Ukryte ślady dystansu, ironii i rozpadu
Dawid Maria Osiński

Geografia powieściowa, czyli co wiadomo o topografii, onomastyce i temporalności

Orzeszkowa od początku wybiera formułę omowności, enigmatyczności i wiedzy sugerowanej, dającej zarysy, żeby nakierowywać czytelnika na mechanizmy działania fałszu, blichtru, dewocji w małomiasteczkowym świecie plotki i życia cudzym życiem. Nie do końca zależy jej na ezopowości ujęcia, choć wiele tu silnie zalegoryzowanych i ujednoznacznionych atrybutów oraz cech osobowościowych, a także fizjonomiki pasującej do stratyfikacji określającej czarno-białe charaktery, pozytywne bądź negatywne zachowania czy postawy. Na tle postaci jednoznacznych i papierowych wyróżnia się dwójka głównych bohaterów, na których przykładzie młoda pisarka próbuje pokazywać odcienie psychologii, skomplikowanie, zniuansowanie wyborów, dramaty (by nie rzec tragedie egzystencjalne), także te związane z koniecznością wyboru. Już tutaj Orzeszkowa wchodzi na drogę „kazuistyki sumienia” – jak dowodził tego wobec Nad Niemnem Stanisław Brzozowski[1], a za czujnym krytykiem modernistycznym formuły tej do zdiagnozowania postaw pisarki i postaci kreślonych pod jej piórem użył Józef Bachórz[2]. Interesują ją kwestie odpowiedzialności etycznej, równoważenie prywatnych potrzeb, zgoda z własnym sumieniem, ocena zachowań, kodeks powinności społeczno-kulturowych czy religijnych. Maria Żmigrodzka dodatkowo diagnozowała: „[k]limat etyczny myśli Orzeszkowej pozwala […] stwierdzić, że nie daje się ona zamknąć bez reszty w granicach pozytywizmu”[3], a już od początku pracy twórczej, „[z]godnie z linią rozwoju światopoglądu Orzeszkowej w studium O powieściach T.T. Jeża bardzo doniosłą rolę odgrywała też problematyka etyczna”[4].

Powieść rozpoczyna się od zarysowania sytuacji uniwersalnej, obrazu miasta każdego i żadnego, owego wszędzie-nigdzie. Charakterystyczne to dla omowni i niedookreślenia w baśniach, mających na celu pokazanie świata w jego uniwersalności i możliwości duplikowania gdziekolwiek jego wizerunku. Uwyraźnieniu tej niejednoznaczności służą na poziomie stylistycznym wykluczające się znaczeniowo i tworzące paralelne pary litoty z wyrażeniem nie bardzo: „Nad pewną piękną i wielką rzeką stoi pewne miasto, nie bardzo wielkie i nie bardzo małe, nie bardzo piękne i nie bardzo brzydkie” (C, rozdz. I). Enigmatyczność tę wzmacnia (w postaci zaimka nieokreślonego) widoczny w późniejszych partiach powieści obraz Spirydiona Asa pochylonego „nad jakimś pismem ilustrowanym” (s. ). Orzeszkowa ewidentnie od początku nie chce, żeby czytelnik jej powieści jednoznacznie dekodował sensy. Kiedy w dojrzałej twórczości będzie wskazywała na niejednorodność gatunkową oraz trudność w kwalifikacji – choćby w odniesieniu do Justyny z Nad Niemnem – użyje podobnej techniki opisu stanu pośredniego (by nie rzec hybrydycznego): „– Ani ptak, ani mysz… jak nietoperz!”[5]; Benedyktowi Korczyńskiemu każe z kolei tracić siłę rezonu i jednoznaczności w jego ezopowym (może nawet jąkającym się fatycznie) „To… tamto… tego…”[6].

