PLAC PARYSOWSKI
Emanuel Ringelblum
„Wśród „szmalcowników znajdzie się nawet czasem i gentelman. Okazał się nim herszt „szmalcowników” na placu Parysowskim – „Feluś z Parysowa”. Pewna młoda Żydówka, czynna w Organizacji Bojowej, zaczepiona przez Felusia, nie targowała się z nim i bez słowa dała mu żądane 1000 zł. Feluś, uderzony niezwykłym postępowaniem tej Żydówki, która wykonywała po aryjskiej stronie rozmaite niebezpieczne misje (przenoszenie broni do getta itp.), przyrzekł jej passe-partout na terenie „jego dzielnicy”. W razie zaczepienia jej przez kogokolwiek miała się powołać na niego.” (s. 64)
Mary Berg
ONI, III C
20.IX.42′: „W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września” (s. 298-290).
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)
„O godzinie drugiej usłyszeliśmy z podwórza przeraźliwy gwizdek.
„Niemcy! – krzyknął Popower – z pewnością będą sprawdzać, czy nie ma na terenie osób, które nie należą do Gminy”.
,,Trzeba zejść na podwórze!” – zawołał ktoś z drugiego pokoju. Niepokój ogarnął wszystkich. W kuchni było jak zwykle kilkanaście osób obcych – krewnych albo przyjaciół urzędników. Z pewnością na innych piętrach było tak samo. Niektórzy pobiegli na strych.
Zeszliśmy na podwórze. Mężowie mieli żony i dzieci przy sobie. Obca kobieta wybiegła z kuchni i kiedy zobaczyła, że Wojdysławski schodzi po schodach sam, ujęła go pod rękę. Ustawiliśmy się na podwórzu. Każdy wydział osobno. Przed naszym wydziałem stało trzech Niemców i prezes Lichtenbaum.
,,Wer ist dieser?” – zapytał Niemiec.
„Das ist unser Finanzleiter, Ingenieur Szereszewski, seine Frau und Tochter”.
,,Gut. Weiter. Wer ist dieser?”
,,Das ist der Buchhalter der Abteilung-Popower und seine Frau”.
,,Weiter!”
„A to jest drugi buchalter wydziału, Weintraub, jego żona i dziecko”.
,, Weiter!”
,,Maszynistka wydziału”.
,,Weiter!”
,,Urzędnik rachuby”.
,,Stop! Ten nie jest niezbędny. Ten może iść precz!”
„Nie, przepraszam. Ten właśnie jest niezbędny. Bez niego biuro nie mogłoby istnieć”.
„Dobrze. Zostawmy go więc. Ale ten drugi jest niepotrzebny. Precz z nim!”
„Ten drugi jest najlepszym urzędnikiem naszego biura. Nie możemy pracować bez niego”.
,,Donnerwetter!! A ten kto taki?”
„Ten? To jest nasza znakomitość – unsere Kapazitaet. Jest to najlepszy i najzdolniejszy pracownik naszej Gminy”.
Nie znał go. Nie widział go może nigdy. Nie znał jego nazwiska. Spokojnym i równym głosem odpowiadał Niemcom. Urzędnicy i urzędniczki przechodzili jedni za drugimi. Wyliczał ich zalety i zapewniał o ich niezbędności.
A jednak zabrano i tutaj kilkunastu. Wiele osób Niemiec uderzył gumowym pejczem, między nimi Polikierównę, która pracowała o piętro niżej i stale przychodziła z papierami do mego męża. Uderzył ją w oko. Długi czas czarne zacieki nie schodziły z jej twarzy.
Kiedy wróciliśmy do budynku i znalazłam się w pobliżu prezesa Lichtenbauma, zapytałam:
,,Rozmawiał pan z nimi jak z równymi sobie, zupełnie bez obawy. Czy pan się ich nie boi?”
