GĘSIA/OKOPOWA (cmentarz żydowski)

Rachela Auerbach

ONI, II B

„Kto wyśpiewa El mole rachmim tym kupom grzebanym dzień po dniu na Gęsiej w Warszawie anno domini 1941?” (s. 89)

Karol Rotgeber

ONI, III A

„Okoliczni mieszkańcy Gęsiej i Okopowej, gdzie mieścił się cmentarz żydowski, słyszeli po nocach strzały karabinowe i turkot karabinów maszynowych. Bo wróg na cmentarzu żydowskim wykańczał owych ludzi. Brać pogrzebowa miała za zadanie do rana nie zostawiać po nich śladu. Nie chcieli Niemcy zanadto obarczać parowozy ciężarem tych ludzi i wykańczali ich na miejscu.” (s. 107)

Stanisław Gombiński

ONI, III A (sierpień 1942)

„Podstawowym dostawcą żywności jest placówkarz, przynoszący je ze swej placówki, cmentarnik, przywożący w karawanie szmugiel z cmentarza. Cmentarz Żydowski, przez bezpośrednie sąsiedztwo z cmentarzem na Powązkach, staje się centralą zakupu i sprzedaży. Trzeci importer – to porządkowy; żandarm na wylocie w przystępie dobrego humoru pozwala mu wybiec kilkadziesiąt metrów za wylot i tam zrobić zakupy. Głównym i jedynym szmuglerem en gros, hurtownikiem – są shopy.” (s. 107-108)

Ludwik Hirszfeld

JA, II B/II C

„Zwiedziłem i cmentarz. Z początku był on w dzielnicy, później okazał się za ciasny i część jego znalazła się poza murami. Niesamowity był to widok. Między pomnikami gonitwa uzbrojonych żołnierzy za szmuglującymi przekupkami. Czasem taka przekupka aryjka nakładała opaskę i przyłączała się do konduktu pogrzebowego, by w czasie ceremonii pogrzebowych szybko wsunąć wspólnikowi żydowskiemu kawałek słoniny. (…) Później na cmentarz, będący już po stronie aryjskiej, chodzono za przepustkami. W końcu przestało się chodzić na pogrzeby nawet bliskich. Zbyt łatwe było przejście od strony żywego do stanu nieboszczyka.” (s. 374)

Henryk Bryskier

ONI, II

„Wzrastająca śmiertelność spowodowała powstanie wielu zakładów pogrzebowych. Przed wojną dużą wrzawę uczyniło powstanie konkurencyjnego zakładu pogrzebowego przy jedynym wówczas istniejącym. Obecnie jako signum temporis, powstawały zakłady, jak grzyby po deszczu, a czarne czapki z białymi wypustkami dawały chwilową ochronę łapaczom nieboszczyków przez łapaczami żywych. Karawany samochodowe zmienione na karawany ciągnione przez wychudłe o widocznych przez skórę żebrach szkapy, zostały z kolei skonkurowane przez karawany – ryksze, pedałowane przez dwóch ryksiarzy. Mnóstwo różnych, tego rodzaju czarnych, smutek siejących wehikułów, stanowiły nie tylko zwiastuny śmierci, dla wtajemniczonych były one również zwiastunami życia. Zakrawa to na paradoks, a jednak tak było w istocie. Cmentarz żydowski przy ul. Okopowej, znajdujący się przed gettem nie został przeniesiony.” (s. 55-56)

Abraham Lewin

ONI, II D (02.07.1942)

„Ciężko oddychać i wytrzymać w tej ciężkiej atmosferze. Wygląda na to, że Niemcy przystąpili do akcji wyniszczania warszawskiego getta. Zaczęli przeprowadzać masowe mordy. <Wszyscy> opowiadają dzisiaj, że Niemcy rozstrzelali wczoraj 110 Żydów: 100 aresztantów z żydowskiego więzienia i 10 policjantów, którzy zostali aresztowani w ubiegłym tygodniu. Według innego źródła, liczba zabitych ma wynosić 120 osób, a policjantów 10. spośród nich sześciu miało być tymi, których zażądali Niemcy, a czterech aresztowano przypadkowo, ponieważ ci, których zażądano nie stawili się. Dalej opowiadano, że zabitych zawieziono na cmentarz przy Gęsiej i tam pochowano w przygotowanym grobie.” (s. 144)

Perec Opoczyński

ONI, IV A (24.09.1942)

„W szopie stolarskim Ostdeutsche Bautischlerei [Werke, skrót OBW – ul. Gęsia 30] miano rejestrować żony robotników, które do tej pory nie posiadały dokumentów koniecznych do rejestracji. Wszyscy cieszyli się wraz z kobietami – wreszcie sytuacja firmy się stablizuje. Jednak kiedy poszły się zarejestrować, komisarz szopu zebrał je i odprowadził na Umschlagplatz. Ten zdradziecki postępek zrobił na wszystkich okropne wrażenie. Rozczarowanie jest ogromne.

