Dzieje recepcji utworu
Dawid Maria Osiński

Dzieje recepcji utworu
Dawid Maria Osiński

Zgodnie z normami ówczesnych recenzji krytyk obszernie streszcza powieść. Doskonale rozpoznaje braki, nieoczywistości oraz punktuje schematyzm, a także pozorną diagnozę rzeczywistości, przy czym sięga (po raz kolejny nie bez ironii) po parafrazę Wielkiej Improwizacji Mickiewicza:

Zarodem pomysłu p. Elizy Orzeszkowej jest zamiar uczestniczenia w takiej właśnie pracy orientowania się zbiorowego. Dołączając do ogólnego żniwa obserwacji nad treścią pojęć i społecznych dogmatów swoję cząstkę spostrzeżeń, autorka gromi „cnotliwych”, strąca z piedestału, odziera z karnawałowej szaty, lecz nie dlatego że służą omylnej idei – o, nie!… Powtórzona przez nas dosłownie filipika dodatniego bohatera straszy tylko ludzkie sumienie fałszywym alarmem, trochę dla sprawienia sensacji, trochę też i z tej przyczyny, że język mówcy skłamał głosowi, a głos myślom skłamał. Przedstawiając fantastyczny wizerunek potwarzy, p. Gaczycki nieumyślnie chyba użył wyrażeń: cnota, wspak pojęta cnota, świętość lub potworność cnoty zależna od jej gatunku itp., bo przecież obłuda nie jest błędnym pojmowaniem ideału, a jawne oszczerstwo nie jest gatunkiem uczciwości. Tak wypowiedziane zdanie ściąga się raczej do grzechów bezwiednych, do wykroczeń popełnianych z dobrą wiarą, słowem do tego, co ludzie przyjmują szczerze za doskonałość, a co według brzmienia przytoczonego ustępu jest szpetnym, zgubnym, potwornym.[1]

Recenzent-redaktor – tylko rok młodszy od powieściopisarki – dobrze zna powieść i jej intertekstualne odniesienia i parafrazy, skoro w jego dyskursie widać ukąszenie bajkami Krasickiego – jedno z rozwiązań fabularnych kwituje następująco: „Po miłych złego początkach, nastąpił rychło koniec żałosny”[2]. Krytykuje podział na czarno-białe postacie, którymi są członkowie „małomiejskiej sfery, bez wyraźnego piętna indywidualności”[3], robi to zwłaszcza wtedy, gdy rozprawia się z formułami pisarki o „miłości duchów”, „niezmierzonych a niepojętych”[4] abstrakcyjnych wyobrażeniach miłości między dwojgiem ludzi. Czyni z tego zarzut o sentymentalno-łzawej proweniencji, a więc ocenia zarówno poziom językowy, jak i samo zjawisko miłosne jako sztuczne i nieprzekonujące. Henkiel psychologizuje i dowodzi, że związek Augusta z dziesięć lat starszą kobietą był efektem „omyłki” i co za tym idzie pociągnął za sobą „fatalne skutki nieprawdy”[5] – wynikającej z małżeństwa bez miłości, pokuty za młodzieńcze porywy serca i wytrwanie w przyrzeczeniu. Mimo to jednoznacznie waloryzuje on postać Augusta, ale podaje w wątpliwość jego, wyrażaną post factum, naiwność względem autentycznego uczucia wobec Wandy. Zauważa, że drugą pozytywną bohaterką jest równie naiwna Wanda, która także nie zadaje fundamentalnych pytań o to, co stanęło na przeszkodzie jej związkowi. Henkiel uważa, że oba typy braku doświadczeń w zadawaniu trudnych, ale ważnych dla konstytuowania tożsamości pytań, to „[p]latonizm w parodii, romansowa astronomia, ckliwy sentymentalizm”[6]. Z podejrzliwością wobec rozstrzygnięć konstrukcyjnych oraz zarzutem wobec nieobecności rysunku psychologicznego (i tego dotykającego ontologii postaci, może nawet wczesnopozytywistycznej personologii – w myśl problematyki i materii życia, którą prezentuje Orzeszkowa) Henkiel ironizuje:

