[TRASA] ŚWIĘTOJERSKA 28 – WAŁOWA – STAWKI 6/8 (Umschlagplatz)

Symcha Binem Motyl

JA, V

Na podwórzu (kamienicy Świętojerska 28) ustawiona była już spora grupa ludzi, złożona z tych, którzy opuścili byli swoje mieszkania lub kryjówki przed nami. Ustawiono nas w długi szereg i „gęsiego” przeprowadzono przez wszystkie podwórza i bramy na ulicę. W pierwszym podwórzu musieliśmy przejść przez szpaler skierowanych ku nam luf karabinowych. Mimo groźnej uwagi nie mogłem nie zwrócić uwagi na krwią splamione ciemne mundury, zakasane rękawy, osmolone twarze i dziki wyraz oczu naszych oprawców. Byli to prawdopodobnie Łotysze, których ze względu na ich krwiożerność i kryminalną przeszłość zwerbowano do tej misji mordowania bezbronnych ludzi, złożonych przeważnie ze starców, kobiet i dzieci. […] Tymczasem wyprowadzono nas na ulicę [Świętojerską] i ustawiono wzdłuż muru (biegnącego środkiem tej ulicy na całej jej długości i stanowiącego granice getta) twarzami do muru i rękoma podniesionymi do góry. Co chwile padały strzały, którym akompaniowały nieustanne wrzaski w niezrozumiałym dla nas języku łotewskim czy też ukraińskim. Coraz to słychać było jęki kopniętych butami żołdaków czy też uderzonych kolbami karabinów. W tym nastroju stało się dla nas rzeczą pewną, że zastrzelą nas pod murem i żona moja, ściskając mnie kurczowo za rękę, szeptem żegnała się ze mną na zawsze…
Nie miał to jednak być koniec naszych przeżyć, bo oto kazano nam ruszyć naprzód w kierunku Nalewek. Po drodze stąpaliśmy po osmalonych ogniem trupach. Może byli to nieszczęśliwcy, którzy nie zdążywszy się wydostać z palącego się schronu, usiłowali ratować się, skacząc z czwartego piętra na bruk. Było to mniej więcej w tym miejscu, gdzie znajdował się schron (ul. Świętojerska nr 32), z którego nam udało się wydostać niecałą dobę temu.
Na rogu ulicy Wałowej skręciliśmy na prawo w tę ulicę i przez wyjście, gdzie poprzednio mieściła się wacha, wyprowadzono nas z bloku „szczotkarskiego”, skąd pod eskortą kilku naszych oprawców doprowadzono martwymi ulicami do znanego każdemu z nas ze słuchu przynajmniej tzw. Umschlagplatzu.
Był to nowoczesny czteropiętrowy biały budynek [Stawki 6/8] postawiony niedawno przed wojną w dzielnicy żydowskiej. Do tego to budynku, mieszczącego się na granicy getta opodal Dworca Gdańskiego, załadowywano ofiary przeznaczone do wysiedlenia. Był to rodzaj magazynu przeładunkowego, gdzie towarem były żywe lub na wpół żywe istoty ludzkie.
Zagnano nas do środka, do mrowiska ludzkiego, gdzie przede wszystkim uderzył nas ciężki, duszący smród. Na którymś z górnych pięter wepchnięto nas do obszernej sali przepełnionej już po brzegi mrowiem ludzkim. (s. 180–181)

Bibliografia

– Symcha Binem Motyl, Do moich ewentualnych czytelników. Wspomnienia z czasów wojny, red. naukowa i wprowadzenie A. Haska, Warszawa 2011.