Co można znaleźć na prowincji, czyli nie całkiem typowa powieść tendencyjna
Aneta Mazur

Realia prowincji

Na miano „epika prowincji”[1] zasłużyła Orzeszkowa dzięki całokształtowi swej twórczości; można jednak wątpić, czy przyczynił się do tego jej wczesny utwór, mający hasło prowincji w tytule. Nikt z recenzentów specjalnie nie zachwycał się „urzędowymi” obrazami „bez życia i kolorytu”[2], a raczej z kolorytem stereotypowych fizjonomii dobrze znanych z literatury międzypowstaniowej (dworków, pałacu, karczmy, wiejskich i małomiasteczkowych charakterów). Tym bardziej z dzisiejszej perspektywy trudno docenić tę schematyczną, umownie typową scenerię, pozbawioną wyrazistości krajobrazowej, etnograficznej czy kresowej, która miała przesądzić o atrakcyjności dojrzałej prozy pisarki. Koloryt lokalny Na prowincji sprowadza się głównie do onomastyki: Niemna, Polesia, Kowieńszczyzny, Kobryńszczyzny zaszyfrowanej w „powiecie K.” oraz autentycznej nazwy Adampol[3]. Anonimowe pozostają miasteczko X. oraz miasta powiatowe K. i N., a toponimy Piaseczna, Pszeniczna, Topolin – w mniejszym stopniu zapożyczona od nazwy rzeki Niemenka – wydają się czysto literackie. Prawdopodobnie jesteśmy w nadniemeńskich, rodzinnych stronach autorki, a rozległy płaski krajobraz ewokowany w części drugiej odpowiada południowym terenom Grodzieńszczyzny, bliżej litewskiego Polesia[4]. Lokalna białoruska wieś ukrywa się za powieściowym horyzontem; służący faworyt to stereotypowa kreacja przebiegłego człowieka gminu, zaledwie raz wzmiankowane są wiejskie „mołodyce”. Niedookreśleniu przestrzenno-środowiskowemu towarzyszy rozmycie fabularnej chronologii[5]. Sporadycznie pojawiają się aluzje do okresu postyczniowego (na przykład brak młodych mężczyzn w życiu towarzyskim), ale klimat obyczajowy, konkretne wydarzenia kulturalne i stosunki ekonomiczne (majątek z „chatami” na sprzedaż, uwolnienie z pańszczyzny jako inicjatywa prywatna) wskazują, że sześcioletnia akcja toczy się raczej przy końcu lat pięćdziesiątych lub na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych[6]. Niewykluczone, że w epoce Orzeszkowej enigmatyczny chronotop powieści konkretyzował się przez nieczytelny już dzisiaj klucz fabularny[7]; być może gdzieś w okolicy Ludwinowa czy Milkowszyzny rozegrały się dramatyczne losy prototypu Wincuni.

W sumie obraz regionu nie może się równać ze wspaniałym, krajobrazowo-etnograficznym i obyczajowo-społecznym portretem stron nadniemeńskich, jaki zarysowała pisarka w swej wczesnej publicystyce. W Na prowincji nie ma jeszcze widocznego tąpnięcia ziemiańskiego status quo i nieuniknionych przemian modus vivendi, o których wspominała rzetelna kronikarka szóstej dekady stulecia: „bankructwa większe i mniejsze, częściowe i zupełne, mnożyć się zaczęły w sposób prawdziwie przerażający”[8]. Powieściowa prowincja Orzeszkowej nie jest też prowincją Balzakowską, z którą nieraz zestawia się diagnozy polskiej autorki[9]. Według trafnego określenia Jerzego Tyneckiego to świat „pokostowanej ogładą staroświeckości”[10]. A także świat ambiwalentny, zbudowany według czarno-białego schematu; tak jakby Orzeszkowej chodziło o ukazanie janusowego oblicza peryferii, podobnie jak czyniła to w ówczesnej publicystyce[11].

Z jednej strony prowincja wywiera wpływ destrukcyjny wskutek (cenzuralnie przemilczanej) sytuacji społeczno-politycznej, relacji dyktowanych przez stanowe przesądy, a także uniwersalnych wad ludzkich i słabości.

