WAŁOWA

Marek Edelman

[Działania 5 grup bojowych Ż.O.B. w kwartale ulic: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska]

JA/ONI, V

Następnego dnia do godz. 2-ej po południu – cisza. Dopiero teraz Niemcy podchodzą znów zwartym oddziałem pod bramę szczotkarzy. Nie wiedzą, że w tym samym momencie obserwator bierze do ręki wtyczkę od kontaktu elektrycznego. Werkschutz niemiecki podchodzi do bramy, chce ją otworzyć. Dokładnie w tej samej chwili wtyczka zostaje włączona. Pod nogami SS-owców rozgrywa się czekająca na nich oddawna mina. Przeszło 100 SS-manów ginie od wybuchu – reszta wycofuje się odprowadzona strzałami naszych bojowców. Dopiero po 2-ch godzinach Niemcy powtórnie próbują szczęścia. Teraz już inaczej, ostrożnie, gęsiego, w szyku bojowym starają się przedostać na teren szczotkarzy. Ale tu poraz drugi doznają odpowiedniego przyjęcia przez czekającą na nich grupę bojową. Z 30 Niemców, którzy dostali się na teren, wydostaje się z powrotem zaledwie kilku. Reszta ginie od wybuchu granatów i butelek zapalających. I znów wycofują się Niemcy z getta. I znów bojowcy święcą swoje drugie kompletne zwycięstwo. (s. 55-56)

Emanuel Ringelblum

ONI, II

Pod pretekstem rewizji broni agenci szukali wszędzie i zabierali wszystko. Każda fabryka na terenie IV komisariatu płaciła co najmniej po tysiąc złotych miesięcznie, niektóre zakłady płaciły do 20 000 zł, nawet do 50 000 zł miesięcznie. Młyn na Nalewkach 33, acz zupełnie legalny, bo produkujący dla Judenratu, płacił 20 000 zł miesięcznie. Agenci chodzili od mieszkania do mieszkania, szukając ukrytych towarów. O ile towar był legalny, agenci twierdzili, że towar został skradziony itp. Gdy wyszło rozporządzenie o futrach, agenci szukali wszędzie futer. Giełda futrzana na Wałowej musiała im się opłacać po 1000 zł dziennie. Agenci polityczni byli szarańczą, objadającą wszystko w getcie. To wszystko się jednak opłacało. Siła robocza w getcie była bardzo tania, podatków nielegalne fabryki nie płaciły, opłacała się więc produkcja. (s. 40)

Mina Tomkiewicz

F, IV

Przed zamkniętą bramą Gminy na Zamenhofa stoją kobiety w spodniach, w grubych spódnicach i w kubraczkach, w chustkach lub w beretach. Pierwsza dwudziestka dostaje „lepszą” pracę i przypada jej w udziale lepszy szaber. Dlatego wystaje się godzinami, żeby dostać się do tej pierwszej dwudziestki. Idzie się wtedy na Chłodną, na Waliców, do sprzątania mieszkań po wysiedlonych, do segregowania i znoszenia rzeczy dla Niemców.
Nie daj Boże, jak człowiekowi dostanie się taka robota na Wałowej czy na Dzikiej. Mieszkania obszabrowane do ostatka, nawet głupiego spodeczka nie znajdzie się, a brud, a pełno w nich pierza z poprzecinanych poduszek, w których szukano brylantów. Brodzisz w pierzach do pasa, wchodzą ci do oczu, do nosa, oblepiają suknię, kichasz bez przerwy. Kiedy wychodzisz z takiego mieszkania, lepisz się od brudu, pełno na tobie pcheł, zatkany nos. Poza tym tam trzeba naprawdę sprzątać, zbierać śmiecie, wynosić fury rozlatującego się pierza.
Zupełnie co innego te „arystokratyczne” dzielnice, o które wszyscy dobijają się. Leżą one już poza obrębem dzisiejszego getta, tak że samo pójście tam to wycieczka w inny świat.
Jedzie się kohnhellerem albo idzie na piechotę, defilując ze śpiewem przez ulice. Przechodząc szybko przez aryjską stronę, można obejrzeć z daleka, w błyskawicznym skrócie marszowego tempa, normalne życie mniej więcej normalnych ludzi. (s. 319–320)

ADRESY:

Franciszkańska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  – Franciszkańska/Wałowa,

Bibliografia

– Marek Edelman, Getto walczy. (Udział Bundu w obronie getta warszawskiego), Warszawa 1945.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, tom 29a Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. E. Bergman, T. Epsztein, M. Siek, Warszawa 2018.

– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.