PLAC PARYSOWSKI

Mary Berg

ONI, III C (20.09.1942)

W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września. (s. 298–290)

Mietek Pachter

ONI, III B

Zaczyna się nowy etap, niemcy chcą teraz zrobić ostatnią ofensywę. Każą wszystkim zjawić się na placu Parysowskim i jeszcze kilka ulic, to ma być „kocioł” [tzw. kocioł na Miłej]. Bez wyjątku wszystkie szopy i placówki mają być na tym placu, kto zostanie na zakazanych terenach, będzie rozstrzelany bez pardonu. (s. 126)

JA, IV A (Akcja Styczniowa)

Nagle słyszę kilka strzałów i świst nad uchem, cóż to, czy strzelają do mnie? Rozglądam się, widzę, że na placu Parysowskim zatrzymał się cały oddziałek niemców, a ja leżę jak na dłoni [dach Ostrowska 4] , jestem świetnym celem dla nich. Oni mnie dopiero zauważyli i teraz dopiero zaczynają strzelać regularnie. Kilku policjantów żydowskich przynosi im stoły, stoliki i inne trwałe przedmioty, oni opierają karabiny o te przedmioty, by celniej i pewniej mogli strzelać. Tak, teraz robi się naprawdę gorąco. (s. 183)

Emanuel Ringelblum

ONI, IIIV

Wśród „szmalcowników znajdzie się nawet czasem i gentelman. Okazał się nim herszt „szmalcowników” na placu Parysowskim – „Feluś z Parysowa”. Pewna młoda Żydówka, czynna w Organizacji Bojowej, zaczepiona przez Felusia, nie targowała się z nim i bez słowa dała mu żądane 1000 zł. Feluś, uderzony niezwykłym postępowaniem tej Żydówki, która wykonywała po aryjskiej stronie rozmaite niebezpieczne misje (przenoszenie broni do getta itp.), przyrzekł jej passe-partout na terenie „jego dzielnicy”. W razie zaczepienia jej przez kogokolwiek miała się powołać na niego. (s. 64)

Helena Szereszewska

JA/ONI, III A (po 15.08.1942)

O godzinie drugiej usłyszeliśmy z podwórza przeraźliwy gwizdek.
– Niemcy! – krzyknął Popower – z pewnością będą sprawdzać, czy nie ma na terenie osób, które nie należą do Gminy.
– Trzeba zejść na podwórze! – zawołał ktoś z drugiego pokoju. Niepokój ogarnął wszystkich. W kuchni było jak zwykle kilkanaście osób obcych – krewnych albo przyjaciół urzędników. Z pewnością na innych piętrach było tak samo. Niektórzy pobiegli na strych.
Zeszliśmy na podwórze. Mężowie mieli żony i dzieci przy sobie. Obca kobieta wybiegła z kuchni i kiedy zobaczyła, że Wojdysławski schodzi po schodach sam, ujęła go pod rękę. Ustawiliśmy się na podwórzu. Każdy wydział osobno. Przed naszym wydziałem stało trzech Niemców i prezes Lichtenbaum.
Wer ist dieser? – zapytał Niemiec.
Das ist unser Finanzleiter, Ingenieur Szereszewski, seine Frau und Tochter.
Gut. Weiter. Wer ist dieser?
Das ist der Buchhalter der Abteilung-Popower und seine Frau.
Weiter!
– A to jest drugi buchalter wydziału, Weintraub, jego żona i dziecko.
Weiter!
– Maszynistka wydziału.
Weiter!
– Urzędnik rachuby.
– Stop! Ten nie jest niezbędny. Ten może iść precz!
– Nie, przepraszam. Ten właśnie jest niezbędny. Bez niego biuro nie mogłoby istnieć.
– Dobrze. Zostawmy go więc. Ale ten drugi jest niepotrzebny. Precz z nim!
– Ten drugi jest najlepszym urzędnikiem naszego biura. Nie możemy pracować bez niego.
Donnerwetter!! A ten kto taki?
– Ten? To jest nasza znakomitość – unsere Kapazitaet. Jest to najlepszy i najzdolniejszy pracownik naszej Gminy.
Nie znał go. Nie widział go może nigdy. Nie znał jego nazwiska. Spokojnym i równym głosem odpowiadał Niemcom. Urzędnicy i urzędniczki przechodzili jedni za drugimi. Wyliczał ich zalety i zapewniał o ich niezbędności.
A jednak zabrano i tutaj kilkunastu. Wiele osób Niemiec uderzył gumowym pejczem, między nimi Polikierównę, która pracowała o piętro niżej i stale przychodziła z papierami do mego męża. Uderzył ją w oko. Długi czas czarne zacieki nie schodziły z jej twarzy.
Kiedy wróciliśmy do budynku i znalazłam się w pobliżu prezesa Lichtenbauma, zapytałam:
– Rozmawiał pan z nimi jak z równymi sobie, zupełnie bez obawy. Czy pan się ich nie boi?
– Ja wiem na pewno – odpowiedział – że mnie kiedyś zastrzelą. Wcześniej czy później. Nie cenię życia. Dlatego ich się nie boję. (s. 128–129)