W powieści nazwy miejscowości są konsekwentnie inicjałowane[7], jak to Orzeszkowa ma w zwyczaju czynić aż do wydania tomu opowiadań Z różnych sfer. Nie ma tu nawet anagramów (jak słynne Onwil czy Ongród), są jedynie litery sygnalizujące przynależność, a więc obrazowanie przestrzeni miejskiej podlega prawu pełnej anonimizacji i przez to typowości (stąd też celowe stylizowanie miasta na podobne innym i zastosowanie czasu teraźniejszego[8]): miasto X., miasto N. leżące w guberni W. (odległe „o sześćdziesiąt mil stąd” – C, rozdz. XXIII) oraz wieś L. (w której mieszka znachorka; raczej nie mógłby to być Ludwinów – wieś w powiecie kobryńskim, majątek Piotra Orzeszki, Orzeszkowa chyba nie chciała jednoznacznie wskazywać na taki trop). Kilkanaście mil od X. „wzgórza pięknie obrosłe sosnowym borem” (C, rozdz. V). Z X. można jeździć do stolicy i innych miast europejskich, ale trudno jednoznacznie zawyrokować, o jakiej stolicy mowa. Pewnie o stolicy guberni – choć nie o Warszawie, stolicy Królestwa Polskiego, raczej o Wilnie (siedzibie generał-gubernatora) lub Grodnie (siedzibie gubernatora). Może najprędzej chodzi o Petersburg, bo akcja dzieje się na ziemiach przyłączonych do Rosji, mimo że Orzeszkowa programowo unikała obecności jakichkolwiek wątków rosyjskich we wczesnym pisarstwie. Omownie określane realia topograficzne wskazują również, że miasto leży nad „piękną i wielką rzeką” (s. – czy mowa o tym samym miejscu z rozdziału I?), a ze szczytu parowu widać w dali amfiladę domów. Analogicznym obrazem do przepaści z parowu może być ulica dzieląca domy Augusta (parter) i Anastazji (pierwsze piętro).

Orzeszkowa ukazuje miasto nie piękne i nie brzydkie (możliwe, że na terenie Litwy bądź Królestwa), mające upodobnić się do wielu tego typu miejsc, o których można powiedzieć to samo, czyli w zasadzie nic pewnego. Chodniki są w nim nierówne: „różnią się tym od wszelkich innych chodników tego świata, że oprócz do chodzenia, służą też do skakania, przedstawiając nieprzejrzany ciąg wzgórz, dolin, wąwozów i strumieni” (C, rozdz. I). To „miasto pobudowane na górze” (C, rozdz. V), z widocznymi czerwonymi dachami i wysokimi wieżami kościołów. Liczy sobie 30 000 mieszkańców, z czego połowę stanowią Żydzi, a wyraźną część Żydówki kramarki. Mówi się tu o szabatach odbywanych przez ludność wyznania mojżeszowego, która „każdego piątkowego wieczoru iluminuje okna swych mieszkań łojówkami” (C, rozdz. I). To z Żydami związany jest ruch interesów majątkowych, handel. Odniesienia narratora w stosunku do Żydów i ich codziennych praktyk zdradzają dystans i ironię. Żydom przynależy tylko to określenie, które czytelnik poznaje od narratora, ale nie ma tu informacji o intensywności działań i faktycznym ruchu. Narracja enigmatycznie mówi o ruchu ludzi, co dotyczy jedynie grupy bezimiennej. Tak naprawdę zupełnie tego ruchu nie widać, dostajemy zdawkowe, stereotypizujące stwierdzenie mobilności starszych braci w wierze. Kiedy wprowadza się postać Josiela, nie mówi się nic ponad to, że jeden z bohaterów, Jan Rostowiecki (przez żonę określany z francuska jako Jean, co również jest elementem budowania dystansu i niestosowności, pozorowania salonowego kosmopolityzmu i pseudoznajomości języka ludzi wyrafinowanych oraz kodu salonowej komunikacji), kontraktuje u niego pszenicę. Tu o ruchu jedynie się mówi, ale go nie widać.