Sądziłbyś, że to naprawdę jakieś niepospolite istoty. On, Dawid nowy czy Numa Pompiliusz, ona nowa Abisag czy nimfa Egeria… on artysta, ona muza, on uskrzydlił jej ducha, ona ogrzała jego pierś twórczą. Od takich potęg czytelnik miałby prawo spodziewać się czegoś bardzo znakomitego. Tymczasem, aż do końca książki prawie, mądrość „mistrza i brata” zasadza się na bałamuceniu „podniebnego słowika”, a wskrzesicielka pieśni, za pośrednictwem strzelistych spojrzeń, wymownych słówek i „krótkich rękawów”, stawi sidła na serce żonatego wieszcza. Było to może bardzo dowcipnie, ale od zręcznych zalotów do mistrzostwa „w krainach sztuki i wiedzy” trochę za daleko.[7]

Recenzent „Tygodnika Ilustrowanego” nie jest uprzedzony (bo i taką zasadę wpaja profil pisma, z założenia apolitycznego i antydogmatycznego), ale dowodzi, że zauroczenie powstające między Wandą i Augustem, którego zwornikiem była muzyka, wynikało z nudy i próżniactwa – mężczyzny w związku z kapryśną i złośliwą chorą żoną oraz kobiety znudzonej egzystencją ze starą matką. Efekty zmiany sytuacji nie były – zdaniem recenzenta – trudne emocjonalnie dla bohaterów, bo Wanda „ucieszyła się rolą surowej cnoty, melancholii i ofiary”, „[n]iewiele ją kosztowało przerzucić się od grymasów marzycielki do namaszczonego tonu moralistki”[8], zdradziła chłód emocjonalny i lekkomyślność, skoro zgodziła się z przytaczaną przez Augusta historią o konieczności rozminięcia się dwóch łódek na fali życia. Kiedy Henkiel przywołuje końcowe sceny powieści i rozstrzygnięcia fabularne, udowadnia, że są one nieprzekonujące, ponieważ zdradzają słabości konstrukcyjne, źle wyglądają bowiem „fakta” „bez krasomówczych ozdób”, a bohaterom „zmądrzeć Pan Bóg nie pozwolił”[9]. Krytyk uważa, że Cnotliwi nie mają w sobie żadnej potencji, a „ubóstwo artystycznych środków zdradza się w każdej scenie powieści”[10]. Cnotliwi nie przedstawiają również możliwości refleksji nad zawiłymi kwestiami moralności, wymagającymi subtelności i założenia, że nie zawsze opierają się one na prawdziwych przesłankach:

Cel utworu p. Orzeszkowej waha się ustawicznie między chęcią wypowiedzenia czegoś oryginalnego a wypływającym ze źle pomyślanej treści wadliwym poglądem lub komunałem. Dwa razy dwa – to nie dziesięć. Kto zamierza dowieść, że są cnoty potworne, niech wprzódy dowiedzie, że są maksymy moralności opierające się na fałszu, że obowiązki społeczne, bez których jednostki w żaden sposób istnieć nic mogą, dałyby się ustanowić mądrzej i zgodniej z prawami natury. Inaczej cała frazeologia wszystkich na świecie Gaczyckich, wszelkie utyskiwania Wand i Augustów nie oddzielą jednej pasożytnej słomki, nie zwieją ziarnka kąkolu w żniwiarskiej robocie postępu. O podobnych rzeczach nie mówi się od niechcenia, a na poważny wywód ani nawet zanosi się w Cnotliwych.[11]

Przypisy

  1. Tamże.
  2. Tamże.
  3. Tamże.
  4. Tamże, nr 206, s. 280.
  5. Tamże, s. 281.
  6. Tamże.
  7. Tamże.
  8. Tamże.
  9. Tamże, s. 282.
  10. Tamże.
  11. Tamże.