Razem z kobietami zabrano też kilku mężczyzn. Prócz tego komisarz złapał grupę kobiet spośród pracujących na cmentarzu dla innych firm (roboty Toporolu). Zebrano je na podwórzu fabryki OBW [ul. Gęsia 30], a stamtąd odprowadzono na Umschlag. Jest to przerażający precedens: jutro mogą to zrobić z naszymi kobietami inne szopy. Komisarz z jednego szopu może być chaperem w innym. Już nie Niemcy to robią, tylko policja z szopów, szopowi werkschutze pod dyskretnym dowództwem zarządu szopu. Dokąd to doprowadzi? Nigdy nie będzie końca wypędzeniom? Czy rzeczywiście wszystkich zgładzą?” (Pisma, s. 300)

ONI, IV A (3.10.1942)

„Dziś Niemcy zaczęli strzelać na cmentarzu, by wystraszyć chodzących tam kupować produkty żywnościowe. Zazwyczaj są to idący do pracy do „Toporolu” oraz bezdomne dzieci, których rodzice zostali poprowadzeni na rzeź. Przekradają się na cmentarz, handlują tam, szmuglują, dobrze wyglądają i jedzą, jedzą. Część z nich nawet śpi na cmentarzu, moszcząc sobie leża w pustych karawanach…” (Pisma, s. 303)

ONI, IV A (22.10.1942)

„Dziś SS znienacka urządziło blokadę cmentarza i zabrało około dwudziestu kobiet, w większości żony stolarzy z szopu przy Gęsiej 30, które chodziły do pracy w „Toporolu” i przy tej okazji sprzedawały rzeczy gojom przekradającym się przez mur cmentarny. Prócz nich zabrano też kilku mężczyzn, kilkoro dzieci (handlarzy, którzy żyją na cmentarzu) i około czterdzieściorga gojów, których, jak się powiada, posłano do obozu pracy w Treblince (do kopania grobów dla zabitych Żydów). Ta niespodziewana blokada znów przejęła wszystkich grozą. […] W szopie stolarskim OBW bez zmian. Żadnego zapewnienia na papierze, że istnienie szopu zostanie przedłużone, kierownikom nie udało się go zdobyć. Innym kierownikom szopów też się nie udało. Jedyne, co wiadomo, to to, że dyrektor Brandt otrzymał od SS ustne zapewnienie, że szop będzie istniał dalej.” (Pisma, s. 310)

ONI/JA, IV A (25.10.1942)

„Kobiety schwytane na cmentarzu nadal siedzą na Umschlagplatzu, a stolarzom nie udało się ich uwolnić. Żydowscy policjanci żądają sześć tysięcy od łebka, a do tego trzeba im dostarczyć na miejsce uwolnionego kogoś innego. Kiedy stoi się w kręgu poszkodowanych stolarzy i przysłuchuje się, z jaką swobodą mówią o możliwości złapania innych kobiet i dostarczenia ich, by uwolnić własne żony, okropnie smutno robi się na sercu, że prości ludzie mogą zniżyć się do takiego poziomu podłości i zdziczenia.” (Pisma, s. 311)

ONI, IV A (3.11.1942)

„Wczoraj po południu Brandt zatrzymał koło cmentarza wóz z towarem wartym dziesiątki tysięcy złotych, które miały być ponoć przeszmuglowany przez gojów na teren getta. Gojów i towar zabrano.” (Pisma, s. 314)

ONI, IV A (12.11.1942)

„Od dzisiaj przy nowym murze getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa stoi straż, patrole są też ciągle przy bramie cmentarza. Ta nowa, podwójna straż, jak się wydaje, nie wróży nic dobrego.” (Pisma, s. 318)

ONI, IV A (17.11.1942)

„Dziś na cmentarz przyszedł duży oddział żandarmerii i zabrał zarówno robotnikom „Toporolu”, jak i gojom, którzy tam kupowali, towar, odzież i prowiant o wartości stu tysięcy złotych. Prócz tego wzięli też gotówkę. Dwóch gojów poprowadzili na pobliski plac „Skry” [Okopowa 43/47] i tam ich rozstrzelali. Rozstrzelali też chrześcijańską szesnastoletnią dziewczynę, która przed rewizją zakopała kilka tysięcy złotych. Pieniądze te wykopała potem jej żydowska przyjaciółka. […] Na Gęsiej, między Lubeckiego a Smoczą, raniono dziś ciężko Żyda strzałem z broni. Żandarm miał do niego strzelić, gdyż Żyd szedł sam, a nie w grupie. Pogotowie zabrało go późnym wieczorem.” (Pisma, s. 321)