ONI, III A (5–6.09.1942)

Robotnicy wszystkich szopów musieli pójść na plac Parysowski. Był także na tym placu wraz z pracownikami swego szopu Stefan Drabienko i przeszedł szczęśliwie przez selekcję; natomiast zginął wtedy Mieczysław Laskowski z żoną i synem. (s. 133)

Mordechaj Szwarcbard

ONI, II A (30.12.1940)

Na placu Parysowskim szmuglowano chleb. Dziś bardzo biedna Żydówka przeniosła 2 chleby. Polski policjant zatrzymał ją i zabrał chleby. Niemiec, zauważywszy to, odebrał mu chleby, oddał je Żydówce i pozwolił jej odejść. (s. 213)

Ludwik Hering

F, I

Brzozowski mieszkał na piątym piętrze narożnego domu – naprzeciw dawnych opałowych magistrackich składów stykających się z gettem. Tu musiał się przenieść z Parysiaka, gdy Niemcy zaczęli tworzyć żydowską dzielnicę. (s. 67)

F, II D (pomyłka Heringa), III, IV, V

Do muru przyległ plac – niegdyś targowy, od roku cmentarzysko rupieci – zawalony stosami naczyń blaszanych, żelaznych łóżek i dziecinnych wózków. Tu przed rokiem, po wielkiej likwidacji (czerwiec 1942), zwalano z martwych domów wszystko, co nie miało określonej wartości i nie mogło być zmagazynowane w specjalnych składach. Tu, przed rokiem, podczas wielkiej likwidacji mrowiły się tłumy niezamordowanych przy „selekcji” – tłumy kierowane ulicą przy murze w stronę bocznic kolejowych. Po likwidacji tu – w niektórych przyległych do placu blokach, oddzielonych od innych drewnianymi zagrodami – skupiły się resztki życia. Z kilkudziesięciu tysięcy pozostałych część żyła oficjalnie, pracując w warsztatach (tak zwanych szopach), i część nielegalnie, „dziko”. Wszyscy żyli ukradkowo: ścichli, niewidoczni na ulicach zielonych od wysokiego, wyrosłego w szparach bruku i chodników zielska. (s. 35–36)

F, V

W pobliżu (na tyłach może) znajdowały się pewnie jakieś „obiekty do zabezpieczenia”, bo czuwało na placu auto z motopompą i drabiną, a kilku strażaków szabrowało dyskretnie na pogorzeliskach. (s. 78)

Bogdan Wojdowski

F, III A

Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód. (s. 303–304)

F, III A

I bez skargi poszedł kupiec Lewin na plac Parysowski pod rampę, razem z młodszą córką Anielcią i z Białą Ceśką. A po drodze i tak obrabowali go szaulisi ze wszystkiego; Uri był przy tym, widział, jak rewidowali Lewina na Stawkach. (s. 316)

OBSZARY:

[OBSZAR] Plac Parysowski – Miła, – [OBSZAR] Gęsia – Zamenhofa – Smocza – Plac Parysowski (kocioł)

TRASY:

[TRASA] Dzika – Gęsia – Miła – Szczęśliwa – Plac Parysowski

Bibliografia

– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.

– Ludwik Hering, Ślady: opowiadania, Warszawa 2011.

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, tom 29a Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. E. Bergman, T. Epsztein, M. Siek, Warszawa 2018.

– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.

– Mordechaj Szwarcbard, Aktualności, przeł. Magdalena Siek [w:] Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy – Archiwum Ringelbluma, t. 23, cz. II, Dzienniki z getta warszawskiego, oprac. K. Person, M. Trębacz, Z. Trębacz.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.