TŁOMACKIE/ LESZNO (brama getta)

Abraham Lewin

ONI/JA, II D (10.07.1942)

„Z drugiej strony opowiedziano mi, że <zjednoczeni> szmuglerzy prowadzą przez bramę Tłomackie-Leszno wozy z towarem. Zdaje się, że koncentracja wielkiego kapitału dała im możliwość poszerzenia bazy dla ich transakcji handlowych i ustawienia się na solidnych podstawach. Żaden obcy, tzn. taki, który nie mieszka na tym terenie, nie ma prawa wstępu do stowarzyszenia ani dostępu do muru.” (s. 163)

Rachela Auerbach

ONI, II C

„Diese Juden da, sollst du mir gut behandeln [Tych Żydów tutaj traktuj mi dobrze – przypis w tekście] – rzekł podobno przed paru dniami jakiś komisarz do żandarma na wylocie Leszno – Tłomackie , przez który przechodzą Żydzi niemieccy stłoczeni w liczbie około 2000 w gmachu Instytutu Judaistycznego i oficynach otaczających synagogę.” (s. 150)

 

JA, II C

„Przez pół godziny obserwowałam z okna na Przejeździe szmugiel. Widziałam robotę szmuglerską po obu stronach muru i kawał zdrowia wróciło mi od tego widoku. […] Sygnalizacja odgrywa w robocie dużą rolę. Wzdłuż całej ulicy Przejazd i Długiej rozstawiane są posterunki obserwacyjne i wystarczy by na zakręcie od strony Bielańskiej czy Leszna czy też Nowolipek pojawiło się patrolujące auto albo żeby żandarm stojący na wylocie Tłomackie – Leszno skierował wzrok w stronę Przejazdu a momentalnie, jak za dotknięciem guzika elektrycznego, zaalarmowane zostają wszystkie punkty. „Wariat, wariat” przechodzi krzyk od krańca do krańca ulicy, która w ciągu jednej sekundy zmienia kompletnie swój wygląd. Nadanie alarmu. Za chwilę żandarm się odwrócił z powrotem, w drugą stronę, czy też auto przejechało w kierunku Rymarskiej, nie skręcając wcale w Przejazd. Odwołanie alarmu. Lekkie pogwizdy, pstrykanie, znaczy się <przeszedł> i znowu robota wre w całej pełni. Szalenie szybkie tempo. Od strony Długiej pędzą ludzie z tłumokami. Kobiety, mężczyźni, głównie zaś młodzież. Niektórzy na rowerach, mając pakunek na siodełku, przed sobą lub na plecach, inni wiozą wózki rowerowe.” (s. 183-184)

 

Emanuel Ringelblum

ONI, II A

„14 grudnia krążyły pogłoski o podjęciu usilnych starań celem uzyskania dla Żydów zezwolenia na wychodzenie z getta na kilka godzin. Na Tłomackiem wacha wypuściła grupy kobiet i dzieci, aby kupiły chleb. Pozwolili wyjść grupami do 30 osób. Na Solnej wacha zezwoliła kupić chleb za pośrednictwem chłopców chrześcijańskich, ustalając przy tym opłatę 20 gr za przyniesienie chleba. Przywozi się całe wagony z mąką.” (s. 185)

„Wczoraj do granicy gett na Tłomackiem zajechał samochód i wysiadło z niego kilku Niemców. Zaczęli okrutnie bić wszystkich Żydów, którzy tam byli. Bili strasznie i jeden człowiek został ranny. Chciano wezwać lekarza, ale okazało się, że w getcie nie ma Pogotowia Ratunkowego. Zaczęto szukać lekarza, ale i takiego nie znaleziono. Upłynęło dużo czasu zanim udzielono rannemu pierwszej pomocy.” (s. 190)

Bogdan Wojdowski

II, F
„Jemu to łatwo powiedzieć; skacze na tamtą stronę jak stary. Zna wszystkie wachy w okolicy, na Grzybowie, na placu Żelaznej Bramy, na Lesznie; pamięta Wächterów, granatowych, żółtych, kiedy się zmieniają i którzy. Poznaje z daleka te mordy, wszystkie. Kiedy są pijani, a kiedy trzeźwi. Wypróbował przełazy, pory dnia i pory nocy, pchał się już na mur górą i pełzał przez odrutowane ścieki, wypatrzył takie miejsca, o których nikomu nie chce pisnąć słowa. Zna meliny, gdzie skrycie przebite wyłomy w ścianie prowadzą prosto na tamtą stronę, z kamienicy do 'kamienicy, ze strychu na strych. Nie wszyscy mogą trafić pod te adresy, które są świętą tajemnicą szmuglera, a za ich zdradę grozi splunięcie w twarz i nóż w plecy, a po ich wykryciu grozi rozwałka wszystkim przyłapanym na miejscu. Zyga wie, co się koło niego dzieje, widzi wszystko swymi małymi, skośnymi oczkami. Dźwiga towar na handel, dopuszczony do spółki z bandą, którą Mordarski opłaca, i nie ma dnia, żeby nie wymknął się za mury. A Dawid, śmiechu warte, ma pobiec do sklepiku po chleb, parę kilo buraków i nie wie nawet, jak się do tego dzisiaj zabrać. Stracił głowę. Sprytu mu zawsze było brak, sprytu i odwagi”. (s. 157-158)

II, F
„Przed Wielkanocą zwariował z głodu człowiek i zaczął wołać, że jest Eliaszem prorokiem. Żyd z Leszna. Uparł się, został Eliaszem i mamy nowego proroka. A ilu od Wielkanocy zmarło na Lesznie z głodu? On żyje, podobno z jałmużny. Wszyscy wiedzą, a pogłoska krąży dalej. Zbliża się koniec świata, kiedy chodzi wśród żywych prorok Eliasz. Kogo ucieszyć ma pogłoska o końcu świata? Niemcy raz-dwa sfotografowali wariata z Leszna i puścili kawał do prasy. Nazajutrz wszyscy wyrywali sobie gazetę z rąk. Żydowski prorok na obczyźnie. Nieźle, co? Dali mu buty, więc na jednym obrazku jest w butach. Im Winter. A na drugim bez. Im Sommer. Żydowski prorok zimą i latem, tak wygląda. Za te buty… Nic darmo! Za te buty biegał i pokazywał miejsca, gdzie Żydzi nielegalnie się modlą. A czego więcej Niemiaszkom trzeba? Teraz, co złapią Żyda na modlitwie, polewają wodą i każą mu tańczyć na śniegu. A nie, to biją”. (s. 71)

Bibliografia

– Abraham Lewin, Dziennik, wstęp i opracowanie K. Person, Warszawa 2016.

– Rachela Auebrach, Pisma z getta warszawskiego, wstęp i opracowanie Karolina Szymaniak, ŻIH, Warszawa 2016.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, PIW, Warszawa 1978.