Dzieje recepcji utworu
Na prowincji, inaczej niż pozostałe wczesne powieści Orzeszkowej, nie doczekało się osobnej recenzji w epoce. Nie zachował się także żaden ciekawy komentarz samej pisarki z okresu powstawania utworu – znowu w przeciwieństwie do innych, często wnikliwie charakteryzowanych – oprócz paru listownych wzmianek o rozpoczęciu, kontynuowaniu i zakończeniu pracy oraz jednej, dość ogólnikowej uwagi, która począwszy od ujęcia Marii Żmigrodzkiej, weszła później na stałe do repertuaru krytycznoliterackich sądów o powieści[1]. Zazwyczaj traktowano Na prowincji jako utwór pozbawiony cech indywidualnych, stanowiący komplementarną część zwartego kompleksu debiutanckich tekstów tendencyjnych, i poprzestawano na przywołaniu tytułu (ewentualnie z parozdaniowym streszczeniem) albo w ogóle pomijano powieść w omówieniach wczesnego dorobku autorki (na przykład: „Ominęliśmy tu wiele jej utworów […] dlatego, że są pod pewnym względem, jak Na prowincji […], prostym innych zmodyfikowaniem”[2]). Najczęściej podkreślano pokrewieństwo czy wtórność trzeciej powieści Orzeszkowej wobec Ostatniej miłości, widząc w obu ostrzeżenie przed „nierozumnymi” małżeństwami; opinię taką potwierdziła zresztą sama autorka[3]. Ponadto zestawiano Na prowincji – ze względu na temat lub formę – z powieściami Rozstajne drogi, Ostatnia miłość, W klatce, Pan Graba, Pamiętnik Wacławy, Wesoła teoria i smutna praktyka, Pompalińscy[4].
Utwór miał szanse przykuć uwagę recenzentów jedynie bezpośrednio po publikacji[5], ponieważ w latach następnych jego wątpliwą rangę przyćmiły kolejne, coraz bardziej udane osiągnięcia pisarki. Najwięcej szczegółowych, choć bezlitośnie krytycznych uwag poświęcił Na prowincji Piotr Chmielowski, który zajął się tekstem Orzeszkowej już w 1869 roku, jednoznacznie odmawiając mu wartości: „niewiele przedstawia interesu, gdyż sytuacje są powtórzeniem z dawniejszej powieści tejże autorki p.n. Ostatnia miłość. […] Jest to malowanie, do którego użyto więcej wody niż farb”[6]. Jeszcze ostrzej, wręcz kpiarsko potraktował dwudziestodwuletni krytyk debiutanckie płody niespełna trzydziestoletniej pisarki w obszernym szkicu z roku następnego, dezawuując różne ich aspekty, od języka po monotonię tematyczną i karygodną rozwlekłość. Słuszne na poziomie ogólnym zarzuty nie znalazły jednak potwierdzenia w słabo motywowanej argumentacji w odniesieniu do konkretów. Chmielowski ocenił głównie kreacje bohaterów, bazując nadal na założeniu, że Na prowincji stanowi bliźniaczą wersję Ostatniej miłości; porównawszy pary kobiecych i męskich protagonistów obu utworów, skonkludował, że heroiny ilustrują dwie wersje tego samego banalnego przypadku, a pozytywne postaci męskie – dwa niekonsekwentne przypadki różnych zachowań w tej samej sytuacji[7]. Błędne przesłanki, wynikłe z zafiksowania na identyczności dwóch fabuł, oraz opaczne komentarze nie mogły doprowadzić recenzenta do wartościowych i odkrywczych wniosków. Podobnie nieskoordynowane były pozostałe uwagi: skłonny do wstrzemięźliwego uznania dla głównej bohaterki Chmielowski bez wyraźnych powodów odmówił jej ostatecznie wartości, a wyróżniając wśród „wypchanych myślami autorki manekinów” postać letkiewicza-utracjusza, uznał ją równocześnie za „oklepaną”[8]. Stanowisko swoje złagodził nieco po przeszło dwudziestu latach; wypowiadając się głównie o powieściach z lat siedemdziesiątych, utwory wcześniejsze skwitował pobłażliwym komentarzem, że koncentrowały się na „ogólniejszych, teoretycznych […] kwestiach (wychowanie, emancypacja kobiet, ścieśnienie sfery działalności itp.)”[9].