ONI, IV A (18.12.1942)

„Dziś rano rozstrzelano czterech bezdomnych chłopców, którzy żyli z handlu na cmentarzu przy Gęsiej. Handel ów, jak wiadomo, został ostatnio zlikwidowany. Zabroniono „Toporolowi” posyłać tam ludzi do pracy przy grobach, ale dzieci wykradały się na różne sposoby i sprzedawały gojom rzeczy. Wczoraj Niemcy złapali czworo z nich, kiedy wynosiły rzeczy ze zburzonych żydowskich izb, znajdujących się teraz poza gettem. Aresztowano je i dziś rano rozstrzelano.” (Pisma, s. 334)

Henryk Makower

JA, II/III

„Wolność. Ulica Wolność, a raczej jej połowa przedzielona murem, prowadzi na cmentarz żydowski. Jedyna wolność, jaką jeszcze mają Żydzi w getcie, to wolność śmierci. Zresztą dla Niemców nawet sama nazwa tej ulicy jest zbyt rewolucyjna, zmienili ja więc na Zegarmistrzowską – Uhrmacherstrasse. Spokojnie tu było i cichutko, trochę zieleni i powiew z <aryjskiej strony>. Zupełnie jak na spacer chodziłem Wolnością do braterstwa na Nowolipie.” (s. 172)

Marek Edelman

JA/ONI, II A 

„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łózkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)

ONI/JA, IV A

„W końcu grudnia 1942 r. otrzymujemy pierwszy transport broni od Dowództwa Armii Krajowej. Jest on bardzo mały. Zawiera zaledwie 10 pistoletów, ale pozwala nam wreszcie przygotować się do pierwszego większego wystąpienia. Planujemy je na 22 stycznia – ma to być akcja odwetowa na policji żydowskiej.

Ale już 18 stycznia 1943 r. getto zostaje zamknięte i zaczyna się druga akcja likwidacyjna. Tym razem nie udaje się jednak Niemcom bezkarnie przeprowadzić swoich planów. Cztery zabarykadowane grupy bojowe stawiają pierwszy zbrojny opór w getcie.” (s. 46)

[Broń pochodziła z magazynów III Obwodu AK Wola, który złożony był z IV rejonów; IV REJON „POWĄZKI” włączono w 1942 r do OBWODU AK ŻOLIBORZ – hipotetycznie, ten pierwszy transport broni mógł zatem być szmuglowany tradycyjnie, przez cmentarz.]

Adam Czerniaków

ONI, I

„Na cmentarzu żyd[owskim] 130 trupów od bomb zapalających wd. 13-go.” [14.IX.1939] (s. 35)

„Na cmentarzu chowają zmarłych na tyfus i czerwonkę.” [2.XI.1939] (s. 44)

„Wczoraj na pogrzebie 3 robotników naszych zabitych przy wyładowaniu amunicji (granat wybuchł) było kilku wojskowych niemieckich. Zarzut, że Gmina pochowała ich przy płocie.” [21.XII.1939] (s. 56)

JA/ONI, I

„9 rano pogrzeb Wawrzeckiego. Mróz straszny 15°.” [30.XII.1939] (s. 57)

„Rano Gmina. Potem cmentarz na Okopowej. Ochrona Samopomocy Społecznej żąda muru = 64000 zł przez niemieckie władze. Na cmentarzu ani jednego drzewa, wyrwane z korzeniami. Pomniki potrzaskane. Parkan razem ze słupami dębowymi rozkradziony. Obok na Powązkach drzewa nie ruszone.” [28 IV 1940] (s. 86)

„Zwiedziłem cmentarz na Okopowej i na Pradze.” [30 VI 1940] (s. 101)

ONI, I

„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono… cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)

JA, II B

„Rano Gmina. O 3 pp. pogrzeb Berensona. Podobno, jak powiadają, nazywał mnie w „ostatnich” czasach „świętym”.” (s. 172)

„Rano Gmina. O 3-ej pogrzeb Kaminera. Przemawiałem, Potem na oratorium do synagogi.” (s. 222)

„Rano Gmina. O 12-ej pogrzeb Feigenbaumowej. Niunia przemawiała.” (s. 226)

„O 1.30 pogrzeb działaczki oświatowej, Oderfeldowej. Przemawiałem. Tyfus zmalał, ale jest bardzo jadowity. Oderfeldowa zmarła na tyfus, nasz urzędnik Bryl, jeden z licznych zresztą, też wczoraj zmarł na tyfus.” (s. 230)

ONI, II B

„W Siedlcach grzebanie zmarłych powierzono aryjskiej firmie. W W[arsza]wie trudno dostać się na cmentarz.” (s. 231)

