DZIKA
Stanisław Gombiński
ONI, III A (22.07.1942)
„Długie korowody ludzkie zmierzają na północ, gdzie w pobliżu wylotu „Dzika” znajduje się Umschlagplatz.”
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A
„Po tygodniu, idąc do Gminy, spotkałam prezesową na ulicy Dzikiej i wdałam się z nią w rozmowę. Przyznała mi się, że pokój pani Stefanii zrobił na niej duże wrażenie.
Jak można w tych czasach – oburzała się – jak można?
U mnie specjalnie stoją wszędzie kosze w pokojach. Nie zawieszam też umyślnie firanek. Ja się dziwię – powtórzyła kilkakrotnie – ja nie przestaję się dziwić”. (s 190)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)
F, I
„A tam, w domu, ciągle to samo:
– Murują Nalewki, murują Dziką!” (s. 45)
Mina Tomkiewicz
F, II
Na porządku dziennym: „punkt” na rogu Dzikiej, nad którym Koło Pań objęło protektorat.
„Punkty” to dach nad głową dla dziesiątków tysięcy uciekinierów i wysiedleńców z miejscowości uznanych za judenrein i takich, w których przeprowadzono już „akcje”. Ludzie ci dotarli do Warszawy… (s. 128)
(…Też znalazła. Krancowa jest ochrzczona od dziesięciu lat i plus catholique que le pape même. Nawet romans swego męża z Lolą znosi z chrześcijańską pokorą. Co ją obchodzą Żydzi… Spójrzcie no na ten wielki krzyż na piersiach pod jej wielkim nosem, czysta komedia…).
Pani Krancowa potrząsa energicznie rudawą głową, aż kokarda, którą zawsze związuje włosy, kiwa się w komiczny sposób, i oświadcza, że chyba nikt od niej nie będzie wymagał, żeby w niedzielę [rozstrzelenie autorki] szła na „punkt”. W niedzielę Krancowa chodzi na mszę, do świętej komunii, na zebranie gettowych chrześcijan u księdza, a poza tym dyżuruje w świetlicy przy kościele. Jasne, że przy tak wypełnionym dniu pani Krancowa odpada dla „punktu”, przynajmniej w niedzielę. (s. 131)
Bo doktór Watrowski szaleje wraz z epidemią tyfusu. Dwoi się, troi, pracuje po 18 godzin dziennie, goni po najgorszych zaułkach, schodzi na samo dno nędzy. Jego zaniedbaną postać z rozwichrzoną brodą zna Smocza i Dzika, znają „punkty” i schroniska.
Watrowski nie tylko leczy. Awanturuje się w Gminie o specjalne wyżywienie dla chorych, o bezpłatne zastrzyki, wybłaguje w aptekach i u hurtowników lekarstwa, żebrze dla swoich chorych u kogo popadnie to bieliznę, to łyżkę strawy. Zaniedbał się tak, że czasem trudno odróżnić go od tych nędzarzy, których ratuje. Żona znienawidziła go do tego stopnia, że nie szykuje mu jedzenia ani nie pierze mu. Na znak protestu rozstawiła łóżka i śpią teraz w dwóch końcach nieopalonego pokoju jak dwaj wrogowie. (s. 174–175)
F, IV
Przed zamkniętą bramą Gminy na Zamenhofa stoją kobiety w spodniach, w grubych spódnicach i w kubraczkach, w chustkach lub w beretach. Pierwsza dwudziestka dostaje „lepszą” pracę i przypada jej w udziale lepszy szaber. Dlatego wystaje się godzinami, żeby dostać się do tej pierwszej dwudziestki. Idzie się wtedy na Chłodną, na Waliców, do sprzątania mieszkań po wysiedlonych, do segregowania i znoszenia rzeczy dla Niemców.
Nie daj Boże, jak człowiekowi dostanie się taka robota na Wałowej czy na Dzikiej. Mieszkania obszabrowane do ostatka, nawet głupiego spodeczka nie znajdzie się, a brud, a pełno w nich pierza z poprzecinanych poduszek, w których szukano brylantów. Brodzisz w pierzach do pasa, wchodzą ci do oczu, do nosa, oblepiają suknię, kichasz bez przerwy. Kiedy wychodzisz z takiego mieszkania, lepisz się od brudu, pełno na tobie pcheł, zatkany nos. Poza tym tam trzeba naprawdę sprzątać, zbierać śmiecie, wynosić fury rozlatującego się pierza.
Zupełnie co innego te „arystokratyczne” dzielnice, o które wszyscy dobijają się. Leżą one już poza obrębem dzisiejszego getta, tak że samo pójście tam to wycieczka w inny świat.
Jedzie się kohnhellerem albo idzie na piechotę, defilując ze śpiewem przez ulice. Przechodząc szybko przez aryjską stronę, można obejrzeć z daleka, w błyskawicznym skrócie marszowego tempa, normalne życie mniej więcej normalnych ludzi. (s. 319–320)
ADRESY:
– Dzika 1-3-5, – Dzika 1-19, – Dzika 1-29, – Dzika 3, – Dzika 15, – Dzika 17 – Dzika 19, – Dzika (wacha), – Dzika/Gęsia,
TRASY:
– Trasa: Dzika – Gęsia 22/24 (więzienie – „Gęsiówka”), – Trasa: Dzika – Miła – Gęsia – Szczęśliwa – Plac Parysowski, – Trasa: Plac Grzybowski 3/5 (plebania) – Dzika (Wacha) – Powązki,
![ul. Dzika (Zamenhofa) w kierunku południowym na wysokości Dzielnej. W głębi dom na Nowolipkach (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]](https://nplp.pl/wp-content/uploads/2019/08/DZIKA-OGÓLNA-ul.-Dzika-Zamenhofa-w-kierunku-południowym-na-wysokości-Dzielnej.-W-głębi-dom-na-Nowolipkach-fot.-H.-Jost-19.09.1941-sygn.-JOST-065-1021x1024.jpg)
ul. Dzika (Zamenhofa) w kierunku południowym na wysokości Dzielnej. W głębi dom na Nowolipkach (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.]
Bibliografia
– Stanisław Gombiński (Jan Mawult), Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta, red. naukowa i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2010, ss. 282.
– Helena Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.
– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, PIW, Warszawa 1978.
– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.