Nie znasz Pan […] – pisała w roku 1868 do warszawianina Józefa Sikorskiego – życia prowincji: wsi i miast małych, nie wiesz, jak w nich ludzie żyją i grzeszą, i boleśnie marnują się w próżniactwie i występku; a ja to wiem […] i płaczę nieraz nad nimi krwawymi, wewnętrznymi łzami, bo pragnęłabym innymi ich widzieć.[12]

Pierwszoplanową  rolę w tych występkach odgrywa społeczne targowisko próżności oraz chorobliwych ambicji, najostrzej zdemaskowane w życiorysie młodego Snopińskiego i potępione między innymi w obszernej perorze hrabiego Kaliksta. Aprobowany w powieści dystans międzystanowy nie jest wyrazem zachowawczości, o jaką oskarżała pisarkę krytyka marksistowska, lecz obroną hierarchii opartej na autentycznych wartościach, na surowej separacji plew ludzkich od jednostek wartościowych („ludzie niemajętni, a zasługujący na szacunek, nie napadają często […] salonów, bo nie mają na to czasu”, Np, cz. 2, rozdz. VII). Właściwym elitom (hrabina) nie przeszkadza fraternizowanie się ze zdolnymi reprezentantami warstw niższych, a zdegenerowane salony (Karliczowa) pozostają w toksycznym związku z pieczeniarzami, których hodują na swoją oraz ich własną zgubę. Oprócz dramatu pierwszoplanowych postaci, będącego efektem prowincjonalnego marnotrawstwa, epizodycznie widzimy inne, mniej szkodliwe, ale nie mniej uciążliwe przejawy „małości, pretensjonalności i nietolerancji”[13], typowe dla mikrośrodowisk (plotkarskie „poczty parafialne”). Na ile ten negatywny obraz odzwierciedla prowincję litewską w ogóle, pozostającą w tyle za wymarzoną stolicą Królestwa i będącą „przestrzenią marginalizowaną, zapadłym kątem”[14]? Można podejrzewać, że w trzeciej powieści Orzeszkowej skumulowały się niejako kompleksy oraz uprzedzenia grodzieńskiej „prowincjuszki”[15].

Z drugiej strony Na prowincji ukazuje to wszystko, co Orzeszkowa chciała tam widzieć: potencjał zdolnych, energicznych ludzi i nieograniczone możliwości „sprawnie działającej komórki, budującej większy organizm społeczny”[16]. Ciekawa hipoteza Barbary Noworolskiej każe widzieć w utworze i jego tytule ilustrację koncepcji Jeana-Jacques’a Rousseau wyłożonej w Emilu: „Ducha i obyczaje narodu badajcie na oddalonej prowincji”, jako że „w takich właśnie odległych zakątkach naród przejawia swój charakter i pokazuje, jaki jest w swej istocie bez domieszek”[17]. U polskiej autorki ukazuje on potencjalne możliwości, zaprogramowane według optymistycznego scenariusza „Franklinowskiej zasady użyteczności społecznej”. Skądinąd nie można zapominać, że pozytywne wzorce poznała pisarka w latach sześćdziesiątych z autopsji[18]:

Jak w nieczęstych jeszcze, lecz już rozpoczynających się tu i owdzie próbach agronomicznych reform i ulepszeń, ujawniały się pierwsze kroki ku podniesieniu miejscowej kultury, ku dźwignięciu rolnictwa […], tak również w filantropijnych uniesieniach czczych, dorywczych […] spoczywało jądro przyszłego rozwoju.[19]

Dlatego też portretowanie prowincji jest tutaj mimo wszystko mniej bolesne niż w innych wczesnych powieściach debiutantki. Nawet jeśli przypomina ona klatkę, to można w niej urządzić egzystencję ze wszech miar optymalną. Wzorcowy bohater Bolesław Topolski, pozostając na miejscu i zażywając sielskich rozkoszy, potrafi równocześnie wcielić w życie nowinki agronomiczne i przemysłowe oraz zdobyć ogładę człowieka stołecznego, zorientowanego w bieżącym życiu kulturalnym. Naturalnie dzieje się tak dlatego, że naprawdę dysponuje magicznymi możliwościami, o jakie ironicznie posądza go jego protagonista – przebywa w utopijnym wymiarze powieści tendencyjnej.

Można zatem powiedzieć, że eklektyczny wizerunek prowincji u Orzeszkowej łączy dwa projekty: centralistyczny, właściwy pozytywistom przypisującym centrum rolę edukacyjną wobec peryferii – oraz policentryczny, zgodnie z którym postęp odbywa się w oparciu o lokalne wartości i tradycje[20].

