LESZNO 2 (kawiarnia „Sztuka”)

 

Władysław Szpilman

JA, II C

„Po czterech miesiącach przeniosłem się do innej kawiarni – „Sztuka” – znajdującej się przy ulicy Leszno. Był to największy lokal getta i miał różnorakie ambicje. W sali „Sztuki” odbywały się koncerty i tam też śpiewała Maria Eisenstadt, która z pewnością stałaby się bardzo sławna i znana milionom ludzi, gdyby nie została zamordowana przez Niemców. Tam występowałem w duecie z Andrzejem Goldfederem i tam też odniosłem niezwykły sukces z moją parafrazą walca z Casanovy Ludomira Różyckiego do tekstu Władysława Szlengla, poety występującego tam każdego dnia wspólnie z Leonidem Fokczańskim, piosenkarzem Andrzejem Włastem, znanym satyrykiem „mecenasem Wacusiem” i z Polą Braunówną w „Żywym dzienniczku” – zabawnej kronice getta, pełnej ostrych i zakamuflowanych aluzji pod adresem Niemców. Obok sali koncertowej znajdował się bar, w którym ludzie mniej spragnieni sztuki, a zainteresowani przede wszystkim jedzeniem i piciem, mogli dostać wyborne trunki bądź też przesmacznie przyrządzone cotelettes de volaille czy też boeufs a la Strogonoff. Zarówno w sali koncertowej, jak też i w barze wszystkie miejsca były prawie zawsze zajęte. Dobrze wtedy zarabiałem i mogłem, nawet jeśli z trudnościami, zaspokoić potrzeby naszej sześcioosobowej rodziny. W przerwach pomiędzy występami spotykałem tu wielu znajomych, z którymi mogłem porozmawiać i może nawet mogłoby mi się w „Sztuce” podobać, gdyby nie dręczące mnie przez całe popołudnie myśli o wieczornym powrocie do domu.” (s. 116)

JA,  II D

„W niedzielą, 19 lipca występowałem jeszcze w ogródku jednej z kawiarń przy Nowolipkach, nie przeczuwając nawet, że może to być mój ostatni koncert w getcie. Ogródek wypełniony był po brzegi, lecz panował raczej smutny nastrój. Po występie zajrzałem do „Sztuki”. Była późna pora i nikogo już w lokalu nie było. Tylko pracownicy kręcili się to tu, to tam, by dokończyć swych codziennych obowiązków. Przysiadłem się na chwilę do szefa baru. Był zdruzgotany i wydawał polecenia bez przekonania, raczej dla zachowania pozorów. – Czy przygotowujecie już pomieszczenie na nasz sobotni koncert? – zagadnąłem go. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię, a na jego twarzy odmalowało się ironiczne współczucie dla mojej niewiedzy o decyzjach, które już dawno przypieczętowały nagły zwrot w losach getta. Sądzi pan naprawdę, że w sobotę będziemy jeszcze przy życiu? – spytał z naciskiem, pochylając się w moim kierunku nad stołem. Jestem tego pewny! – odpowiedziałem. I jakby moja odpowiedź otwierała przed nim nowe perspektywy ratunku i jego los miał zależeć ode mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział płomiennie: – Jeśli będziemy jeszcze żyć, może pan tu w sobotę na mój rachunek zjeść kolację, jaką pan tylko będzie chciał, i… – tu zawahał się przez chwilę, lecz zdecydował się najwidoczniej pójść na całość i kontynuował -… i może pan zamawiać na mój rachunek najlepsze trunki, jakie są w piwnicy „Sztuki”, i też tyle, ile pan tylko będzie chciał! Według pogłosek akcja wysiedlenia miała się rozpocząć w nocy z niedzieli na poniedziałek.” (s. 82)

Henryk Bryskier

ONI, II

„[kościół] Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)

Janina Bauman

JA/ONI, II D

„Pewnego razu Roman zaprosił mnie do kabaretu. Kabaret ten powstał na Lesznie ubiegłej zimy i nazywał się Sztuka. Przez wiele miesięcy marzyłam, żeby tam pójść.” (s. 84)

 