Przypisy
- „Pragnęłabym bardzo, abyś ją Pan przeczytał – pisała 10 (22) sierpnia 1869 r. Orzeszkowa do Józefa Sikorskiego, redaktora „Tygodnika Mód” o drukującej się tam właśnie powieści Na prowincji – Pan, w którego pisma szpaltach debiutowałam [informacja nieścisła – A.M.], najlepiej byś mógł zadecydować o kierunku, jaki przyjęłam w powieściopisarstwie” (E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 1, oprac. E. Jankowski, Wrocław 1954 (Lz 1), s. 55). Według Żmigrodzkiej było to świadectwo, że „pisarka przywiązywała pewną wagę do powieści, która nie wywołała nigdy większego zainteresowania wśród czytelników” (M. Żmigrodzka, Orzeszkowa. Młodość pozytywizmu, Warszawa 1965, s. 375).
- A.G. Bem, Nasi powieściopisarze. E. Orzeszko, „Opiekun Domowy” 1873, nr 34, s. 270.
- „Wraca tu znowu znajdujące się w Ostatniej miłości pojęcie, że takie tylko uczucie szlachetnym i uszczęśliwiającym być może, którego źródłem jest nie tylko popęd i szał zmysłowy, lecz nade wszystko moralna spójnia i dźwignia” (E. Orzeszkowa, Pisma krytycznoliterackie, zebrał i oprac. E. Jankowski, Wrocław 1959 (Pisma krytycznoliterackie), s. 562 (pierwodruk: [b.a.], Bilans literacki Elizy Orzeszkowej, „Kraj” 1891, nr 50).
- Zob. H. Gliński, Eliza Orzeszkowa. Szkic biograficzno-literacki, „«Gwiazda». Kalendarz Petersburski, Premiowy, Ilustrowany, Literacki, Społeczny i Informacyjny na Rok 1884”, Petersburg 1884, s. 50; A. Mazanowski, Eliza Orzeszkowa (Studium), „Dodatek Miesięczny” nr 4 do „Przeglądu Tygodniowego” 1887, s. 487; W.F. [W. Feldman], Czterdziestolecie Elizy Orzeszkowej, „Krytyka” 1906, t. 2, s. 107; zob. H. Galle, Drogi twórczości Elizy Orzeszkowej, „Biblioteka Warszawska” 1911, t. 2, z. 3, s. 441; J. Detko, Eliza Orzeszkowa, Warszawa 1971, s. 79, 121–122; A. Martuszewska, Początki powieści Elizy Orzeszkowej, [w:] W świecie Elizy Orzeszkowej, red. J. Rajman, Kraków 1990, s. 17–18.
- W czasopiśmie, gdzie powieść się ukazywała, dwukrotnie pojawił się pochlebny komentarz redakcyjny, że „drukująca się obecnie praca zyskała ogólne uznanie” („Tygodnik Mód” 1869, nr 49, s. 1); ale kilka lat później Ewelina Burzyńska, publikując tam szkic Kilka uwag o powieściach Elizy Orzeszko, nie wspomniała o Na prowincji (zob. „Tygodnik Mód i Powieści” 1876, nr 26. Od 1871 r. zmiana tytułu czasopisma).
- Kropka [P. Chmielowski], Powieści w 1869 roku, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 2, s. 479.
- „Jak w pierwszej, tak i w drugiej [powieści] bohaterki pokochały ciało, zewnętrzność swych wybrańców i pomyliły się, tylko że za pomyłkę tę niejednakowo zapłaciły. Pierwsza dostawszy rozwód (jak to łatwo!), znajduje swoje szczęście i spokój swego zbolałego serca w duszy [wyróżn. – P.Ch.] pewnego inżyniera, a druga, opuszczona przez męża, nie mogła już skorzystać ze szlachetnych uczuć pewnego agronoma, bo suchoty zabrały ją do kraju zapieczętowanego na siedem pieczęci, jak powiadają Arabowie. […] agronom-bohater znajduje się w zupełnie tym samym położeniu co lekarz, […] i on nie ma szerszych horyzontów, i on jest w klatce, a jednak autorka […] każe mu żyć i pracować dla dobra społeczeństwa […]. Jeżeli więc w dwóch jednych i tych samych położeniach jedni i ci sami ludzie postępują odmiennie, to już winna temu jedynie niekonsekwencja myśli autorki, a nie różnica ludzkiej natury” (P. Chmielowski, Powieści pani Elizy Orzeszko, [w:] tenże, Pisma krytycznoliterackie, t. 1, oprac. H. Markiewicz, Warszawa 1961, s. 346–347 (prwdr. „Przegląd Tygodniowy” 1870, nr 1).
- Tamże, s. 348.
- Zob. P. Chmielowski, Powieści społeczne Elizy Orzeszkowej, [w:] tenże, Pisma krytycznoliterackie, s. 390–391 (prwdr. „Świat” [Kraków] 1892, nr 1–4).


