Lustra, echa, dialogi
Agnieszka Bąbel i Agata Grabowska-Kuniczuk

Lustra, echa, dialogi
Agnieszka Bąbel i Agata Grabowska-Kuniczuk

Fizjognomika[1], czyli intelektualne mody epoki

Wrażliwość pisarki na niezwykle popularne w XIX wieku naukowe (czy pseudonaukowe) koncepcje dotyczące odczytywania charakteru, przeżyć i uzdolnień człowieka z wyglądu jego twarzy, budowy czaszki czy mimiki[2] poświadczają liczne opisy bohaterów Pana Graby. Niewątpliwie Orzeszkowa doskonale znała fizjognomiczne teorie szwajcarskiego pastora Johanna Caspara Lavatera (który rozwijał antyczną jeszcze tezę o twarzy będącej zwierciadłem charakteru) czy anatomiczne rozpoznania wiedeńskiego lekarza Franza Josepha Galla (który łączył kształt czaszki z predyspozycjami danej osoby)[3]. Nazwiska te pojawiają się zresztą na kartach powieści w opisach rodzeństwa Słabeckich – przy pierwszej prezentacji Ryty („Gall albo Lavater odgadłby zapewne z tego czoła niepospolity umysł, ale każdy ze zwyczajnych śmiertelników mógł mu zarzucić zbytnią w stosunku do innych rysów wysokość i wypukłość.” – Pan Graba, część 2, rozdział 4) oraz w ostatnim portrecie zmarłego Tozia, śpiącego w białej pościeli „snem nieprzespanym” („Gall i Lavater, jeżeli byli przyjaciołmi ludzkości, z radością by oglądali czaszkę tę i te rysy” – część 3, rozdział 9). Nie tylko czytelnik zachęcany jest do studiów fizjognomicznych nad powierzchownością postaci, próbują je czynić również sami bohaterowie, przede wszystkim ci, którzy usiłują rozszyfrować charakter Kaliksta Graby. Okazują się jednak niewprawnymi, naiwnymi fizjognomistami (jak niedoświadczona Kamilla G. czy eleganckie towarzystwo miasta M.), koncentrują się bowiem na regularności rysów protagonisty (świadczącej o jego szlachetnym pochodzeniu), a nie na śledzeniu mimiki czy mimowolnych reakcji ciała, które wydobywają na jaw właściwą prawdę o człowieku. Taki „informacyjny charakter twarzy” jest wyrazem (a nawet demonstrowaniem) indywidualności jednostki[4], na przykład nerwowe drgania oka i ust na bladożółtej twarzy pana Graby demaskują jego choroby fizyczno-moralne i „wyniszczające namiętności”. Orzeszkowa, kierując się zasadami patognomiki, uzyskuje w ten sposób podejrzaną dysharmonię w postaci atrakcyjnego i młodego jeszcze mężczyzny.

Dystans pisarki wobec bezkrytycznego stosowania interpretacji fizjognomicznych ujawniają nie tylko opisy omyłek, czynionych przez bohaterów, ale również wykład protagonisty na temat „maski fizycznej”, którą zapewnia mu farba do włosów i makijaż, pozwalające ukryć ślady „smutnej metamorfozy powierzchowności”, wyciśnięte przez hulaszcze życie:
Oto więc moja maska fizyczna, której przywdzianie kosztuje mnie codziennie godzinę pracy przy toalecie, ale dostarcza wzajem powodzenie u płci pięknej i pomaga do zdobywania wpływu nad ludźmi niezmiernie mi potrzebnego. […] Jest to pasport, za ukazaniem którego, jeśli dobrze napisany, przestępujesz bramy ludzkiej sympatii i ufności, jest to rekomendacyjny list, bez którego nie kołacz darmo do serc i umysłów ludzkich. (Pan Graba, część 2, rozdział 1)