Narrator wskazuje także, że w mieście jest parę ogródków publicznych, i z nieskrywaną ironią mówi o ich niewielkiej powierzchni: 200 kroków długości i 100 szerokości. Niektóre akapity wyczulają słuch lub wzrok, jednak należy zauważyć, że X. to niewątpliwie przestrzeń dźwięków. Miasto, liczące 30 000 mieszkańców, metropolią nie jest, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ówczesne dane statystyczne i przewodniki oraz późniejsze hasła w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich[9], trudno też jednoznacznie stwierdzić, że to miasto prowincjonalne. Można by rzec: ani takie, ani siakie – w myśl pierwszych słów narratora, który tak deklaruje, ponieważ jest empatyczny, ale też odpowiedzialny, na swój sposób „czuły” (mówiąc Olgą Tokarczuk z jej wykładu noblowskiego). Zależy mu na zainteresowaniu czytelnika i wzbudzeniu w nim czujności. Jest odpowiedzialny i czuły, dlatego od początku każe mu uważać i odróżniać to, co sam twierdzi, od tego, co ujawnia się w toku fabuły powieściowej i zachowań bohaterów (których kreuje, ale którym nie można wierzyć, a przynajmniej zdecydowanej większości z nich), domaga się także bacznego przyglądania się rozmaitym znakom, które wprowadzają niespójny i ontologicznie podejrzany obraz realiów współtworzących świat konstruowanej opowieści. Ta nieufność wobec kreowanego świata i pokazywanie pęknięć to świadectwo ogromnej przemyślności i odpowiedzialności pisarskiej Orzeszkowej, może dowód na to, że jest to powieść skomponowana „z całą starannością”. Świadczyć ma o tym również obraz finałowy. W ostatnim rozdziale, którego akcja toczy się po sześciu latach, zarysowane zostaje bowiem zupełnie inne otoczenie – pałacyk prezentujący raj i kicz jednocześnie, przedstawiony trochę tak, jak czterdzieści lat później Głębowicze w Trędowatej Mniszkówny. Wokół pałacyku państwa Gaczyckich (Edwarda i Wandy) widać fabrykę, szkołę, szpital, pocztę oraz drogi i kolej – elementy dobrze prosperującego społeczeństwa, artefakty i instytucje znamionujące ład i harmonię. Ale stają się one podejrzanymi znakami trwałości i szczęścia. Niewątpliwie są nimi jako dominanty społecznej komunii wzajemnych zależności przysparzającej pożytku dobru społecznemu, jednak obraz ten stoi w sprzeczności ze zmarnowanymi ideałami, potrzebami i podnietami twórczymi bohaterki, którą odwiedza dawny towarzysz codzienności.

Czy można sensownie i bez nadinterpretacji, a także nie wbrew intencjom pisarki pytać o to, czy Orzeszkowa w Cnotliwych przedstawiła Grodno lub Wilno? Bo to te dwa miasta niewątpliwie wchodziłyby w grę. A nawet jeśli dałoby się dokonać tu jednoznacznego przyporządkowania, to czy zmieniłoby to w jakiś szczególny sposób sensy powieściowe? Wydaje się, że obie miejscowości trochę dały się we znaki młodej pisarce, więc może z każdą z nich próbowała się po swojemu rozliczyć (z blichtrem i obłudą środowisk i pojedynczych osób w nich żyjących – pseudoelit, pseudoprzyjaciół, przedstawicieli Kościoła, kiedy w latach 1867–1869, a więc mniej więcej w czasie pisania powieści, starała się unieważnić swoje małżeństwo z Piotrem Orzeszką). I choć w nich pomieszkiwała (Wilno) bądź mieszkała (Grodno) krócej lub dłużej, z wyboru czy pod przymusem i kuratelą, to trudno przesądzić, które miasto służyło za pierwowzór ukrytych sensów powieści[10]. Niemniej realia Cnotliwych bardzo trudno zlokalizować w świecie pozaliterackim, a tym samym jednoznacznie przyporządkować z prawdopodobieństwem czasowym, przestrzennym, historycznym, kulturowym[11]. Orzeszkowa od początku konsekwentnie – pisząc o różnorodnych dominantach i wyróżnikach miejskości – chce wprowadzać czytelnika w błąd.

