Dzieje recepcji utworu
W klatce jest powieścią mało znaną i niemal nieobecną w przestrzeni krytycznoliterackiej, co potwierdzają nieliczne wydania oraz – w porównaniu z innymi utworami pisarki z tego czasu i późniejszych okresów – małe zainteresowanie krytyki.
W roku 1870 napisano pierwszą z dwóch recenzji poświęconych wyłącznie W klatce. Kazimierz Kaszewski nazwał powieść „próbką fizjologii szału kobiecego” opowiadającą o postaci „wyższej intelektualnie” (oczywiście mowa o femme fatale powieści, Klotyldzie Warskiej), uznał pozostałych bohaterów, a w szczególności Magdzię oraz matkę Lucjana, za „słabiuchne”. Ze swadą i pewną dawką humoru odmalował portret Cypriana Karłowskiego:
młodzieniec wesołej, francuskiej natury, a wreszcie poczciwości chłopiec obywatelskiej rasy, bawił się także w skubankę serc i rzadkim trybem mężczyzny, wyrozumiały był na podobny temperament w kobiecie. Olśniony zaletami Klotyldy, przywiązał się do niej niedorzecznym węzłem. Ależ i ona na tym punkcie zatrzymała pochód swoich marzeń. Zdawało jej się to.
Kaszewski uznał, że to, co jest możliwe w prawdziwym życiu, nie sprawdza się w powieści, gdyż „[w] powieści […] szukamy zasad, a nie prostych faktów”. Wbrew własnym zastrzeżeniom dostrzegł jednak pewne walory utworu Orzeszkowej: „Jest to powieść, zdaniem naszym, która, mimo pewnych osłabień, zobowiązuje autorkę względem przyszłości; trzeźwa w niej myśl obleczona w szlachetne ciało stylowe”, do czego z pewnością przyczyniło się – zdaniem krytyka – poprowadzenie postaci Lucjana Dolewskiego, charakteru nakreślonego „z największym zamiłowaniem i starannością, powiemy nawet z talentem”.
Druga i jak dotąd ostatnia recenzja W klatce ukazała się w „Niwie” i zbiegła się z publikacją powieści przez Lewentala. Teodor Jeske-Choiński pochlebnie wypowiedział się o utworze, podkreślając te jego elementy, które mogłyby świadczyć o nowoczesnych i ponadprzeciętnych umiejętnościach pisarki: „Motto do powieści […] dowodzi, że pani Orzeszkowa jest nie tylko umysłem jasnym, trzeźwym, wcielającym swe tendencje z pełną świadomością, lecz i silnym, męskim, obytym z pojęciami ofiary i rezygnacji”. Nie przeszkodziło to jednak krytykowi w dostrzeżeniu, że zakończenie powieści nie jest wiarygodne i „czytelnik nie czuje konieczności takiego rozwiązania”, z czym i dziś trudno się nie zgodzić.
Nie wiadomo, czy gdyby autorka posłuchała wcześniej rad Józefa Sikorskiego i przeredagowała powieść, W klatce miałoby większą szansę na lepsze oceny. Publikując utwór w kształcie pierwotnym, zaryzykowała, a pojawiające się w kolejnych latach omówienia (niezbyt zresztą liczne) nie świadczą o zachwytach. Henryk Gliński uważa, że W klatce, podobnie jak kilka innych wczesnych utworów Orzeszkowej, to powieść „przeciążona treścią”, Piotr Chmielowski zaś w publikacji zawartej w „Bibliotece Warszawskiej” jest mocno krytyczny zarówno w stosunku do samej pisarki, jak i proponowanych przez nią rozwiązań fabularnych:
usiłuje atoli nadać swym psychologicznym studiom jakiś cel obszerniejszy, społeczny. Nie mając jednakże do tego dostatecznej siły talentu i widząc wszystko przez szkła zmniejszające, nie może podołać takiemu zadaniu. […] Tak np. w powieści p.n. W klatce chciała przeprowadzić tę myśl, że brak pola do rozwinięcia swych sił zmusza do zajęcia się błahostkami, które częstokroć o życiu lub śmierci stanowią. Miłość kobiety ukazuje się w tym razie jako jedyny port zbawienia, a jeśli ta zawiedzie, to pozostaje tylko śmierć. Jakiż charakter wybrała autorka dla uwydatnienia tej myśli? Jest to doktor medycyny, doświadczony i rozważny, samym już rodzajem swego zajęcia znieczulony na działanie tych czynników, które innych o śmierć lub obłąkanie przyprawiają.
