W ogrodzie uczuć

II. Matka

Matka Lucjana Dolewskiego jest postacią od początku kreowaną na niezmienną zarówno w swych postanowieniach, jak i przyzwyczajeniach. Od lat wiedzie życie w tym samym miejscu, ma utarte rytuały, nie lubi zmian. Dom, w którym mieszka, ma prosty, charakterystyczny dla mieszczańskiej zabudowy układ, a jego schludność i wykończenie wskazują na niewielkie potrzeby osób tam mieszkających. Stanowi znaczący kontrast z posiadłością Warskiej:

Kilka okien, mających każde po cztery spore i czyste szyby, patrzyło na podwórko, na którym gęsto sterczały skielety odartych z liści różanych i bzowych krzewów; mały ganeczek z dwoma słupami i ławeczkami otoczony był drewnianą, zielono malowaną kratą, po której latem pięły się snadź powoje (s. ).

Nawet roślinność będąca częścią opisu jest skromna, potwierdzająca nostalgiczną naturę właścicielki. Dolewską toczy, podobnie jak większość bohaterów W klatce, choroba udawania i pozorów. Dumna ze swojego syna poświęca dla niego życie, oddając to, co najlepsze, za możliwość edukowania jedynaka. Nie stara się o własny rozwój intelektualny, jest skupiona wyłącznie na tym, by syn dostał odpowiednie wykształcenie, a gdy już tak się staje, odgrywa – jak można mniemać, chwilowo, w zastępstwie żony, której Lucjan nie ma – rolę opiekunki, strażniczki bezpieczeństwa i komfortu mężczyzny cieszącego się wielkim szacunkiem z racji wykonywanego zawodu. Jednocześnie, korzystając z rangi społecznej syna, staje się despotką, co wydaje się o tyle nieuzasadnione, że Lucjan stroni od uwagi i wynoszenia siebie na piedestał. Dolewska natomiast traktuje z wyższością wszystkich, nawet własne przyjaciółki. Ta mania wielkości wywołana prestiżowym zawodem syna nakazuje jej żyć według podwójnych standardów. Z jednej strony jest skromną starszą panią, wiecznie szukającą swoich kluczy, nieco nieporadną gospodynią domową nieumiejącą żyć w nowych warunkach. Ewidentnie matka doktora nie radzi sobie z żadną sytuacją, przez co poniża służbę, udaje skromność przed sąsiadkami, nie potrafi odciąć pępowiny, podświadomie przymuszając syna do podporządkowania się jej życiu. Nieprzygotowana do samodzielnej egzystencji budzi jednak sympatię, jest przykładem matczynego poświęcenia. Druga twarz Dolewskiej objawia się podczas przyjęcia u księdza Stanisława, gdy kobieta uświadamia sobie dumę i wyższość z powodu tego, że właśnie jej synowi dziedziczka Jodłowej okazuje szczególne względy:

Na twarzy staruszki rozlewała się radość; dojrzała ona, że Klotylda bogatego i wymuskanego pana Rodryga traktowała bardzo obojętnie, a z synem jej rozmawiała prawie ciągle i z widoczną przyjemnością.

Serce matki uderzyło dumą na widok tej kobiety pięknej, rozumnej, świetnej i bogatej, publicznie okazującej jej synowi tyle szacunku i życzliwości (s. ).

Dolewska nie przyznałaby się otwarcie do tego, jak zależy jej na związku tych dwojga, podobnie jak nie przyznaje się przed wspierającymi ją kobietami, że syn cierpi z powodu nieodwzajemnionej miłości:

Gdy wchodził do swego pokoju, Dolewska prowadziła za nim spojrzenie; ale na próżno Rzepowa badawczo patrzyła na nią, nie dostrzegła ani łzy w oku, ani najmniejszej zmiany w fizjognomii. Męstwo matki niechcącej na widok publiczny wystawiać boleści syna zwyciężyło jej własną boleść (s. ).

Theodore Newcomb zauważył, że rola społeczna to „konsekwentne zachowania jakiejś jednostki w ramach mniej lub bardziej stabilnego związku z jakąś inną osobą bądź kilkoma osobami”. Tak właśnie zachowuje się Dolewska, dla której wizerunek syna-lekarza i własny matki lekarza jest stawiany ponad wszystko. Życie w ciągłym przymusie udawania sprawiło, że stała się „jedną z najbardziej irytujących staruszek, jakimi Orzeszkowa nazbyt chętnie upiększa swoje powieści”.

Życie zbudowane na wyrzeczeniach było przepełnione dumą matczyną, ale i smutkiem, a los Dolewskiej wydaje się tym tragiczniejszy, że wszystkie wyrzeczenia i troska nie przyniosły upragnionych owoców. Po śmierci syna – co nie dziwi – zapadła na chorobę psychiczną, „W najciemniejszym kątku pokoju, na niskiej pod ścianą ławeczce siadywała obłąkana. Przed nią stała kołyska próżna, a ona, z wolna poruszając ją ręką, śpiewała półgłosem pieśń, jaką matki usypiają swoje dzieci” (s. ). Orzeszkowa nie rozwija tego wątku, nie ta choroba jest w powieści w centrum zainteresowania. Symptomatyczne jest jednak, że wpadając w chorobę, na którą nie ma wpływu, Dolewska przeżywa w kółko chwile dzieciństwa swego syna (porusza kołyskę), co potwierdza, że nigdy nie dała mu dorosnąć, choć dbała o jego wykształcenie i wydawała się dumna z jego działań.

Strona: 1234567