Strona: 12345678

Przypisy

  1. E. Jankowski, Warszawskie meandry Orzeszkowej, [w:] Z różnych sfer. Studia i portrety, [red. M. Bokszczanin, S. Fita, D. Świrszczyńska], Warszawa 1994, s. 53.
  2. Kropka [P. Chmielowski], Powieści w 1869 roku, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 2, s. 479. Zob. też E. Paczoska, Odkrywanie prowincji – w kręgu doświadczeń literatury postyczniowej, [w:] Doświadczenie prowincji w literaturze polskiej II połowy XIX i XX wieku, red. E. Paczoska, R. Chodźko, Białystok 1993, s. 6). Bardziej urozmaicony i wiarygodny portret małego miasteczka (w Na prowincji obraz środowiska jest głównie rustykalny) zawiera powieść W klatce; dwukrotnie pojawia się tam ironiczna dygresja-inwokacja „O, prowincjo!” (zob. E. Orzeszkowa, W klatce, oprac., wstęp, nota edyt. i komentarze A. Kuniczuk, red. A.P. Lesiakowski, edycja cyfrowa A. Szulińska, A. Mędrzecka-Stefańska, [w:] taż, Dzieła zebrane, red. I. Wiśniewska, P. Bordzoł, A.P. Lesiakowski, t. 2, cz. II, rozdz. IV, cz. II, rozdz. VII).
  3. Zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 15, cz. 1, red. F. Sulimierski, B. Chlebowski, W. Walewski, Warszawa 1900 (SGKP 15, cz. 1), s. 11. Autentyczność nazwy potwierdza białoruska autorka artykułu o toponimach w twórczości Orzeszkowej (A.А. Шаўцова, Тапанімічныя назвы ў творах Элізы Ажешкі, [w:] Творчество Элизы Ожешко в эстетическом пространстве современности, ред. C.Ф. Мусиенко, Гродно 2011, s. 219).
  4. „Powierzchnia powiatu [grodzieńskiego] falista, zwłaszcza nad Niemnem”, w przeciwieństwie do „niskiej i płaskiej” okolicy Kobrynia (zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, red. F. Sulimierski, B. Chlebowski, W. Walewski, Warszawa 1881 (SGKP 2), s. 834; Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 4, red. F. Sulimierski, B. Chlebowski, W. Walewski, Warszawa 1883 (SGKP 4), s. 207).
  5. „Jakkolwiek zaś wiemy, że Orzeszkowa pisze w latach popowstaniowych, nie zawsze możemy być pewni, że akcja obejmuje czasy pouwłaszczeniowe. […] Wszystko to mogłoby dziać się równie dobrze przed, jak po uwłaszczeniu” (J. Tynecki, Orzeszkowej efekt obcości. Proces mieszczanienia we wczesnych powieściach pisarki, [w:] tenże, Światopogląd pozytywizmu. Wybór pism, Łódź 1996, s. 139). Konkluzję badacza, a także jego opinię, że cezura 1864 r. nie zawsze odgrywa istotną rolę w tendencyjnych utworach autorki, potwierdza świat Na prowincji, gdzie ani stosunki majątkowe, ani środowiskowa mentalność nie identyfikują konkretnej dekady stulecia.
  6. Według dyskusyjnej tezy Jana Detki Bolesław Topolski jest powstańcem styczniowym: „«Dźwięk broni i huk kopyt końskich» – to echa minionego powstania; są mu one bliskie, natomiast obco się czuł wśród uciech i zabaw” (tenże, Eliza Orzeszkowa, Warszawa 1971, s. 81).
  7. Orzeszkowa niejednokrotnie podkreślała autentyzm swoich fabuł, np. w 1869 r. pisała o Cnotliwych: „Treść wzięłam, jak najczęściej to czynię, z życia i otaczającej mię rzeczywistości” (list do J. Sikorskiego z 1 [12] września 1869 r., Lz 1, s. 57).
  8. E. Orzeszkowa, Znad Niemna list III, [w:] taż, Publicystyka społeczna, oprac. G. Borkowska, I. Wiśniewska, t. 3, Warszawa 2020 (Publicystyka społeczna 3), s. 64.