JA, II B

„Rano Gmina. O 11-ej u komisarza. Określił terminy przeprowadzek na 15 i 21-go. Zwróciłem jemu i Rodeckowi uwagę na bilans płatniczy ghetta: 1 800 000 zł legalnego przywozu, 30 – 40 razy tyle szmugiel. Czym te 80 mln zł miesięcznie pokrywa ghetto? Był zdumiony tymi liczbami. A mury szmugiel mają zahamować. Umarł radca Berman.” (s. 232)

„O 12-ej pogrzeb obwodowego adw. Maksymiliana Schoenbacha. Przemawiałem. Napisałem przemówienie pośmiertne.” (s. 255)

ONI, II D

„Po obiedzie o godzinie 4-ej pp. odbył się pogrzeb Czerwińskiego. Pogrzeb sfilmowano. Cmentarz zwiedził gubernator prowincjonalny, któremu First udzielał wyjaśnień.” (s. 279)

JA, II D

„O 12-ej na cmentarzu przemawiałem na pogrzebie Króla. Oprócz mnie przemawiał prof. Bałaban i p. Fliederbaum w imieniu urzędników.” (s. 290)

ONI, II D

„Cmentarz otrzymał dziś dyspozycję z komendy Schutzpolizei, aby wstrzymać pracę przy dużym grobie. Natomiast należy skierować ludzi z łopatami na 1-szą jutro do Schutzpolizei.” (s. 294)

Emanuel Ringelblum

ONI, I

„Śmiertelność wśród Żydów w Warszawie jest straszna. Umiera dziennie 50-70 ludzi. Przed wojną umierało dziennie około 10 osób. Opłata wyznaczona [za grób] wynosi 500 zł w Warszawie i 100 zł na Pradze.” (t. 29: s. 42)

„Cmentarz żydowski sprawia przygnębiające wrażenie. Wszystkie drzewa, a były tu piękne topole, kasztany i inne, zostały wycięte. Zrabowano wszystkie ławki, jak również część płyt marmurowych. Teraz widać cały cmentarz jak na dłoni, ale przypomina on łysinę na głowie. Odnosi się wrażenie, jak gdyby był nagi i biedny.” (t. 29: s. 88)

„Śmiertelność wśród Żydów jest obecnie trzy razy większa niż przed wojną w analogicznych miesiącach ubiegłego roku. Ustalono minimalną opłatę za pochówek, 500 zł, na Pradze podobno 100 zł, dla ubogich bezpłatnie.” (t. 29: s. 88)

„Kilka dni temu (w przeddzień Rosz ha-Szana) łapano do robót ludzi z cmentarza żydowskiego.” (t. 29: s. 139)

ONI, II A

„Szmugiel odbywa się nadal, zwłaszcza na cmentarzu żydowskim. Dzieci także przebiegają przez granicę i zakupują produkty po tamtej stronie. Widziano, jak w biały dzień zajechał na ulice wóz z cukrem, oczywiście za łapówkę. Na cmentarz żydowski przemycono również krowę. Wiele się mówi o transferze między tamtą stroną a gettem.” (t. 29: s. 174)

„Szmugiel odbywa się dziś nadal (29 listopada [1940]), w szczególności na cmentarzu żydowskim, gdzie pozwolono żydowskim kobietom przejść na drugą stronę i zakupić tam po trzy chleby. Przeprowadzono nawet krowy przez mur. Przywozi się także towary całymi wózkami. Drożyzna się wzmaga. Cukier kosztuje 13-14 zł, chleb nieco potaniał, 4 zł za kilo, bo przemyca się bez miary.” (t. 29: s. 176)

JA, II

„Skromna Roza [Symchowicz] krępowała się wielkiego pogrzebu, jakiśmy jej urządzili, i uciekła przed nami. A stało się to tak: zebraliśmy się w „małym getcie” przed jej domem i szliśmy razem z karawanem. „Małe getto” miało dwa rodzaje połączenia z „dużym gettem”. Ciąg pieszy odbywał się przez drewniany most nad ul. Chłodną [błąd Ringelbluma, Symchowicz zmarła w 1941 r., wtedy kładki jeszcze nie było], która była aryjską ulicą i oddzielała „małe getto” od dużego. Wozy zaś jechały stroną aryjską przez Chłodną. Umówiliśmy się z powożącym karawanem, żeby czekał na nas po drugiej stronie Chłodnej. Stało się jednak inaczej. Pojechał prosto na cmentarz, nie czekając na nas w umówionym miejscu. Pogrzeb Rozy był prawdopodobnie ostatnim pogrzebem, na którym przemawiano. Mała grupa przyjaciół przedostała się przez wachę przy cmentarzu, który znajdował się już po stronie aryjskiej.” (t. 29a: s. 233)