,,Ja wiem na pewno – odpowiedział – że mnie kiedyś zastrzelą. Wcześniej czy później. Nie cenię życia. Dlatego ich się nie boję.” (s. 128-129)
ONI, III A (5-6 września 1942)
„Robotnicy wszystkich szopów musieli pójść na plac Parysowski. Był także na tym placu wraz z pracownikami swego szopu Stefan Drabienko i przeszedł szczęśliwie przez selekcję; natomiast zginął wtedy Mieczysław Laskowski z żoną i synem.” (s. 133)
Mietek Pachter
ONI, III B
„Zaczyna się nowy etap, niemcy chcą teraz zrobić ostatnią ofensywę. Każą wszystkim zjawić się na placu Parysowskim i jeszcze kilka ulic, to ma być „kocioł” [tzw. kocioł na Miłej]. Bez wyjątku wszystkie szopy i placówki mają być na tym placu, kto zostanie na zakazanych terenach, będzie rozstrzelany bez pardonu.” (s. 126)
JA, IV A (Akcja Styczniowa)
„Nagle słyszę kilka strzałów i świst nad uchem, cóż to, czy strzelają do mnie? Rozglądam się, widzę, że na placu Parysowskim zatrzymał się cały oddziałek niemców, a ja leżę jak na dłoni [dach Ostrowska 4] , jestem świetnym celem dla nich. Oni mnie dopiero zauważyli i teraz dopiero zaczynają strzelać regularnie. Kilku policjantów żydowskich przynosi im stoły, stoliki i inne trwałe przedmioty, oni opierają karabiny o te przedmioty, by celniej i pewniej mogli strzelać. Tak, teraz robi się naprawdę gorąco.” (s. 183)
Ludwik Hering
II D [pomyłka Heringa], III, IV, V, F
„Do muru przyległ plac – niegdyś targowy, od roku cmentarzysko rupieci – zawalony stosami naczyń blaszanych, żelaznych łóżek i dziecinnych wózków. Tu przed rokiem, po wielkiej likwidacji (czerwiec 1942), zwalano z martwych domów wszystko, co nie miało określonej wartości i nie mogło być zmagazynowane w specjalnych składach. Tu, przed rokiem, podczas wielkiej likwidacji mrowiły się tłumy niezamordowanych przy „selekcji” – tłumy kierowane ulicą przy murze w stronę bocznic kolejowych. Po likwidacji tu – w niektórych przyległych do placu blokach, oddzielonych od innych drewnianymi zagrodami – skupiły się resztki życia. Z kilkudziesięciu tysięcy pozostałych część żyła oficjalnie, pracując w warsztatach (tak zwanych szopach), i część nielegalnie, „dziko”. Wszyscy żyli ukradkowo: ścichli, niewidoczni na ulicach zielonych od wysokiego, wyrosłego w szparach bruku i chodników zielska.” (s. 35-36)
I, F
„Brzozowski mieszkał na piątym piętrze narożnego domu – naprzeciw dawnych opałowych magistrackich składów stykających się z gettem. Tu musiał się przenieść z Parysiaka, gdy Niemcy zaczęli tworzyć żydowską dzielnicę.” (s. 67)
V, F
„W pobliżu (na tyłach może) znajdowały się pewnie jakieś „obiekty do zabezpieczenia”, bo czuwało na placu auto z motopompą i drabiną, a kilku strażaków szabrowało dyskretnie na pogorzeliskach.” (s. 78)
Bogdan Wojdowski
F, III A
Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód. (s. 303–304)
F, III A
I bez skargi poszedł kupiec Lewin na plac Parysowski pod rampę, razem z młodszą córką Anielcią i z Białą Ceśką. A po drodze i tak obrabowali go szaulisi ze wszystkiego; Uri był przy tym, widział, jak rewidowali Lewina na Stawkach. (s. 316)
OBSZARY:
– Obszar: Plac Parysowski – Miła, – Obszar: Gęsia – Zamenhofa – Smocza – Plac Parysowski (kocioł)
TRASY:
– Trasa: Dzika – Gęsia – Miła – Szczęśliwa – Plac Parysowski
Bibliografia
– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, tom 29a Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. E. Bergman, T. Epsztein, M. Siek, Warszawa 2018.
– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.
– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.
– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.
– Ludwik Hering, Ślady: opowiadania, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011.
– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.



