Róg ŻELAZNA / GRZYBOWSKA (wacha)

Henryk Bryskier

ONI, II

Otóż dla przykładu przytoczę wyloty na rogu Żelaznej i Leszna oraz na rogu Żelaznej i Grzybowskiej. Przytaczam obydwa wyloty, ponieważ stali tam Niemcy stale jako wartownicy i mieli bez przerwy okazję do zatrzymywania obok mijających Żydów. Zatrzymany przechodzień, niezależnie od wieku, musiał odbywać ćwiczenia pod postacią 25 dobrze wykonanych przysiadów z rękoma wzniesionymi do góry, trzymając trzy cegły, ułożone jedna na drugiej, lub musiał wykonywać tzw. żabki wojskowe (żabie skoki). Gdy Żyd odziany w długi chałat przykucnął i rękoma dotknął ziemi, przyjmując ćwiczebną pozycję, można było łatwo się domyśleć, że zaplącze się w poły chałatu i wywoła spodziewany efekt u Niemców, domagających się tym skwapliwiej dokładnego wykonania rozkazu. W rezultacie wychodzono z opresji z pobitą twarzą, sińcami na ciele lub nadwyrężonym sercem. Po pewnym czasie wydano zakaz ‘czapkowania’, ale Niemcy przyjeżdżający z prowincji o tym zakazie nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć, a ten, który miał nieszczęście spotkać takiego wrażliwego sadystę, ten oczywista więcej z tego zarządzenia nie korzystał… (s. 97-98)

Adam Czerniaków

JA, II C

Policja rozebrała płot drewniany na rogu Grzybowskiej i Żelaznej na podpałkę. Obecnie rozbiera pale na ten sam cel. (s. 243)

Bogdan Wojdowski

F, II

Jemu to łatwo powiedzieć; skacze na tamtą stronę jak stary. Zna wszystkie wachy w okolicy, na Grzybowie, na placu Żelaznej Bramy, na Lesznie; pamięta Wächterów, granatowych, żółtych, kiedy się zmieniają i którzy. Poznaje z daleka te mordy, wszystkie. Kiedy są pijani, a kiedy trzeźwi. Wypróbował przełazy, pory dnia i pory nocy, pchał się już na mur górą i pełzał przez odrutowane ścieki, wypatrzył takie miejsca, o których nikomu nie chce pisnąć słowa. Zna meliny, gdzie skrycie przebite wyłomy w ścianie prowadzą prosto na tamtą stronę, z kamienicy do 'kamienicy, ze strychu na strych. Nie wszyscy mogą trafić pod te adresy, które są świętą tajemnicą szmuglera, a za ich zdradę grozi splunięcie w twarz i nóż w plecy, a po ich wykryciu grozi rozwałka wszystkim przyłapanym na miejscu. Zyga wie, co się koło niego dzieje, widzi wszystko swymi małymi, skośnymi oczkami. Dźwiga towar na handel, dopuszczony do spółki z bandą, którą Mordarski opłaca, i nie ma dnia, żeby nie wymknął się za mury. A Dawid, śmiechu warte, ma pobiec do sklepiku po chleb, parę kilo buraków i nie wie nawet, jak się do tego dzisiaj zabrać. Stracił głowę. Sprytu mu zawsze było brak, sprytu i odwagi. (s. 157-158)

 

Bibliografia

– Henryk Bryskier, Żydzi pod swastyką, czyli getto w Warszawie w XX wieku, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2006.

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.