Mary Berg

JA, II B

29.X.41’: „Ceremonie pogrzebowe komendanta Bekermana miały bardzo uroczystą oprawę. W drodze na miejsce ostatniego spoczynku towarzyszyli mu wszyscy urzędnicy Gminy, policja żydowska w pełnym składzie oraz tysiące cywilów. Spotkałam również Edzię z jej przyjacielem Zeligiem Silbermanem, jednym z najlepiej prosperujących szmuglerów z Siennej przed oddzieleniem tej ulicy od getta. Na tej działalności zbił majątek i chce się ożenić z Edzią, lecz jej rodzice sprzeciwiają się temu związkowi, ponieważ ona jest od niego dużo młodsza” (s. 191).

Adina Blady-Szwajger

ONI, III

„Ostatnie zebranie naukowe zespołu opracowującego chorobę głodową odbyło się w sierpniu 1942 r. – już w czasie akcji. Dr Milejkowski zawiadomił zebranych, że jest to już ostatnia sesja, i wtajemniczył ich w miejsce, gdzie praca w odpisach będzie ukryta. M.in. na cmentarzu. Tydzień po tym zebraniu prawie nikt z biorących w nim udział nie żył.” (s. 64)

Ita Dimant

JA/ONI, III A

„(…) (chorych w łóżkach w czasie akcji z Ukraińcami i żandarmerią – zabijają na miejscu; na Umschlagu dają im po bochenku chleba, odstawiają na stronę, a potem ich pędzą na cmentarz żydowski i rozstrzeliwują prosto do dołów. Na cmentarzu tym zakopują ich inni Żydzi, którzy mają tam możność kupić żywność od szmuglerów z aryjskiej strony).” (s. 60)

Janina Bauman

JA, II D

„Gdy w maju [1942] poszłam do Gminy, żeby poprosić o ponowne skierowanie w Toporolu, nie zrobiłam tego wyłącznie z chęci niesienia pomocy głodującym (…) Przydzielono nas od razu do grupy zatrudnionej na cmentarzu. Cmentarz żydowski był teraz odcięty od getta i nawet uczestnicy pogrzebów musieli posiadać przepustki, żeby przekroczyć jego bramę. Otrzymałyśmy takie przepustki z Gminy Żydowskiej i tego samego rana udałyśmy się na do pracy. Droga na cmentarz była długa i prowadziła przez najgorszą, najbardziej przerażającą część getta, której dotąd nie znałam.” (s. 77)

JA/ONI, II D

„Jadzia prawiła mi kazanie o niebezpieczeństwach, na jakie jestem narażona pracując na cmentarzu. Niezpieczeństwo nr 1: „Frankensztajn” na bramie – bardzo lubi widzieć paru martwych Żydów prócz tego w trumnie, którego właśnie idą pochować. Niebezpieczeństwo nr 2: na cmentarzu odchodzi podobno jakiś tajemniczy handelek, Żydzi handlują z nie-Żydami, polska i żydowska policja ściga ich, żeby wycisnąć łapówki, a Niemcy polują na nich wszystkich z rewolwerami.” (s. 78 )

Helena Szereszewska

ONI, IV A (po 29 października 1942)

„Po zamachu na Lejkina dziecko jej ciężko zachorowało. Poszła na cmentarz [żona J. Lejkina] na grób męża. Cmentarnik widział z daleka, jak leżała na grobie. Ramiona jej drgały od płaczu. Ale mimo to dziecko umarło.” (s. 235)

Ludwik Hering

II, F

„Getto od cmentarza dzieliła linia tramwajowa ulicy Okopowej. Kilkadziesiąt razy roztwierano żelazne kraty bram, które łączyły się ze sobą skrzydłami, tworząc korytarz. Tym korytarzem ciągnęły karawany, wózki ręczne i głębokie wozy zbiorowe.” (s. 41)

 

Halina Birenbaum

ONI, II

„Wybuchła epidemia tyfusu, towarzyszył jej nie dający się opisać głód. Śmiertelność była tak wielka, że nie nadążano z uprzątaniem zwłok i wywożeniem ich do wspólnych dołów na cmentarzu.” (s. 15)

 

Antoni Marianowicz

JA, II

„Odwiedzałem ich regularnie w getcie. Zaprzyjaźniłem się z sympatią Mariana, śliczną Lilką Lipes. Nikt z nich nie przeżył wojny. Nie wiem nawet, czy w dżungli porozbijanych i zarosłych trawą kamieni na cmentarzy żydowskim ocalał grób Mariana. Tak więc nic nie pozostało po tym niezwykłym chłopcu, który zginął w siedemnastym roku życia”. (s. 27)