Powierzchowność może więc trafnie charakteryzować bohatera[5] – ale może również łudzić, świadomie oszukiwać, obiecywać więcej, niż spełnia w istocie[6], a ufundowane na jej analizie teorie psychologiczne bywają ukazywane w powieści również w ujęciu niezupełnie serio, jak choćby w cynicznym komentarzu Graby do przechwałki jednego z przedstawicieli złotej młodzieży miasta M., który podreperował swój nadwerężony majątek bogatym ożenkiem: „Tak zwykli czynić ludzie rozumiejący sztukę życia – odpowiedział Kalikst – i postępek pański przynosi honor przedsiębierczemu i przemysłowemu guzowi jego czaszki” (Pan Graba, część 1, rozdział 3). Ta żartobliwa aluzja do rozpowszechnionej w XVIII i XIX wieku teorii frenologicznej, według której kształt czaszki odpowiada cechom fizycznym i psychicznym jej właściciela oraz stanowi podstawę do określenia ewentualnych schorzeń mózgu, jest tu wyrazem swoistej gry z czytelnikiem, odwołania do powszechnie dostępnej wiedzy pozatekstowej, która może stać się przedmiotem błyskotliwej konwersacji i towarzyskiego dowcipu. Natomiast wskazówek dotyczących charakteru i oceny moralnej bohaterów można się spodziewać, gdy opisywane postaci bledną, oblewają się pąsowym rumieńcem, nie panują nad drżeniem rąk i głosu, przygryzają wargi[7], wymieniają znaczące spojrzenia lub spuszczają oczy. Próby sił między bohaterami przybierają niekiedy postać pojedynku spojrzeń między mężczyznami a kobietami, zwłaszcza wówczas, gdy silnych uczuć nie sposób ująć w słowa. Taka milcząca walka odbywa się podczas wizyty Graby u Klońskich, kiedy złowrogi gość umacnia swój wpływ na pana domu (który mimowolnie zaczyna imitować jego zachowanie i przejmować pewne manieryzmy), a także podważa pozycję jego żony:

Graba ujął pod rękę Stanisława, począł z nim chodzić po salonie i z cicha o czymś mówić, przy czym śmieli się obydwaj. Cesi, która przez drzwi prowadziła za nimi wzrokiem, zdawało się, że śmiech jej męża był zrazu przymuszony nieco, ale stopniowo stawał się coraz swobodniejszym i nabrał w końcu przykrego dźwięku. Młoda kobieta nie zrozumiała dźwięku tego, tylko wzdrygnęła się mimo woli, wprawne ucho dosłyszałoby w śmiechu Stanisława, wzbudzonym rozmową Graby, rodzący się cynizm. Ile razy dwaj mężczyźni zbliżali się do drzwi pokoju, w którym siedziała Celina, Graba rzucał w głąb gabineciku spojrzenie tryumfalne i szydercze, które jak ukrop spadało na głowę Cesi. Pod wpływem jego młoda kobieta spuszczała oczy, a w tym samym czasie Stanisław starał się patrzyć w inną stronę, aby uniknąć wzroku żony. Ta gra spojrzeń, w których głucho krzyżowały się wezbrane namiętności i obawy trzech piersi, trwała dobry kwadrans, w końcu którego Celina, jakby sił pozbawiona, oparła się o poręcz kozetki i ręką zasłoniła oczy. (Pan Graba, część 1, rozdział 6)

Owe patognomiczne opisy fizjologicznych reakcji na silne emocje są u autorki Pana Graby wskaźnikiem prawdy o człowieku i świadczą o jej zdolnościach obserwacji ludzkich zachowań[8].

