CHŁODNA – kładka

 

Władysław Szpilman

JA/ONI, II D

„(…) według najnowszych informacji akcja miała się rozpocząć tej nocy od wysiedlenia małego getta – tym razem z całą pewnością. Przez most, który Niemcy zbudowali nad ulicą Chłodną, by zabrać nam ostatnią możliwość kontaktu z „dzielnicą aryjską”, rozpoczęły wędrówkę z małego do dużego getta podekscytowane tłumy ludzi z tobołkami, olbrzymimi kuframi oraz z dziećmi na rękach, starając się zdążyć uciec z zagrożonej dzielnicy jeszcze przed nastaniem godziny policyjnej. Pozostaliśmy, zgodnie z naszym fatalistycznym nastawieniem, na miejscu. Późnym wieczorem sąsiedzi dostali wiadomość z komisariatu polskiej policji, że zarządzono alarm. Więc jednak szykowało się coś niedobrego. Nie zmrużyłem oka do czwartej nad ranem, czuwałem przy otwartym oknie, ale i ta noc minęła spokojnie. We wtorek poszedłem z Goldfederem do Gminy. Ciągle nie traciliśmy jeszcze nadziei, że wszystko jakoś się ułoży. Chcieliśmy stamtąd uzyskać oficjalną informację o dotyczących getta zamiarach Niemców na najbliższe dni. Byliśmy już blisko budynku, gdy minął nas samochód z otwartym dachem, w którym siedział otoczony żandarmami, blady i z gołą głową, szef wydziału zdrowia w Gminie, pułkownik Kon. Jednocześnie, jak dowiedzieliśmy się chwilę później, zaaresztowano wielu innych urzędników Gminy. Rozpoczęły się ostre uliczne łapanki. (s. 83-84)

JA, III A

„W środę, 22 lipca, poszedłem do miasta około dziesiątej rano. Nastrój panujący na ulicy nie był tak pełen napięcia jak poprzedniego wieczoru. Krążyła bowiem uspokajająca plotka, że zaaresztowani urzędnicy Gminy zostali znowu wypuszczeni na wolność. Tymczasem Niemcy nie mieli jednak zamiaru nas wysiedlać, gdyż w takich przypadkach, jak słyszeliśmy z prowincji, gdzie dawno już wysiedlono o wiele mniejsze skupiska Żydów, zaczynano zawsze od rozwiązywania Gmin. Była jedenasta, gdy byłem przy moście nad Chłodną. Pogrążony w myślach zbliżyłem się tam, nie zauważywszy, że ludzie na moście zatrzymywali się, pokazywali sobie coś palcami i wzburzeni szybko się rozchodzili. Miałem właśnie wejść na schody drewnianego łuku, gdy złapał mnie za ramię jeden z dawno niewidzianych znajomych. Co pan tu robi? – był bardzo poruszony i gdy mówił, jego dolna warga drżała na kształt zajęczego pyszczka. – Niech pan wraca natychmiast do domu! Co się dzieje? Za godzinę zacznie się akcja. Nie może być! – Nie może? – zachichotał nerwowo, z goryczą. Odwrócił mnie ku poręczy i wskazał ręką wzdłuż Chłodnej. – Niech pan sam spojrzy! Chłodną maszerował oddział żołnierzy w żółtych, nieznanych mi mundurach, prowadzony przez niemieckiego podoficera. Co parę kroków oddział przystawał i jeden z żołnierzy ustawiał się przy otaczającym nas murze. – Ukraińcy… Jesteśmy otoczeni! – Słowo to wyszlochał raczej, niż je wymówił, i zbiegł bez pożegnania po schodach.” (s. 84-85)

Henryk Makower

ONI, II

„Szczególnym zarobkiem dla rikszarzy stał się później skonstruowany <most> przez Chłodną.” (s. 38)

JA, II B

„Jednocześnie [getto – dk] zostało znacznie zmniejszone. Mnóstwo ludzi straciło mieszkania, trzeba się było ścieśniać. Nieparzysta połowa Żelaznej wraz z kawałkiem Chłodnej, Krochmalnej i Grzybowskiej wypadła z getta. Teraz dzielnica <aryjska> podeszła do getta w jego najcieńszym miejscu. Wobec tego otworzono ruch po <stronie aryjskiej> przez Żelazną. Granatowi policjanci wraz z SP regulowali ruch. […] Zostało to wykonane w bardzo krótkim czasie i już na jesieni 1941r. stanął piękny, masywny most drewniany, wysokości 2 pięter, szeroki i wygodny, w samym sercu Warszawy. Dołem mogły się przedostawać tylko wozy, dorożki i riksze.” (s. 175)