Chmielowski dostrzega istotną sprzeczność między poglądami i wykształceniem głównego bohatera powieści – Lucjana Dolewskiego, a jego reakcją na postępowanie Warskiej. Recenzent uważa za nieuzasadnioną psychologicznie śmierć doktora wywołaną zawodem miłosnym. Potwierdzałoby to intuicję Jeske-Choińskiego zakładającego, że czytelnicy nie zrozumieją takiego zakończenia. Podobna ocena pojawi się jeszcze kilkukrotnie, na przykład w „Opiekunie Domowym”, gdzie Antoni Gustaw Bem opisuje Dolewskiego jako „okaz patologiczny”, „wyrób z mgły i cienia”, a jego charakter uznaje za nieprzystający do zawodu medycznego:
Ha, teraz – powiecie – już wiadomo, czego się spodziewać mamy: głównym bohaterem, ofiarnym kozłem dramatu będzie zapewne jaki student – paliwoda, więzień lub wygnaniec, słowem człowiek, który albo jeszcze nie wszedł na właściwą drogę czynnego życia, albo wyrokiem istniejących ustaw, przed czasem, żelazną dłonią przemocy poza jego tory został usunięty. – Ani jedno, ani drugie: naczelną postacią utworu jest dojrzały, wolny człowiek, młody lekarz na partykularzu.
Według recenzenta Orzeszkowa mogłaby tak błahą – z perspektywy omawiającego – przyczynę śmierci tłumaczyć tym, że Lucjan już wcześniej był chory również fizycznie (takiego wątku w powieści nie ma). Lepiej ocenia Klotyldę, która „podobno dzięki swemu wychowaniu więcej niż Lucjan jest więźniem w klatce przeznaczeń”. Pomimo docenienia postaci kobiecej powieść nie zyskała zadowalającej ogólnej oceny: „powiemy tylko, że utwór ten zarówno z powodu chybionego zastosowania przewodniej myśli, jak pomierności pojedyńczych charakterów i niezupełnej konsekwencji dialogu należy w ogóle do słabszych wyrobów zasłużonego pióra”.
W tym kontekście warto przypomnieć obawy Henryka Sienkiewicza, który opublikował swoją debiutancką powieść Na marne w 1872 roku i w liście do przyjaciół – Konrada Dobrskiego i Hipolita Hantowera zwierzał się z obaw o możliwość popełnienia niezamierzonego plagiatu:
Wiecie, ja z prawdziwym przestrachem czytam powieść Elizy Orzeszkowej pt. W klatce; przysięgam, że motywów jej nie kradłem, a zanosi się na bardzo podobne do moich, tylko że to powieść będzie więcej z nieba, moja – z ziemi; tam aniołowie upadli i doskonali, u mnie – ludzie; tak bym chciał przynajmniej.
Wydaje się, że Sienkiewiczowi udało się uniknąć niektórych potknięć fabularnych, wskazywanych przez recenzentów W klatce. Nie uczyniło to jednak z Na marne powieści wybijającej się na szczyt dokonań literackich autora. Ostatecznie oba utwory nie zebrały pochlebnych recenzji i utonęły wśród kolejnych, uznanych dzieł obojga pisarzy. Tak więc intuicję wydawcy i recenzentów, że łatwo dałoby się poprawić tekst W klatce (tym samym podnosząc jej wartość), należy uznać za chybioną.