Czas. Akcja rozpoczyna się w maju (i co ciekawe, również w maju się kończy, podczas epizodu po sześciu latach) – chociaż pojawia się w powieści anachronizm czy lapsus, kiedy w jednym zdaniu mówi się o majowym wieczorze, ciepłej letniej nocy i ogniu w kominku: „Sam nawet ogień na kominku, z wolna i blado płonąc, zdawał się wstydzić świetności majowego wieczoru, który miliony gwiazd zaczynał rozrzucać po szafirowym niebie i ogarniał miasto ciepłym tchnieniem zstępującej letniej nocy” (C, rozdz. II). Maj to przeciwieństwo chtoniczności (na półkuli północnej jest miesiącem wiosennym) i początek dziania się mitu eleuzyjskiego, a więc moment budzenia się świata w pełni do życia (Orzeszkowa często będzie rozpoczynać akcję swych powieści w miesiącach ciepłych). W tradycji słowiańskiej (polskiej) majenie współgra z tradycją religijności kapliczkowo-maryjnej i kultem związanym z opieką Matki Boskiej (stąd odmawianie litanii loretańskiej i pojawiające się w Cnotliwych nabożeństwa majowe oraz bractwa różańcowe i szkaplerzne)[12].

Czas akcji można względnie określić dzięki jednej jawnej danej: wiekowi Joanny Starowolskiej, która ma ponad 60 lat i jest przykładem szlachcianki zdeklasowanej, skoro ezopowo mówi się o jej zubożeniu wskutek dawnych „nieszczęść ogólnych” (s. – nie mogę odnaleźć tego miejsca ). Można by w myśl wniosków Piotra Chmielowskiego jako autora Liberalizmu i obskurantyzmu na Litwie i Rusi (1898), a także mając na uwadze to, co sama Orzeszkowa pisała w listach Znad Niemna, zapytać, czy autorka Cnotliwymi chciała przedstawić lata sześćdziesiąte XIX wieku na terenach litewsko-polskich jako czas prosperity czy obskurantyzmu i nędzy. Po której stronie się opowiadała? Wydaje się, że bałamuctwo, lenistwo, brak perspektyw i grzechy przeciwko podstawowym cnotom umiaru, porządku, harmonii i zgody stojące po stronie „cnotliwych” zostaną zwyciężone możliwością samorozwoju, współpracy, kooperatywy różnorodnych trybów w organizmie społecznym. Taki organicznikowski porządek pisarka rysuje w finale, ale za cenę szczęścia osobistego i niespełnienia, przekreślenia dawnych marzeń Wandy, a przede wszystkim Augusta.[13]