JA/ONI, II

„Moim gospodarzem na Chłodnej 16 był niejaki Herman Czerwiński, dziennikarz, podobno przedwojenny dwójkarz. Chorował na serce i umarł – byłem przy jego śmierci. Po paru dniach odbył się pogrzeb na cmentarzu żydowskim, który mieścił się za murami getta, był oddzielna enklawą. Poszliśmy wszyscy na pogrzeb przez solidarność z wdową, bardzo miłą niewiastą. Spokój, cisza, ceremonia przebiegała kulturalnie, bo Czerwińscy byli ludźmi na poziomie. Nagle rozległy się krzyki, przed cmentarz zajechało mnóstwo samochodów z wysokimi oficerami, łącznie chyba z pełnomocnikiem szefa dystryktu warszawskiego, Leistem, komisarzem getta warszawskiego, Auerswaldem, i innymi. Wśród nich filmowcy z kamerami, którzy mieli za zadanie nakręcenie typowego żydowskiego pogrzebu. Zaczęli reżyserować zachowanie wdowy i żałobników. Wdowa musiała wyć, goście padać na ziemię, kobiety płakać, rozdrapywać twarze, wyrywać włosy z głowy. Padałem i biegałem razem ze wszystkimi, Wiele dałbym za to, żeby zobaczyć się na filmie w tej jedynej, jak dotychczas, roli”. (s. 81-82)

 

Mietek Pachter

JA/ONI, IV B

„Wracamy po „pracy”, niektórzy śpiewają, ci chcą trochę się rozerwać, chcą zapomnieć, nie mogą znieść niechybnego przeznaczenia. Mijamy Karmelicką, tu było dawniej najruchliwiej – ludzie szli nawet jezdnią, fala ludzka płynęła szybko. Dziś żywego człowieka nie widać, już wszystko spoczywa gdzieś w niebie – jak twierdzą nabożni.
Obecnie włączyli nieparzystą stronę Leszna i odcinek Karmelickiej do aryjskiej strony. Tu ludzie sobie zrobili pierwszorzędne schrony, nagromadzili żywności, wodę mieli na miejscu, urządzili tak, by można było w takiej norze przetrzymać pół roku lub więcej, a przez ten czas musi coś nastąpić. Niestety, nie mieli szczęścia, bo oto ktoś usłyszał szelest i od razu dano znać niemcom, wszyscy zostali rozstrzelani, tak zginęło tysiące innych. Na Twardej wykryto schron, w którym było kilkadziesiąt ludzi, spotkała ich ta sama „kara” co poprzednich. Inny schron na Twardej sam skapitulował, już nie mogli dłużej wytrzymać, siedzieli 8 miesięcy, wyszli ślepi, kazali się zaprowadzić na posterunek, chociaż wiedzieli, co ich czeka, jednak woleli śmierć, bo nie byli w stanie przetrwać dłużej w takich warunkach. Te wszystkie schrony zostały przyszykowane wtedy, gdy włączona [została] do drugiej strony. Któż zaprzeczy w pomysłowość ludzką, chęć do życia jest duża. Gdy widzi się zagładę przed sobą, szuka się wszędzie i wszelkimi sposobami drogę ratunku. Na żydowskim cmentarzu zostały wykryte schrony, w których siedzieli ludzie, urządzili tam się nieźle, i to dość pomysłowo, komu by wpadło na myśl, że w grobowcach czy też między grobami znajdują się i żywi ludzie, którzy przecież żadnego przestępstwa nie dokonali, są Żydami, chcą żyć, to są ich zbrodnie, za które giną!!! Wykrycie tych schronów było prawdziwą tragedią, bo ci ludzie wpadli na najbardziej pomysłową drogę ratunku. Jednak pech chciał, że też zginęli. Wytropili ich za pomocą psów gończych, możliwe też, [że] jakiś wyrzutek społeczeństwa rękę przyłożył, tego nie mogę ręczyć.” (s. 245-246)

Bogdan Wojdowski

F, II
„Parszywa, chuda szkapa wlokła z wysiłkiem wóz sztywnych szkieletów, a Eliasz szedł obok trzymając luźne wodze. Droga z Walicowa na Okopy [Wojdowski ma tu na myśli Cmentarz Żydowski] była długa, usiana trupami.
– Gdzie masz oczy, pętaku? Ustąp, ustąp! Nie widzisz?” (s. 123)

