Dzieje recepcji utworu
W latach międzywojennych Na prowincji zniknęło z horyzontu zainteresowań krytyki literackiej; postulowano raczej „renesans” późnej twórczości autorki Ad astra[1]. I znowu pojawił się wyjątek: wypowiedź Ireny Krzywickiej, która, choć nie wymieniała tytułu powieści, mogła się także do niej odnosić. W „najstraszliwszych kiczach, których nie szczędziła Orzeszkowa swoim czytelnikom”, publicystka dostrzegła odważne przełamywanie obyczajowego tabu w wizerunkach małżeństwa oraz cenny ładunek autobiografizmu[2]. Paradoksalnie, Na prowincji nie cieszyła się powodzeniem także w latach socrealizmu, bo zapewne zawierała zbyt mało ideologicznie pożądanych przesłanek[3]. Można zaryzykować tezę, że krytycy do drugiej połowy XX wieku nie mieli istotnego pomysłu na odczytanie utworu; chyba nie tylko ze względu na niższą jakość artystyczno-poznawczą czy przestarzałą poetykę. Na prowincji po prostu wymykała się bardziej atrakcyjnym i forsowanym kryteriom oceny: nie była sztandarową ilustracją potrzeby emancypacji kobiet jak Marta, w kwestii błędnego wychowania mężczyzn nie mogła konkurować z Panem Grabą, nie łamała tabu obyczajowego i nie zawierała wyrazistych aluzji biograficznych, nie przynosiła pionierskiej diagnozy popowstaniowych przemian w przestrzeni wiejskiej, nie prezentowała też środowiska miejskiego czy nowoczesnych profesji pozytywistycznych – jak czyniły pozostałe wczesne utwory. Nie znaczy to, że sytuacja recepcyjna zmieniła się radykalnie w okresie późniejszym. Jednak powstające prace, zorientowane na socjologiczno-ideologiczną, a później poetologiczną (strukturalistyczną) egzegezę twórczości Orzeszkowej, dostarczały niekiedy rzeczowych konstatacji także w odniesieniu do Na prowincji.
Wczesną powieść pisarki uwzględniła Mieczysława Romankówna w rozprawie powstałej w czasie wojny, a opublikowanej w roku 1948. Utwór nie wyłonił się tu jako przedmiot spójnych zabiegów analityczno-interpretacyjnych, lecz – zgodnie z koncepcją studium – został poddany selektywnemu oglądowi egzemplarycznemu i „rozczłonkowany” na wiele uwag osadzonych w światopoglądowych i estetycznych kontekstach wczesnego dorobku autorki (na przykład spenceryzm czy emancypacja). W rezultacie praca zawierała liczne rozproszone wzmianki o wybranych aspektach i elementach świata przedstawionego Na prowincji; dotyczyły one utylitarystyczno-eudajmonistycznej postawy pozytywnych bohaterów powieści („altruizm ograniczony przez względny egoizm” Andrzeja i Bolesława), postulowanego ideału pracy, krytycznego obrazu dewocji, patriotyzmu rozumianego jako „miłość ziemi i natury” oraz – najszerzej omówionych – motywów związanych z wiedzą przyrodniczą, jak również cierpieniem w życiu postaci[4]. Zgodnie z utrwaloną linią recepcji powieść Orzeszkowej stała się ilustracją filozoficznych haseł pozytywizmu i świadectwem mentalnego wizerunku pisarki z lat młodości. Novum ujęcia polegało na tym, że dokładniej ową ilustrację scharakteryzowano. Na temat utworu Orzeszkowej nie zabrał głosu czołowy powojenny monografista pisarki Edmund Jankowski; poprzestał on na wymienieniu tytułu Na prowincji w swoim studium biograficznym oraz na przygodnej wzmiance w jednym z artykułów, gdzie zwrócił uwagę na występujący w powieści motyw napoleoński[5].
Przypisy
- Zob. S. Kołaczkowski, O nowe ujęcie Orzeszkowej, „Polonista” 1932, z. 5; S. Podhorska-Okołów, Renesans Orzeszkowej, „Pion” 1935, nr 25. Na prowincji nie przywołuje nawet z tytułu Kazimierz Czachowski, omawiając wczesny dorobek pisarki, przyznaje tylko, że „w perspektywie czasu” zyskuje on na wartości: „przynosi […] ujmujące wrażenie wdzięku lat minionych, zajmującą fabułę i dużo ludzkiego współczucia o nieprzedawnionej treści” (tenże, Pierwsze powieści Orzeszkowej, „Gazeta Polska” 1938, nr 57, s. 13).
- I. Krzywicka, Młoda Orzeszkowa, „Wiadomości Literackie” 1936, nr 53–54, s. 17. Autorka powołała się na powieści Ostatnia miłość, W klatce, Cnotliwi. Podobnie można odczytać opinię Marii Dąbrowskiej, która „nawet w jej [Orzeszkowej] słabszych utworach” doceniła „«przeraźliwą wiedzę» o poruszających człowiekiem namiętnościach, niezrównaną plastykę opisu i trafność psychologiczną” (M. Dąbrowska, Orzeszkowa, [w:] taż, Pisma rozproszone, oprac. E. Korzeniewska, t. 2, Kraków 1964, s. 510).
- Nie zwrócili na nią uwagi, omawiając wczesny dorobek pisarki, Zofia Klarner (Eliza Orzeszkowa, Warszawa 1947), Karol Wiktor Zawodziński (Eliza Orzeszkowa, [w:] tenże, Stulecie trójcy powieściopisarzy, Łódź 1947) czy Henryk Markiewicz (Orzeszkowa – pisarka społeczna, „Dziennik Literacki” 1949, nr 5/6), a ciekawe skądinąd studium Aleksandry Bigay-Mianowskiej (Społeczeństwo polskie w twórczości Elizy Orzeszkowej, Kraków [1944], s. 40) zawierało kuriozalną wzmiankę, w której pozytywny bohater o zniekształconym nazwisku (kontaminacja Topolski/Pompaliński) stał się bohaterem negatywnym: „Lekkomyślne życie tych najzamożniejszych wywiera bowiem wpływ przemożny; naśladować usiłują ich ci przeróżni Topolińscy (Na prowincji)”.
- „W powieści Na prowincji cierpienie niszczy życie młodej kobiety”, ale dla Topolskiego staje się „źródłem nowej wiedzy o życiu, świecie, człowieku i o sobie samym” (M. Romankówna, Na nowych drogach. Studia o Elizie Orzeszkowej, Kraków 1948, s. 421. Zob. też s. 375, 382, 383, 409, 420, 427–428 i passim. Na s. 378 zabawny lapsus: powieściowemu „sybarycie” Aleksandrowi nadaje badaczka imię Zygmunta z Nad Niemnem).
- Zob. E. Jankowski, Orzeszkowa na napoleońskim trakcie (prwdr. 1973), [w:] tenże, Z różnych sfer. Studia i portrety, [red. M. Bokszczanin, S. Fita, D. Świrszczyńska], Warszawa 1994, s. 34.