Strona: 12345

Przypisy

  1. Brzozowski, Współczesna powieść i krytyka literacka, oprac. i wstęp J.Z. Jakubowski, Warszawa 1971, s. 95.
  2. Bachórz, „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, czyli o „kazuistyce sumienia”, „Polonistyka” 1983, z. 10. Z kolei jeśli wziąć pod uwagę tę formułę oraz klucz biograficzny, można uznać, że Cnotliwi to powieść o tym, co to znaczy śmierć cywilna (doświadczenie tak ważne w refleksji autobiograficznej autora Samego wśród ludzi). Składają się na nią wadliwy system społeczny, źle funkcjonujący organizm i opinia publiczna. Dające do myślenia tropy biograficzne – miłość czysta Augusta i Wandy – zostają ośmieszone przez miasteczko, a bohaterowie przestają być przyjmowani przez obłudną socjetę. Istotny może być kontekst unieważnienia małżeństwa Orzeszkowej z Piotrem i sprzedaż w 1871 r. Milkowszczyzny. W 1867 r. Orzeszkowa zakochana była w Święcickim, ale szczęście nie trwało długo – zerwali ze sobą już latem 1869 r. Możliwe, że młoda pisarka bała się anatem ze strony ludzi z miasteczka.
  3. Żmigrodzka, Orzeszkowa. Młodość pozytywizmu, Warszawa 1965, s. 240.
  4. Tamże, s. 296.
  5. Orzeszkowa, Nad Niemnem, t. 2, Warszawa 1984, s. 136.
  6. Zasada wprowadzania czytelnika w świat literackości wygląda tak, że Orzeszkowa postępuje jak narrator Komedii ludzkiej Balzaca – najpierw pokazuje miejsce, bo ono charakteryzuje bohatera, a potem fizjonomię i charakter postaci (jak w Ojcu Goriot, gdzie opisywany jest pensjonat pani Vauquer, później salon, a na końcu ludzie, i dopiero z wiedzy o przestrzeni wyciągane są wnioski na temat tego, kogo czytelnik może zobaczyć). Początkowo zostaje zarysowana (czemu służą litoty i zeugmy) topografia, a potem ogólnie mówi się o ludności, jej wyglądzie, zachowaniu. Najpierw wspomina się również ruch ludzi, a dopiero później pojedynczo pojawiają się postaci i wykadrowane zostają sytuacje wprowadzające bohaterów. Zob. E. Orzeszkowa, Nad Niemnem, t. 1, Warszawa 1984, s. 73.
  7. Zdarzać się to będzie często. Ostatnia miłość przynosi D***, Pan Graba – miasto M., Pamiętnik Wacławy – miasto W., Wesoła teoria i smutna praktyka – X., Maria – Ongród (ale tu pojawia się również wspomniana Warszawa), W klatce – miasteczko N. (oraz majątek Jodłowa i Warszawa). Wczesna jeszcze powieść Rodzina Brochwiczów jednoznacznie mówi o Wólce i Wilnie.
  8. Znawczyni poetyki powieści tendencyjnej Orzeszkowej nazywa go praesens perpetuum – A. Martuszewska, Pozycja narratora w powieściach tendencyjnych Elizy Orzeszkowej, Gdańsk–Wrocław 1970, s. 104.
  9. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, red. F. Sulimierski, W. Walewski, t. 2, Warszawa 1881, hasło: Grodno, s. 831–835; t. 13, Warszawa 1893, hasło: Wilno, s. 492–532.
  10. Za obiema miejscowościami przemawia sporo faktów – specyfika geologiczna, ukształtowanie terenu, podział urbanistyczny, wpółistnienie kulturowe, etniczne i religijne Polaków i Żydów (nie mówi się tu w ogóle o Litwinach i Litwie). Ale są różnice dotyczące mieszkańców (ani Wilno, ani Grodno nie liczyło wówczas 30 000 mieszkańców) i świątyń katolickich (w powieści kilka, a w tych miastach było ich wówczas po kilkanaście). Wzgórza i biały kościół nie wykluczają żadnego z tych miast, bo w obu była możliwa taka sceneria. Pojawiający się w finale powieści pociąg kolei żelaznej, który staje zaraz za miastem, sugeruje Grodno. Podobnie inne fakty podawane przez Orzeszkową w listach do Józefa Sikorskiego: wedle jej orientacji w Grodnie żyje do 30 000 osób, ulice są czarne od błota i wody ściekającej z dachów, rękawiczki w tym mieście robią jedynie Żydówki, nie ma w nim bowiem (jak w całej Litwie) rękawiczkarni – E. Jankowski, Eliza Orzeszkowa, Warszawa 1973, s. 123–127.
  11. Cnotliwi nie dają takiej możliwości (jedna wzmianka na temat ulicy Wiejskiej nie wystarcza). W tym sensie intrygują i przyczyniają się do stawiania pytań o to, gdzie Orzeszkowa chciała ulokować akcję powieści. Nie była to Milkowszczyzna, nie były Druskieniki (jak miejscowość zdrojowa w Ostatniej miłości). Nie była nim zapewne również Warszawa (która pojawia się w wielu utworach, jak np. Pan Graba, Z życia realisty, Na prowincji, Marta, Pompalińscy, Australczyk, Zagadka, Dwa bieguny). Nie było to miasto galicyjskie (jak Kraków czy Lwów), choć można by również po usytuowaniu topograficznym, rysie geologicznym (na które zwraca uwagę Edward Gaczycki), typie zabudowy, a przede wszystkim warunkach obyczajowych, liczbie mieszkańców i stratyfikacji etniczno-religijno-narodowej wysuwać takie hipotezy. Nie da się jednoznacznie stwierdzić, że fabularnym miastem X. jest Grodno czy Wilno. Istotne jest w tej kwestii nie tylko konsekwentne stanowisko Orzeszkowej, lecz także współczesna refleksja badawcza. Tadeusz Bujnicki w syntetycznym studium poświęconym Wilnu w powieściach Orzeszkowej ani razu nie przywołuje Cnotliwych (tenże, Wilno Orzeszkowej. Wczesne powieści, [w:] Poznawanie Orzeszkowej. W stulecie śmierci (1910–2010), red. I. Sikora, A. Narolska, Częstochowa – Zielona Góra 2010, s. 125–138). Ewa Paczoska w kontekście późniejszych nieco nowel z tomu Z różnych sfer dowodzi przekonująco, że ich akcja toczy się „w prowincjonalnym mieście, które nosi cechy Grodna i Wilna jednocześnie” (taż, Odkrywanie prowincji – w kręgu doświadczeń literatury postyczniowej, [w:] Doświadczenie prowincji w literaturze polskiej w II połowie XIX i XX wieku, red. E. Paczoska, R. Chodźko, Białystok 1993, s. 7).

