Co można znaleźć na prowincji, czyli nie całkiem typowa powieść tendencyjna
Aneta Mazur

Powieść moralitet o grzechu i teodycei

Na prowincji zadaje kłam ubolewaniom, że w powieściach Orzeszkowej – szczególnie wczesnych – nie spotykamy „umysłu, zaniepokojonego zagadką wszechbytu, dręczonego tajemnicą, pokrywającą przyczynę przyczyn”, a bohaterowie jej „nie mają ani czasu, ani ochoty […] do wnikania w głąb duszy, do rozmowy z Bogiem […]. Pozytywni to mężowie, wpatrzeni w ziemię, nie podnoszący tęsknego wzroku do nieba”[1]. Nie wspominając już o fakcie, że pozytywni bohaterowie powieści niejednokrotnie kontemplują „nieznane przestrzenie wieczności” (Np, cz. 1, rozdz. XIII), a spojrzeniu w niebo i na ziemię poświęcona jest osobna dygresja[2] – stwierdzić trzeba, że akurat Na prowincji prezentuje się pod tym względem całkiem interesująco. Poza tym to jeden z nielicznych utworów, który ukazuje migawki kościelnych obrzędów i (przedstawioną korzystnie) postać księdza. Także o Bogu, rzecz jasna nieortodoksyjnym, jest kilkakrotnie mowa, zarówno w płaszczyźnie narracji, jak i przemyśleń postaci.

Jeśli odrzucić lekki „pokost” realiów czasoprzestrzennych i diagnoz psychologicznych, fabuła powieści tworzy właściwie szkielet uniwersalnych historii życiowych, które mogłyby się wydarzyć zawsze i wszędzie; klasyczny schemat moralitetu, z psychomachiami bohaterów postawionych przed wyborem dobra lub zła. Brak wprawdzie wyraźnej perspektywy eschatologicznej i zachwiana zostaje aksjologia winy i kary, ale „winowajczyni” jest przykładnie ukarana, a semantyka „grzechu” (grzech, grzesznik, grzeszny) pojawia się w utworze blisko trzydziestokrotnie. Wyraźna aura metafizyczna, czy wręcz religijna, towarzyszy sylwetce Bolesława, wykreowanej za pomocą odwołań i stylizacji biblijnych na ulubiony typ Orzeszkowej – naturę skłonną do samotności, quasi-mistycznej kontemplacji, „cichego rozmyślania i modlitewnego niemal skupienia ducha” (Np, cz. 1, rozdz. VIII). Bogobojna pracowitość oraz chrystusowa, altruistyczna gotowość poniesienia ofiary dodatkowo wzmacniają ten wizerunek[3]. Znamienny jest kryzys, jaki bohater przechodzi po odejściu narzeczonej do próżnego, „zepsutego” Aleksandra.

I zapytał Bolesław słowami Hioba: „Czemu grzeszny zemrze w swej obfitości, nie znając trosk; prawy umrze smutny i obu zaniosą do ciemnego grobu?”. Zwiesił głowę i umysł jego począł błąkać się po rozdrożu zwątpień, graniczących z rozpaczą; w uchu brzmiało nieustannie drżące bólem bez granic pytanie Hiobowe (Np, cz. 1, rozdz. XIII).

Choć Topolski przekazał wychowanicy swoją koncepcję Boga „litościwego jak najrzewniejsze miłosierdzie” (Np, cz. 1, rozdz. X), w momencie załamania jawi mu się niezrozumiały i surowy „Jehowa”, który na pytanie o sens zła i przyczynę niesprawiedliwości ma tylko jedną odpowiedź: napomnienie i przywołanie człowieka do pokory. Z tą różnicą, że poddany próbie człowiek XIX stulecia, w przeciwieństwie do wiernego z Us, usiłuje mimo wszystko udzielić odpowiedzi, zgodnych z filozofią epoki i podsuwanych przez stoickie nauki Orlickiego (utylitarystyczny i historiozoficzny wymiar cierpienia jednostki żyjącej dla zbiorowości). Teza o ludzkiej bezradności wobec egzystencjalnej i eschatologicznej tajemnicy wybrzmiewa jednak bardzo głośno; „pytania hiobowe” powrócą dopiero w późniejszych utworach Orzeszkowej, począwszy od Chama.

Strona: 12345678

Przypisy

  1. T. Jeske-Choiński, Ideały młodości Elizy Orzeszkowej, s. 155.
  2. Zob. Np, cz. 1, rozdz. IV.
  3. Zgodnie z „«antropologią filozoficzną» romantyzmu”; Żmigrodzka najwyraźniej przeoczyła kreację Bolesława, twierdząc, że dopiero „od połowy lat siedemdziesiątych bohaterowie-społecznicy jej powieści występować zaczną w aureoli ofiarników i męczenników” (taż, Orzeszkowa…, s. 240, 242).