Adam Czerniaków

JA/ONI, I

„Mamy postawić most drewniany na Chłodnej.” [22 XI 1940] (s. 135)

JA, II C

„Od kilku dni mrozy, tym dotkliwsze, że nie ma ludność futer. Niunia nosi palto Jasia. Wszystko zaziębione. Na Chłodnej budują drewniany most dla pieszych z ghetta.” (s. 240)

„O 8.30 rano zatrzymał mnie na ulicy Probst przy moście drewnianym na Chłodnej-Żelaznej (obecnie Eisgrubenstrasse i Eisenstrasse) i polecił puszczać publiczność na most. Prosiłem, by wprowadzono cła dla publiczności (Auerswald projektuje opłaty).” (s. 243)

Mary Berg

ONI, II B

17.XII.41’: „Przy Chłodnej rośnie mur, a jednocześnie buduje się wiadukt łączący oba chodniki, ponieważ samą jezdnię przeznaczono na trasę komunikacyjną aryjskiej części miasta. Wszystkie materiały budowlane na ten cel musi dostarczyć Gmina Żydowska” (s. 209).

JA, II B

26.XII.41’: „Otrzymałyśmy zezwolenie na przeprowadzkę na Chłodną; dzisiaj poszłam, żeby zobaczyć nasz nowy dom. To stary, jednopiętrowy budynek, niegdyś rezydencja polskiego magnata z XVII wieku. Wijące się, kręte schody, gotyckie wieżyczki i płaskorzeźby na frontonie przywodzą na myśl średniowieczny zamek. Wygląda bardzo romantycznie. Na dziedzińcu stoi mniejszy, dobudowany później, w którym mieści się piekarnia Warszawianka, obecnie przejęta przez żydowskich piekarzy. Przy narożniku budynku wzniesiono mur. Tak więc zamieszkamy przy samej granicy getta. Czerwone cegły sięgają coraz wyżej, rośnie też wiadukt na rogu Chłodnej i Żelaznej. Jesteśmy ze wszystkich stron otoczeni murami, zamknięci”.

ONI, II C

6.I.42’: „Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną” (s. 218-219).

Irena Birnbaum

JA/ONI (wiosna 1942), II D

„Rajszyna Kubusia przysparzała nam wiele kłopotu na ulicy czy na moście, przeszkadzając przechodniom. Ponieważ nie znali terminu technicznego „rajszyna”, reagowali w ten sposób:
– Panie, zabierz pan te pałkę! – mówił jeden.
– Zabierz pan to drewno – krzyczał drugi.” (s. 22)

ONI, III A

„Wiele osób zdawało swój los na przypadek. Stawały one mianowicie na moście i obserwowały, dokąd udają się żandarmi. Jeżeli auta ciężarowe jechały na połów do Dużego Getta, wtedy wszyscy śpieszyli do Getta Małego. I odwrotnie. Te taktyki udawały się do chwili blokady mostu.” (s. 66-67)

 

Mietek Pachter

ONI, II

„Ghetto zostało rozdzielone na dwie części: małe i duże ghetto, miejsce[m] rozdziału był róg Żelaznej i Chłodnej, w tym celu został stworzony most, który umożliwił przejście z jednej strony ghetta na drugą stronę. Pojazdy wszelkiego rodzaju były przepuszczane na dany znak przez policjanta kierującego ruch[em], przestrzeń tej drogi oddzielały dwie bramy, które się zamykały, dając drogę albo Żydom, lub nie-Żydom. Bramy zamykały się szczelnie, gdyż ten odcinek był wymierzonym kwadratem. Most, jak również i brama ta były zawsze w największym ruchu. Mury obecnie przelatywały na środku dróg, mury były około 2,5 metra wysokości, a na górze były na cemencie usypane rozbite szkła.” (s. 77)

Marcin Szczygielski

JA, II

„Tuż przede mną śmiga błyszczący, czerwony pojazd. Pęd powietrza targa moje włosy. Co to jest? Samochód? Taki malutki? Widziałem przecież samochody. Z mostu nad Chłodną czasami było je widać, gdy sunęły dołem. Oczywiście wojskowe, ale czasami też trafiały się zwyczajne. Były najczęściej czarne i ogromne… Rozglądam się i widzę, że wszędzie dookoła jest mnóstwo samochodów i to w najróżniejszych kolorach!” (s. 150)