    Jeśli topografia X. przypomina Wilno, to już liczba ludności tego miasta (w tym połowa wyznania mojżeszowego) nie zgadza się z ówczesnymi przewodnikami, danymi statystycznymi czy ustaleniami historycznymi. A i sama Orzeszkowa w listach do Sikorskiego podaje inne dane. W liście z 27 listopada (9) [grudnia 1867] pisze o Wilnie: „W mieście mającym 70 000 mieszkańców ulice są tak wąskie, że dwa powozy z największą trudnością rozminąć się mogą; za to gmachy wysokie, 4-ro i 5-cio piętrowe, co sprawia, że całe miasto wygląda jak jedna góra z cegły, porośnięta wąskimi wąwozami, w których roją się ludziska” (Lz 1, s. 20; Kalendarium 1, s. 151).

  12. Nabożeństwa majowe organizują niektórym bohaterom harmonogram dnia. Choć – co ciekawe – maj to miesiąc, którego nazwa wywodzi się z tradycji łacińskiej (rzymskiej), a nie słowiańskiej. Maj to pora lęgów i lotów chrabąszczy, a w planie fabularnym powieści ten miesiąc łączy się z wrzawą plotek i sykiem języków. W maju dzień robi się coraz dłuższy, na północy zaczyna się zjawisko białych nocy. W naturze dzieje się coś nie tylko wyjątkowego, związanego z rodzeniem się życia, lecz także niepokojącego, a w tym czasie zachowanie bohaterów staje się destrukcyjne (nie bez powodu wczesną wiosną wzmagają się stany lękowe, melancholijne, depresyjne).
  13. Gdyby spojrzeć na wiek postaci i akcję powieści, można by zaryzykować również pewne hipotezy. Jeśli założymy, że akcja toczy się w momencie powstawania powieści, czyli w okolicy lat 1869–1871, to najstarsza, bo sześćdziesięcioletnia, wdowa Joanna Starowolska urodziłaby się około 1809 – roku urodzin Słowackiego, w przededniu kampanii napoleońskiej 1812 r. Byłaby więc równolatką poety romantycznego, nieco młodszą od jednego z przedstawicieli szkoły ukraińskiej, Józefa Bohdana Zaleskiego, czy od Seweryna Goszczyńskiego. Trzydziestoletni August Przybycki urodziłby się w okolicy lat 1839–1841, w czasie rozkwitu romantyzmu krajowego i emigracyjnego, a jego o dziesięć lat starsza żona, Anastazja – w momencie pojawienia się na scenie literackiej najważniejszych dzieł wieszczów krajowych, przy tym blisko powstania listopadowego.