Antoni Marianowicz

JA, II

„Na Lesznie pod numerem 12 – vis a cis Leszna 13, gdzie mieściła się tzw. Trzynastka, czyli Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją – agentura Gestapo w getcie. W pobliżu, pod numerem 2, była kawiarnia «Sztuka»”. (s. 59)

JA/ONI, II

„Marysia Ajzensztadt nie przesyła – żal mi jej bardzo. Ta dziewczyna, córka kantora i dyrygenta gettowych zespołów muzycznych, miała najcudowniejszy głos, jaki można sobie wyobrazić. Była przy tym ładna i pełna wdzięku. Nie chciała rozstać się z ojcem na Umschlagplatzu. A mogła się uratować, bo wszyscy w getcie ją znali i gotowi byli pomóc. Występowała wszędzie, gdzie się dało, głownie w „Sztuce”. Miałem jej nawet wtedy za złe, że tak roztrwania swój talent. Dziś jednak żałuję każdej imprezy, w której brała udział, a mnie nie było dane jej słuchać”. (s. 60)

„Siedzibą kabaretu był położony tuż obok nas (Leszno 2) niewielki lokal najelegantszej w getcie kawiarni „Sztuka”. Kawiarnia ta miała duże powodzenie dzięki występom Wiery Gran („List, pierwszy miłosny list”). Ślicznej Wierze akompaniował doskonały duet fortepianowy: Władysław Szpilman i Adolf Goldfeder, a jej największym szlagierem była dokonana przez Szpilmana 15-minutowa przeróbka Casanovy Różyckiego, zatytułowana Jej pierwszy bal (słowa Szlengla). W programie satyrycznym, który był rodzajem mówionej gazetki (journal parlé), występowali: Władysław Szlengel, Wacław Teitelbaum (Mecenas Wacuś), Leonid Fokszański, Józef Lipski, Pola Braunówna oraz podobno (nie pamiętam go w tej roli) Andrzej Włast, niegdyś potężny dyrektor „Morskiego Oka” i autor setek grafomańskich piosenek. Szlengel, Teitelbaum i Lipski prezentowali satyryczne aktualia, Braunówna wykonywała swoje gorzkie piosenki („Powiedz, droga mamo, co to znaczy słowo „Żyd”? Czy to jakaś hańba, jakiś wstyd”?), zaś jedyny poetycki punkt programu przedstawił Leonid Fokszański. […] Ciekawe, że mimo niebezpiecznego sąsiedztwa muru „Sztuka” miała powodzenia aż do końca swego istnienia”. (s. 76-77)

JA/ONI, III

„Ciekawe, że mimo niebezpiecznego sąsiedztwa muru „Sztuka” miała powodzenia aż do końca swego istnienia. Kiedy w lipcu 1942 roku wybuchła złowróżbna wieść o „przesiedleniu”, my w Zakładzie Zaopatrywania przygotowywaliśmy drugą edycję naszej szopki, w „Sztuce” zaś szedł właśnie czwarty program kabaretu. W czasie akcji likwidacyjnych zginęli wszyscy niemal uczestnicy obu imprez. W wyjątkowo dramatycznych okolicznościach poniósł śmierć dwudziestoośmioletni Fokszański, podobny los spotkał później Szlengla, po którym pozostały wstrząsające wiersze opublikowane po wojnie pt. Co czytałem umarłym. Zginęli: Braunówna, Lipski, Włast, Teitelbaum i Goldfeder, zginęła też (czego nie potrafię przeboleć) wspaniała Marysia Ajzensztadt, która przez pewien czas występowała w „Sztuce”. Ocaleli: Wiera Gran, Władysław Szpilman, Jeśli idzie o naszą skromną i nieporównywalną z kabaretem w „Sztuce” imprezę, to jedynym ocalonym jestem ja”. (s. 77)

 

Bibliografia

– Śmierć miasta. Pamiętniki Władysława Szpilmana 1939-1945, oprac. J. Waldorff, Warszawa 1946.

– Henryk Bryskier, Żydzi pod swastyką, czyli getto w Warszawie w XX wieku, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2006.

– Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989.

– Antoni Marianowicz, Życie surowo wzbronione, Warszawa 1995.