Strona: 1234567

Przypisy

  1. Orzeszkowa przywołuje modne teorie zarówno z dziedziny fizjognomiki (w pierwodruku prasowym częściej używane są formy „fizjonomia”, „fizjonomista”, w wydaniach książkowych stale: „fizjognomia”, „fizjognomista”), jak i patognomiki czy frenologii (kranioskopii), jednak tych ostatnich nie nazywa odpowiednimi terminami.
  2. Józef Bachórz w artykule Karta z dziejów zdrowego rozsądku, czyli o fizjonomice w literaturze („Teksty” 1976, nr 2 (26), s. 87, 93 i nast.) pisze o dziewiętnastowiecznym renesansie zainteresowań fizjonomicznych (i o zachwycie frenologią jako ich wycinkiem), które dawały powieści (głównie realistycznej), szanse na to, aby mogła „manifestować swą wierność prawdzie i kontakt z życiem” (tamże, s. 99).
  3. Ewa Skorupa w pracach poświęconych tej problematyce twierdzi, że Orzeszkowa należała „Do wielkich entuzjastek teorii lavaterowskich” (taż, Twarze, emocje, charaktery. Literacka przygoda z wiedzą o wyglądzie człowieka, Kraków 2013, s. 381), wyróżnikiem jej pisarstwa jest zaś oparcie portretowania postaci na koncepcjach fizjognomicznych (taż, Eliza Orzeszkowa. Fizjonomiczne studia portretowe, il. Tomasz Wełna, Kraków 2019, s. 121). Badaczka zwraca też uwagę na brak odwołań do fizjognomiki, patognomiki i frenologii w omówionych przez nią ważniejszych recenzjach Pana Graby z epoki.
  4. Taż, Eliza Orzeszkowa. Fizjonomiczne studia portretowe, s. 30.
  5. Na twarzach bohaterów zmarszczki odciskają się jako ślady trudnych przeżyć (szybko więdnie twarz zatroskanej pani G., ale także główny bohater zmienia się w widmo samego siebie: „Kto by jednak pilnie przyglądał się panu Grabie i z fizjognomii jego starał się ciągnąć wnioski psychologiczne, ten musiałby dojrzeć, że ta pewność siebie, ten dobry humor, to lekceważenie wszystkiego, jakie okazywał publicznie, było udaniem. Zmienił się on na twarzy niezmiernie. Czoło jego zarysowało się kilku surowymi i głębokimi zmarszczkami, jakich wprzódy nie było, oczy, w których dawniej niekiedy tylko i tylko namiętnością jaką wzbudzony blask się zapalał, gorzały teraz ciągle posępnym ogniem” – Pan Graba, część 3, rozdział 11).
  6. Dotyczy to nie tylko Kaliksta Graby, obdarzonego przez naturę atrakcyjnością fizyczną i urokiem, ale przede wszystkim Tozia – dokładny opis wyglądu zmarłego młodzieńca, zgodny z teoriami fizjognomistów oraz frenologów, jest zarazem smutnym bilansem bezpowrotnie zmarnowanych szans („Czoło ma wypukłe, wkoło ust dobroci wyraz. Oto guz pojęcia i guz pamięci, i guz dowcipu na czaszce, ręce kształtne i długie, o toczonych palcach, oznaczają rasy szlachetność, a więc ze krwi wielu pokoleń wyssaną wytworność uczuć i miłość dla piękna.
    Dlaczegóż więc dzieje tego młodzieńca tak smętne od grzechu! dlaczego w życiu jego nie ujawniły się te tak wyraźnie piętnujące go szczęśliwe dary natury, chyba w niewczesnej, przedśmiertnej sumienia zgryzocie? Dlaczego dobre pierwiastki w człowieku tym pochłonięte zostały zgubnymi? Jaka fatalność rozwinęła w nim namiętności i słabość woli, a stłumiła rozum i dobroć?” – Pan Graba, część 3, rozdział 9).
  7. Kaliksta Grabę już w pierwszej części powieści może zdradzić jego zachowanie, a nie rysy twarzy: „[…] Graba zaczął szerokimi krokami przebiegać mały pokój; pięście jego były zaciśnięte, niekiedy podnosił je i przyciskał do czoła, czasem rozpoczynał niewyraźne monologi, ale wnet urywał i przygryzał sobie wargi do krwi, słowem, okazywał wszystkie symptomata gwałtownie wzburzonego człowieka” (część 1, rozdział 8). Diagnozuje ono jednak stan psychiczny bohatera, niewiele mówi zaś o jego charakterze.
  8. Ewa Skorupa stwierdza: „Podczas portretowania najistotniejszy dla pisarki był zmysł obserwacji i talent psychologiczny artysty, który swoich bohaterów szukał w świecie realnym i stąd czerpał pierwowzory” (taż, Eliza Orzeszkowa. Fizjonomiczne studia portretowe, s. 187).