Ukryte ślady dystansu, ironii i rozpadu
Motta jawne i ukryte
„Czytaj i pozwól, niech czytają twoi, […] Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” – te słowa z VI pieśni Monachomachii Ignacego Krasickiego mogłyby być mottem jednej z wczesnych powieści Elizy Orzeszkowej – Cnotliwych – piątej w jej dorobku pisarskim (nie licząc zgodnie z wytycznymi genologicznymi nieukończonej sielanki prozatorskiej Beata oraz obrazka Z życia realisty). Ale motto do tej powieści początkująca pisarka czerpie z fragmentu Świętoszka Moliera, klasycznego dramatu znanego kulturze europejskiej i dobrze zadomowionego w XVIII i XIX wieku, dzieła demaskującego fałszywą pobożność i cnotliwość na pokaz, ujawniającego faryzejskość postępowania ludzi wobec innych oraz świadome oszukiwanie siebie. Projektuje ono najważniejszą oś fabuły i wątek tematyczny.
Ignacy Krasicki przywołany tu został nie bez przyczyny. Co prawda w powieści nie pojawia się z imienia i nazwiska, ale jako autor bajki Czapla, ryby i rak, do której nawiązuje tekst deklamowany przez jedną z bohaterek. Krasicki staje się potrzebną figurą autorytetu.
To rodzaj intertekstualnego dialogu i zwornik między dobrze rozumianą tradycją a teraźniejszością, domagającą się odpowiedniego komentarza moralnego, etycznego i religijnego do zaistniałych wydarzeń i zachowań ludzi. Młodej pisarce nie chodzi tu jedynie o odesłanie do tego konkretnego intertekstu, ale o sposoby diagnozowania świata przez maskę ironii. Orzeszkowej szło bowiem nie tyle o to, żeby podobnie jak mistrz oświeceniowej mowy ezopowej w poezji ocenić normy postępowania oraz świat ludzkich wartości i antywartości, ile o wskazanie na tradycję tego nazywania – maskę i język, czyli poziom diegetyczności wypowiedzi. Włączenie do powieści nawiązania do jednej z bajek (z dodanymi wariantami wersów) pozwalało stworzyć nić porozumienia między młodą pozytywistką – z kształtującym się dzięki lekturze ówczesnych myślicieli światopoglądem racjonalności i dystansu wobec wszechświata i praw nim rządzących oraz powinności człowieka wobec świata w jego mikro- i makroskali – a Krasickim. Książę poetów bezwzględnie obnażał niemoralne i nieetyczne postępowania. Robił to za pomocą języka, który był zrozumiały na co najmniej dwóch płaszczyznach: dosłowności (poziom sytuacji i scenek rodzajowych, mających bardzo często maskę zwierzęcego świata, diagnozujących prawa ówczesnej walki o byt) oraz metaforyczności (rozumianej dzięki uwewnętrznieniu abstrakcyjnych pojęć określających sposoby zachowania i oceny). Pamiętać trzeba, że Krasicki był również hierarchą Kościoła. W kontekście zawartej w Cnotliwych krytyki różnorodnych praktyk dewocyjnych oraz form wziętych z katolickiego partykularza, a także tych charakterystycznych dla tradycji judaistycznej (skoro już na początku powieści o Żydach mówi się ironicznie i chyba jest to jedyny tak mocny w twórczości Orzeszkowej zapis) nie dziwi przywołany autorytet Krasickiego – pisarza nonkonformisty, piętnującego uzewnętrznianie uczuć religijnych. Orzeszkowa, tak jak Krasicki, nie znosiła dewocji.