  9. „Francuz pisał także powieści dziejące się na prowincji. […] autorów łączy fakt, że ukazują społeczeństwo w okresie przemiany […]. Obserwują ruchy społeczne: u Balzaka przeważnie w górę, wspinanie się ambitnych arywistów – u Orzeszkowej przeważnie w dół: upadek «wysadzonych z siodła» ziemian” (M. Piwińska, Erotyka w powieściach Orzeszkowej, [w:] Sekrety Orzeszkowej, red. G. Borkowska, M. Rudkowska, I. Wiśniewska, Warszawa 2012, s. 318).
  10. J. Tynecki, Orzeszkowej efekt obcości…, s. 139–140.
  11. Korespondencje Znad Horodniczanki (1867) oraz listy Znad Niemna (1874, 1875) zawierają nie tylko negatywne rysy prowincji litewskiej – zwraca na to uwagę Iwona Wiśniewska w pracy Zakątki Wielkiego Księstwa Litewskiego we wczesnych felietonach Elizy Orzeszkowej, Vilnius University Open Series, http://doi.org/10.15388/PZOP.2020.13, s. 239–240 (dostęp: 2 maja 2021 r.).
  12. List z 14 (26) grudnia 1868 r., Lz 1, s. 43.
  13. A. Narolska, Przestrzeń „upodrzędniona”. O wczesnych powieściach Elizy Orzeszkowej, Zielona Góra 2015, s. 181.
  14. M. Dziugieł-Łaguna, Aksjologiczny wizerunek mieszkańca Kresów w prozie Elizy Orzeszkowej, [w:] Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy, Seria I: Prace dedykowane profesor Swietłanie Musijenko, wstęp J. Ławski, red. A. Janicka, G. Kowalski, Ł. Zabielski, Białystok 2013, s. 528–529.
  15. Jak zauważa Michał Krajkowski, badacz terminu „prowincja” w epoce Orzeszkowej, „można stwierdzić narastającą od połowy XIX wieku negatywną składową znaczenia tego słowa w polszczyźnie”; wcześniej miało ono wymowę raczej neutralną, natomiast jako określenia pejoratywne funkcjonowały „parafiańszczyzna”, „parafiaństwo” (zob. M. Krajkowski, Oblicza prowincji. Galicja w polskojęzycznej prozie pisarzy zaboru austriackiego II połowy XIX wieku, Toruń 2016, s. 35–41; cytat s. 37) – co też potwierdza tekst Na prowincji, w którym słowa „parafia”, „parafianka”, „parafialny” występują licznie i często (choć nie zawsze) w tonacji ironiczno-lekceważącej.
  16. A. Narolska, Przestrzeń „upodrzędniona”…, s. 182.
  17. J.J. Rousseau, Emil czyli O wychowaniu, t. 2, przekł. W. Husarski, wstęp i komentarz J. Legowicz, do druku przygot. F. Wnorowski, Warszawa 1955, s. 383. Zob. B. Noworolska, Eliza Orzeszkowa: trwanie, pamięć, historia, s. 42. „Wydaje się, że zawarta w tytule powieści Orzeszkowej wskazówka, owo odwołanie się do genewskiego filozofa było zrozumiałe dla ówczesnego czytelnika. Wszak twórczość Rousseau była dobrze znana w Polsce XVIII wieku” (tamże, s. 186). Podobną koncepcję można było spotkać w publicystyce epoki pozytywizmu: „Społeczeństwo […] daleko żywiej i głębiej odzwierciedla się w życiu wiejskim, ziemiańskim, aniżeli w Warszawie. Tak zawsze było w Polsce, tak jest i teraz” (A. Zaleski, [H. Sienkiewicz?], Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki przez Baronową XYZ, oprac. R. Kołodziejczyk, Warszawa 1971, s. 436).
  18. „Wyraźna jest zatem w utworze Orzeszkowej idea aktywizacji społeczeństwa, wzmocnienia wewnętrznych więzi. […] Może z tej przyczyny eliminuje pisarka […] cały carski aparat administracyjno-policyjny” (B. Noworolska, Eliza Orzeszkowa: trwanie, pamięć, historia, s. 53).
  19. E. Orzeszkowa, Znad Niemna list III, [w:] Publicystyka społeczna 3, s. 74.
  20. Zob. A. Janicka, Tradycja i zmiana. Literackie modele dziewiętnastowieczności: pozytywizm i „obrzeża”, Białystok 2015, s. 307.