Bogdan Wojdowski

F, II
„Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd do domu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśniętymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątłe deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozległe czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim”. (s. 148-149)

F, II
„Przed nim, w zapadającym zmierzchu, rozciągało się strzeżone miasto i bezładny zgiełk sączył się do uszu. Krzyk żebraków płoszył konie i omnibus utknął w rozległym tłumie, który wlókł się ulicą Żelazną i dalej, jak wezbrana fala wstępował na drewniany most, a długa kolumna kulisów przy bezczynnych rikszach z ociąganiem rozpraszała się w mroku przyległych zaułków. W głębi na ulicy Chłodnej, obwiedziony z dwóch stron murami żydowskiej dzielnicy, wznosił się na skwerze białymasyw kościoła Św. Karola; w grzmiącej muzyce organów, w chórze gniewnej modlitwy, która runęła z nagła w noc, rozjarzyły się płomyki świec-na krótko i zgasły, kiedy zamknięto drzwi. Strzeżony wylot ulicy tonął w sinym świetle latarni i te ochronne barwy przypominały, że ciemniejące niebo ponad miastem przeszyte jest we wszystkich kierunkach torami, po których maszyny jeszcze nie nadciągnęły; uwięzione w sieci smug szybkich i zwinnych reflektorów, które jeszcze nie zabłysły; wydrążone świetlistymi snopami ekrazytowych pocisków, które niemo spoczywały w komorach broni przeciwlotniczej. Była noc i cisza pod niebem, ale syreny, w każdej chwili garowe odezwać się rykiem tysiąca tub, zainstalowane w swoich gniazdach pod dachami, czekały tylko na znak. Burzliwa muzyka organów, niejasne słowa gromadnej modlitwy obudziły niepokój całego dnia, rozgoryczenie, któremu teraz poddał się już biernie i z ulgą. Wezbrany smutek, tęsknota, ale za czym-nie wiedział, obmyły mocnym strumieniem jego bezsilną niecierpliwość. Stał w miejscu zaciskając pięści aż do bólu i sam wybaczył sobie strach, swą hańbę. Już późno, trzeba wracać. Niechętnie myślał o tym, że przyjdzie tutaj jutro. Zimny wiatr owiał wychudzone ciało, przejął do kości, pokierował jego krokami, kiedy po całym dniu beznadziejnego czuwania przed wachą wracał do kamienicy. Wspomnienie domu, gdzie syczy nad stołem zielony płomyk karbidu i barwi trupim światłem twarze bliskich, przepełniło go niewysłowionym ciepłem, otuchą i zawstydzone serce tchórza zabiło z radości”. (s. 159)

F, III A
„Za oknem widać było zrujnowany most na Chłodnej, który runął, i suche, sczerniałe drzewo na skwerze przed kościołem Św. Karola. Niemcy kazali podciąć drewniane żebro przęsła w pierwszych dniach akcji, a belki były zwęglone i nosiły ślady pożaru. Ostatni wóz meblowy jeszcze stamtąd nie odjechał, a pod mostem leżały już ciała rozstrzelanych tragarzy”. (s. 342)

Most nad ul. Chłodną, łaczący małe (z prawej) i duże (z lewej) getto. Widok w kierunku wsch. od ul. Wroniej. (Fot. NN, II-IX.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]

Most nad ul. Chłodną, łączący małe (z prawej) i duże (z lewej) getto. Widok w kierunku wsch. od ul. Wroniej. (Fot. NN, II-IX.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]

Bibliografia

Śmierć miasta. Pamiętniki Władysława Szpilmana 1939-1945, oprac. J. Waldorff, Warszawa 1946.

– Henryk Makower, Pamiętnik z getta warszawskiego. Październik 1940-styczeń 1943, Opracowała i uzupełniła Noemi Makowerowa, Ossolineum 1987.

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.

– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.

– Irena Birnbaum, Non omnis moriar. Pamiętnik z getta warszawskiego, Warszawa 1982.

– M. Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.

– Marcin Szczygielski, Arka czasu czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz, Warszawa 2014.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, PIW, Warszawa 1978.