble i różne inne łatwopalne materiały. Przed odejściem zwołali wszystkich i podpalili ten stos. Gdybyśmy nie ugasili w porę, byłby spłonął cały dom.” (s. 310)

Bibliografia

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.