F, II
„Wieczorem wuj Gedali bez worka wrócił z Okopów. Matka przed niskim taboretem mówiła:
– Chawa, Chawcia, zjedz odrobinkę zupy!
A na to ona:
-W żadnym wypadku, nie mogę. Ty sobie od ust odbierasz, kochanie.
Jadła szybko. Piła rzadką zupę prosto z miski, a potem rozejrzawszy się, czy nikt nie widzi, chyłkiem wycierała puste naczynie i ssała zwilżony palec, przymknąwszy oczy. Skurczona siedziała na tym taborecie koło kuchni z niepewnym uśmiechem na twarzy.
Przez parę dni zachowywała spokój; markotnie snuła się po mieszkaniu, z namysłem stawała w oknie, cicha, obojętna. A potem zaczęła uciekać i dwa razy przyprowadził ją ojciec z odległej dzielnicy. Kiedy po raz pierwszy zaczęła się przygotowywać do ucieczki, nie rozumieli jeszcze, co to oznacza, i nie protestowali. Długo pakowała swoją paczuszkę, zawijała w papier walizkę bez wieka, rozwijała. Wieczorem odnalazł ją ojciec na Stawkach. Po raz drugi uciekła, kiedy nikogo w domu akurat nie było, i zanim ją odnaleźli, minęły dwa dni. Zabiedzoną, zszarzałą, drzemiącą ze znużenia we wnęce bramy ujrzał wuj Gedali na Miłej. Kręciła głową, że nie chce wrócić, ale oporu nie stawiała. Razem z ojcem posadzili ją w rikszy, przywieźli na Krochmalną, położyli pod kocem na sienniku, a matka parzyła rumianek i poiła ją tym rumiankiem ze smutkiem zaglądając w jej mętne, granatowe oczy. Kiedy nabrała sil, uciekła jeszcze raz, widocznie w pośpiechu, bo węzełka swego nie zabrała.
Dwa tygodnie później Uri poznał paletko na Solnej. Mówił, że w pobliżu walała się ruda peruka. Ale kiedy poszli na Solną, już nie znaleźli nikogo-ulica była pusta, a Eliasz napotkany przy wozie zaklinał się długo, że ani rudej peruki, ani czarnego palta nie widział tego tygodnia na oczy”. (s. 275-276)

F, II D
„Sztywne z trwogi woły i rude cielaki fruwały przez mur. Jagnięta pobekując potulnie fruwały przez mur. Wieprze przelatywały mur. Krowy fruwały na granatowym niebie letniego zmierzchu, bezradnie przebierając racicami wśród obłoków, ruchliwymi ogonami smagając żółty jak cytryna księżyc, który przelatywał im nisko koło wymion. Porykiwały zwierzęta, skrzypiał żuraw pod ich ciężarem, ochoczo pokrzykiwał człowiek po tamtej stronie: ,,Bujaj się, Fela!” Zblatowany żandarm ukradkiem śledził ten proceder; śmiał się na posterunku i wspaniałomyślnie odwracał. W rozbawieniu wołał granatowego. Policjant już biegł. Jedną ręką podtrzymując kołyszącą się kaburę pistoletu, drugą trzymając czapkę kursował żwawo tam i z powrotem. ,,Ludzie, piorunem ma to iść!” Komenderował szmuglerami, kiedy rude cielę zawisło wysoko nad ulicą, pobekując donośnie i łajniąc ze strachu pod jego nogi. ,,Taa jest, panie władzo, taa jest, o żeż ty! Bujaj się, Fela.” Rozległ się głos ukrytego za muremi przekleństwo. Wkoło gromadzili się przechodnie i nie wiadomo czemu mówili, że żuraw się zaciął na amen.
Stali o zmierzchu na Okopach, tam gdzie za dnia z lamentem grzebano zmarłych, a gdzie nocą, o świcie i wieczorem szmuglerzy uprawiali przemyt mięsa. Patrzyli na zwierzęta, które wisiały na niebie wśród obłoków ponad dachami, cudowną mocą transportowane do Żydów za mur, gdzie rzeźnicy wlekli je na pośpieszny i zakazany ubój. Widzieli, jak skrępowane bydło w uchwytach z lin unoszono długim żurawiem pod niebo, a potem przerzucano w powietrzu ponad murem cmentarza. Ernest stał z otwartymi ustami, zadzierając głowę, i wstrząśnięty kołysał się w miejscu, jak gdyby ujrzał nad sobą stado gołębi w szybkim locie […].
Jasne i czyste powietrze stało nad cmentarzem w ten pogodny letni zmierzch. Mur, kamienice za nim, groby pobłękitniały. Pobłękitniały sześcioramienne gwiazdy na ramionach, płyty cmentarnych nagrobków okryte pismem sprzed tysiącleci; gasnące słońce ostatnim błyskiem musnęło ciała rzeźnych zwierząt unoszących się wysoko, jakby w cichym przymierzu z ludźmi czyniącymi ten cud i z ludźmi, którzy weń wierzyli. Przez jedną chwilę jagnię trwało nieporuszone na niebie. To było mgnienie. ,,Prędko!” Podawano sobie okrzyk z ust do ust, ulica pustoszała, godzina przemytu dobiegała końca. Skryła się moc, która kruszy kamień i przenosi mury”. (s. 276-277)

