OGRÓD SASKI (poza gettem)

Ludwik Hirszfeld

JA, II A

„Około ósmej wieczorem godzina policyjna, powoli ucisza się wszystko. Wychodzimy czasami trochę wcześniej na plac Grzybowski lub Rynkowy. Jedyne miejsce, gdzie widać trochę nieba i przestrzeni. Widzę z daleka drzewa Ogrodu Saskiego; bawiłem się tam jako dziecko. A teraz jestem jednym z tego tłumu nieszczęśliwych.” (s. 307)

Adam Czerniaków

ONI, II D

„Zarządzeniem policyjnym z d. 1 maja zabroniono Polakom wstępu do Ogrodu Saskiego.” (s. 274)

Emanuel Ringelblum

ONI, I

„Dziś, trzydziestego [stycznia 1940], przeżyliśmy trudny dzień. W Ogrodzie Saskim banda polskich chuliganów w wieku od czternastu do piętnastu lat spostrzegła mnie z opaską. Ledwo żyw zdołałem przed nimi uciec. Droga była pusta. Nie było prawie ludzi. Obłąkana chrześcijanka (ponoć jest Rosjanką) wciąż jeszcze grasuje na ulicy Marszałkowskiej. Biega na czele bandy młodzików. Napada znienacka i bije bardzo mocno. Wczoraj było kilku ciężko rannych na skutek tych chuligańskich napaści. Jednemu zabrano palto, mnie chcieli zabrać kapelusz, dzięki moim szybkim nogom (koledzy nazywali mnie Kusocińskim) udało mi się uciec.” (s. 61)

Janina Bauman

JA, I

„Nasze zapasy żywności były już wyczerpane, więc ktoś musiał wyjść z domu i poszukać czegoś do jedzenia. Jadzia odnalazła dwa koszyki – jeden dla siebie; drugi dla mnie – i ruszyłyśmy w drogę. To co ujrzałyśmy wydało nam się umarłym miastem – zburzonym i wypalonym do fundamentów. Liczne budynki wciąż jeszcze płonęły, płyty chodników były rozbite, głębokie leje po bomach widniały tu i tam. (…) W drodze powrotnej zaryzykowałyśmy spacer przez Ogród Saski, gdzie zwykłam bawić się w dzieciństwie. Teraz panowała tam zupełna pustka i cisza. Nie było widać śladów zniszczenia.” (s. 40-41)

Marcin Szczygielski

F, I (przed wojną)

Prawdę mówiąc, rzadko zdarzało mi się bawić z innymi dziećmi. KIEDYŚ, gdy zacząłem mieszkać z Dziadziem, zajmowała się mną jedna panienka, miała na imię Marianna. Zabierała mnie czasem do Ogrodu Saskiego, pamiętam to jak przez mgłę. Tam było dużo dzieci, biegaliśmy po trawnikach, chowaliśmy się przed sobą w krzakach. To było bardzo dawno – tak jak innych wspomnień z tamtych czasów i tych nie jestem pewny. (s. 58)

Bogdan Wojdowski

F, II

Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wśród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne. (s. 56-57)

F, II

Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd do domu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśniętymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątłe deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozległe czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim. (s. 148-149)

F, II

Pewnego dnia Elijahu zobaczył skrzypka na Grzybowie, gdzie stał wsparty o ścianę domu i grał w biały dzień wobec tłumu szmuglerów. Stracił pracę, gorączkował.
-Źle z nim-mówił Chaskiel-stróż.
-Źle-mówił Mordchaj Sukiennik. -Jak ktoś przypływa z Ameryki do starego ojca przed samym wybuchem wojny, odwiedzić rodzinę, zobaczyć Ogród Saski i Kolumnę Zygmunta, a potem nie może wrócić na zapowiedziany koncert i razem z Żydami zdycha tutaj, za murem, no, to pewno, że nie jest dobrze. (s. 233)

TRASY:

Trasa: Getto – Ogród Saski,   – Trasa: Nalewki – Bracka – Marszałkowska – Ogród Saski,  – Trasa: Ogród Saski – Senatorska – Bielańska – Nalewki 2/ Długa 50 (pasaż Simonsa),  – Trasa: Plac Za Żelazną Bramą – Ogród Saski,

 

Bibliografia

– Ludwik Hirszfeld, Historia jednego życia, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2011.\

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.

– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.

– Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989.

– Marcin Szczygielski, Arka czasu czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz, Warszawa 2014.

– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.