W ogrodzie uczuć

VI. Mieszkańcy miasteczka

Najbardziej oczywiste i typowo chorobowe symptomy pochodzące „od ciała wydanego rozkładowi i rozpadowi” mają pacjenci odwiedzani przez Lucjana Dolewskiego – jedynego lekarza w miasteczku. Wielu choruje, ponieważ nie potrafi zachować higieny, co mocno podkreśla zasadniczy doktor: „czystość potrzebna jest koniecznie do zdrowia i że właśnie dlatego tak często chorujecie i umieracie, że nie chcecie jej utrzymywać w waszych domach” (s. ). Rozważania o higienie, dominujące w pierwszych rozdziałach powieści, korespondują z pozytywistycznym programem, a na konkretnych przykładach Dolewski pokazuje skutki zarówno zaniedbywania tej sfery życia, jak i stosowania się do zaleceń. Jednych łaje: „Jeżeli nie wymieciesz izb i nie odmienisz bielizny chorej […] ja nic nie poradzę i matka twoja niezawodnie umrze” (s. ), innych chwali: „Alboż Lejba, krawiec, nie ma dzieci? a jednak u niego w izbach czysto i dlatego już rok minął, jak nikt z jego rodziny nie chorował” (s. ). Zawsze podkreśla związek dobrego i zdrowego życia z czystością. Orzeszkowa uwypukla to w opisach wiejskich domów, stawiając akcenty na porządek: domek był mały „o czterech tylko, ale czysto wymytych okienkach” (s. ; wyróżnienie – A.K.), „W pokoiku tym smutno było i ubogo, ale chędogo i porządnie. Stało tam łóżko czysto zasłane” (s. ; wyróżnienie – A.K.).

Pozytywistyczny program wychowania w trzeźwości również nie został w powieści pominięty. Dolewski wprost mówi o ryzyku zgonu z powodu nadużywania alkoholu: „ile razy lepiej już było mężowi twemu, tyleś razy przyniosła mu z karczmy wódki. Cud to prawdziwy, że jeszcze żyje dotąd” (s. ). A choroba alkoholowa – w przeciwieństwie do braku higieny – nie staje się dolegliwością przypisaną wyłącznie jednej warstwie społecznej. Starszy z braci Harasimowiczów jest kryptoalkoholikiem, noszącym butelkę w wewnętrznej kieszeni ubrania,

którego by pan Dionizy za nic w świecie nie dotknął ustami publicznie, i gdy kto przed obiadem lub śniadaniem zapraszał go na kieliszek wódeczki, wymawiał się, upewniając, że mu doktorowie pod karą śmierci wzbronili używania jakich bądź trunków. Ale tak protestując, wychylał się milczkiem do innego pokoju i tam z rozkoszą przyciskał do ust szklaną szyję nieodstępnej towarzyszki swego życia. Ślady gorącej a tajonej miłości jego ku niej krwawym rumieńcem odbijały mu się na nosie i tłustych policzkach (s. ).

Motyw alkoholizmu pojawia się w powieści w kontekście trzech postaci i za każdym razem, prezentując ich historię, autorka podkreśla, że jest to choroba śmiertelna. W warstwie biografii bohaterów Orzeszkowa unaocznia to między innymi zgonem sędziego Grodzickiego, który „lubił z buteleczki pociągnąć i dlatego zrujnował swoje gospodarstwo i interesa” (s. ). Również postać Harasimowicza, który „padł ofiarą miłości dla swej szklanej kochanki, umierając z delirium tremens” (s. ), ma tu znaczenie dookreślające, ukazujące przerażający aspekt dychotomii uzależnienia od alkoholu. Związek śmierci fizycznej ze śmiercią duszy unicestwia jestestwo we wszelkiej postaci. Orzeszkowa rozumie ten proces, gdyż sama jest jego częścią: doświadcza powolnej śmierci od smutku, który wykańcza równie systematycznie jak alkoholizm. O alkoholizmie zwykło się mawiać, że jest to samobójstwo na raty, o depresji czytamy: „Stan melancholii w sensie klinicznym jest swoistym psychicznym stanem samobójczym”.

Jednak Orzeszkowa wychodzi poza krąg schorzeń niosących śmierć niejako na życzenie pacjenta. Znajdujemy w miasteczku również chorych zakaźnie. Dziewczynka cierpi na dolegliwość wieku dziecięcego, odrę:

– Jakże się dzisiaj czuje moja mała pacjentka? – z uśmiechem spytał Lucjan, siadając przy łóżku chorej i biorąc jej rozpaloną rękę.

Ładne, nawet odrą nieoszpecone dziecię z pełnym zaufania spojrzeniem zwróciło ku niemu twarzyczkę (s. ).

Inny pacjent, dotknięty tyfusem, również może liczyć na poświęcenie doktora, czuwającego przy nim aż do ustąpienia najniebezpieczniejszych symptomów choroby. Tych pacjentów Lucjan nie łaje. Jest ich cierpliwym towarzyszem, pomocnikiem, lekarzem. Ta misja to dla Dolewskiego zadanie ważniejsze od uczestnictwa w niedzielnej mszy czy punktualnego przybycia na imieniny proboszcza, co z dumą podkreśla na spotkaniu matka Lucjana: „Nie wrócił jeszcze od pana B., który na tyfus choruje, i Bóg wie, kiedy wróci” (s. ). Wszyscy ci pacjenci cierpią na choroby, które zostały opisane w podręcznikach medycznych, łatwo wskazać ich objawy, sposoby leczenia. Lucjan jest lekarzem znającym się na swoim zawodzie i realnie pomagającym tym, którzy go potrzebują.

Strona: 1234567