Orzeszkowa od początku pracy twórczej konsekwentnie próbuje moralizować i diagnozować obłudę, kołtuństwo i bigoterię środowisk salonowych małomiasteczkowej socjety. Szuka chwytów retorycznej i parabolicznej reprezentacji z odwołaniami do wplatanej opowieści z kręgu kultury japońsko-chińskiej. Działa tak, żeby w konwencji ezopowego ukrywania rzeczywistych działań pokazywać, jaka jest prawdziwa moralność ludzi żyjących na pokaz, maskujących się zachowaniami przybranymi na użytek cudzych oczu. Wszystko to ma na celu wskazywanie podobieństw realnych postaci małomiasteczkowej wspólnoty do figur przywołanej paraboli (uniwersalizującej naganne cechy zachowania), podobieństw stylu życia, sposobu prezentowania się na scenie miejskiego teatru, wyglądu i języka bohaterów, także ich wyborów, a przede wszystkim mechanizmów, jakie rządzą ich zachowaniem. Dlatego Krasicki jako mistrz podwójnego kodowania sensów, bajkopisarz i satyryk piętnujący niemoralność i fałsz, obnażający tragizm ludzkich postaw staje się w tej powieści ukrytą figurą dialogu. Jest bowiem depozytariuszem diagnozy kulturowej, prawodawcą drwiny i ironii w sposobie nazywania (a nie tylko prezentowania) ludzkich postaw oraz mistrzem kamuflażu artystycznego. Tyle że Orzeszkowa – chyba nieświadomie chcąca być młodszą siostrą Krasickiego – artystycznie Cnotliwymi nie dorasta do autora Bajek nowych. Idea powieści wydaje się trafna, wykonanie wypada zaś dużo słabiej. Ale przemyślana i spójna strategia, żeby od początku ukrywać ślady ironii, dystansu i rozpadu konstruowanego świata, jest zdumiewająca i świadczy o inteligencji pisarki terminującej w warsztacie epickości z tezą.
Orzeszkowa stara się pokazywać rzeczywistość w jej pęknięciach, zawoalowaniach, niedopowiedzeniach, dramatyczności i trudności wyborów, jakich muszą dokonywać bohaterowie, i niewątpliwie bliska jest duchowi ironii patronującemu mistrzowi Krasickiemu, ale też jego wielkim następcom – poetom doby niemieckiego (głównie jenajskiego) i polskiego romantyzmu – których czytała i ceniła. W tym sensie powieść obmyślana i pisana (z wielką „starannością” – jak donosi w trakcie powstawania dzieła swojemu wydawcy Józefowi Sikorskiemu) w 1869 roku, a więc ostatnim roku trudnej do zdiagnozowania dekady, dynamicznie się rozwijającej i testującej rozliczne zjawiska artystyczno-literacko-kulturowo-społeczne i historyczne, niejednorodnej i przez to niełatwej do syntetycznej oceny, staje się równocześnie dialogiem z klasycyzmem (także sensu largo, stąd Molier), z romantyzmem w jego różnych odmianach, a też i rozrachunkiem z biedermeierem (doświadczenie salonowości i obrazy pozornie spokojnej rodzinności w finale powieści).
Cnotliwi są jednak przedsięwzięciem artystycznym mało udanym zarówno pod względem kompozycyjno-problemowym, jak i językowo-charakterologicznym. Stanowią literackie zmaganie z ukazaniem niezgody na świat i dystansu wobec jego antywartości, co najlepiej określa tę powieść. Ani sama pisarka (przez konsekwentny brak zgody na przedruki tej powieści), ani (bardzo nieliczna) krytyka literacka wczesnych lat siedemdziesiątych XIX wieku, ani rozprawki czy późniejsze studia syntetyczne, ani dwudziestowieczne literaturoznawstwo nie widziały w Cnotliwych potencjału, nie poświęcały im uwagi bądź zbywały jednozdaniowymi ocenami.
Przywołanie przeze mnie instruktażowej formuły Krasickiego, z wyraźnym apelatywem i orzekającą funkcją o charakterze upominającym, wpisaną w zwrot do czytelników, łączy się z dewizą pisarki z jej refleksji dotyczącej kształtu, powinności i celu pisania powieści, którą – wedle sugestii adeptki pisarstwa i krytyczki oceniającej tendencje rozwojowe powieści polskiej oraz europejskiej w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku – łatwo nabyć, przeczytać i zrozumieć. Deklaracja ta jako projekt propedeutyki czytelniczej niewątpliwie pasuje do Cnotliwych – utworu nieskomplikowanego fabularnie, prostego w odbiorze, żeby nie rzec rozczarowującego swoją drobiazgową wykładnią tłumaczenia sensów ukrytych i przyporządkowaniem figur do postaci, postaci do zachowań, zachowań do wzorców czy typów charakteryzujących sposoby rozumienia człowieczeństwa i typologiczności ludzkich postaw. Ale to jedynie powierzchnia fabularnego poziomu mimetyczności. Strategie odautorskie pokazują zupełnie inne oblicze.