F, II
„Zaczęło się to jesienią zeszłego roku, kiedy Elijahu zabrał ich ze sobą po brukiew do znajomego badylarza. Na drewnianym Kole przy ulicy Księcia Janusza była pętla tramwaju 22 i tam przesiedli się do wagonu linii podmiejskiej 22B. Minęli lotnisko wojskowe i nie dojeżdżając do końca wysiedli przed drewnianą kaplicą w Boernerowie i poszli na przełaj w las. Elijahu położył się i czochrał plecy o mech dusząc własne wszy. Tarzał się dziko, klepał z uciechy pnie drzew. Rozgarniał igliwie i połykał znalezione grzyby. Hu-huu! Hukał i słuchał swego głosu z otwartymi ustami. Śmiejąc się zdejmował drewniak, odwijał onuczkę, moczył brudną stopę w błotnistym rowie. Mrużył oczy, wyciągał szyję do słońca, wyrywał źdźbła traw i rozgryzał słodkie łodyżki. Dawid i Ernest rozglądali się trwożnie; z ulgą biegli w las na pustą i cichą polankę pełną suchego, gorącego siana. Liście z szelestem niegłośnym padały w mech, a Elijahu rozwalony siedział pod drzewem, palił papierosa i opowiadał niestworzone rzeczy; namawiał ich do tego interesu. Potem jeszcze kilka razy urządzili wyprawę w tamte strony, ale zmienili trasę: w majątku Kapucy kupowali kartofle, a kiedyś dotarli pod Ołtarzew na folwark oo. Palotynów. Minął październik, listopad, spadły pierwsze śniegi. Do trepów trzeba było wpychać grube gałgany. Śniegi stajały i onuczki przemiękły w błocie, potem znów chwycił mróz i mokre onuce zamarzły i były sztywne do lutego, do dużej odwilży, a Ernest nie mógł się doczekać dnia, kiedy pójdą z Elim na Okopy. Chciał wszystko wiedzieć, co i jak. Elijahu nabrał wody w usta i trzymał pół roku. Do końca nie chciał za dużo powiedzieć. Powiedział, że nie może powiedzieć. Powiedział, że nie nadszedł jeszcze czas, a kiedy nadejdzie, też nie powiedział”. (s. 278)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy – z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

F, III A
„Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód”. (s. 303-304)

Cmentarz, ul. Okopowa. Kondukt z ciałem na marach idzie Gęsią. Z prawej widoczna pompa stojąca obok Domu Przedpogrzebowego (Fot. H. Jost, 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]

Cmentarz, ul. Okopowa. Kondukt z ciałem na marach idzie Gęsią. Z prawej widoczna pompa stojąca obok Domu Przedpogrzebowego (Fot. H. Jost, 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]

Bibliografia

– Rachela Auerbach, Pisma z getta warszawskiego, wstęp i opracowanie Karolina Szymaniak, ŻIH, Warszawa 2016.

– Karol Rotgeber, Pamiętnik, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, zespół „Pamiętniki”, sygn. 48.

– Stanisław Gombiński (Jan Mawult), Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta, red. naukowa i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2010, ss. 282.

– Ludwik Hirszfeld, Historia jednego życia, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2011.

– Henryk Bryskier, Żydzi pod swastyką, czyli getto w Warszawie w XX wieku, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2006.

– Abraham Lewin, Dziennik, wstęp i opracowanie K. Person, Warszawa 2016.

– Abraham Lewin, Dziennik, wstęp i opracowanie K. Person, Warszawa 2016.

– Perec Opoczyński, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 31: Pisma Pereca Opoczyńskiego, oprac. M. Polit, Warszawa 2017.

– H. Birenbaum, Nadzieja umiera ostatnia, Oświęcim 2016.

– Henryk Makower, Pamiętnik z getta warszawskiego. Październik 1940-styczeń 1943, Opracowała i uzupełniła Noemi Makowerowa, Ossolineum 1987.

– Marek Edelman, Getto walczy. (Udział Bundu w obronie getta warszawskiego), Warszawa 1945.

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, tom 29a Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. E. Bergman, T. Epsztein, M. Siek, Warszawa 2018.

– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.

– Adina Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2010.

– Ita Dimant, Moja cząstka życia, Warszawa 2002.

– Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989.

– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.

– Ludwik Hering, Ślady: opowiadania, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011.

– Halina Birenbaum, Nadzieja umiera ostatnia, Oświęcim 2016.

– Antoni Marianowicz, Życie surowo wzbronione, Warszawa 1995.

– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, PIW, Warszawa 1978.