Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Grażyna Borkowska

Ostatnia w naszym zestawie „łatwa” powieść Orzeszkowej – Na prowincji. Fabuła łudząco podobna do losów Lucjana Dolewskiego, ale presuponowany horyzont powieści dotyczy nieco innych kwestii, sugerowanych położonymi jako motto słowami Beniamina Franklina: „Ci, którzy dowodzą, że bez pracy i trudu dojść do czegokolwiek można, podają ludziom truciznę” (NP, s. 95). Tym razem chodzi o skonfrontowanie postawy życiowej bohaterów powieści z procesem kształtowania się nowych wzorów osobowych, między innymi franklinowskich, które kładą nacisk na pracowitość, skromność, oszczędność, racjonalność, przedsiębiorczość. To jednak możemy wyczytać z literalnego zapisu powieściowego, nazwisko Franklina przekierowuje uwagę czytelnika dalej, w stronę fundamentalnych wartości rewolucji amerykańskiej, o której Orzeszkowa szeroko i kompetentnie pisała w artykule poświęconym kwestii kobiecej. Wiedziała, i wiedziała o tym polska opinia publiczna, na ogół przyjazna rewolcie, że wojna z monarchią brytyjską przyniosła Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej niepodległość, którą wywalczyli skromni, prości, wytrzymali na przeciwności losu farmerzy i plantatorzy, ci sami zresztą, którzy z okrucieństwem traktowali czarnych niewolników. Po wygranej wojnie Amerykanie zapisali się w pamięci Polaków jako miłośnicy wolności, ich mniej chwalebne czyny, między innymi prześladowania osób czarnoskórych, ostudziły nieco te sympatie. Chętnie i bez oporów odnoszono się natomiast do doktryny społecznej Franklina, który uznał „cnoty proste”, uczciwość, pracowitość, gospodarność, za rękojmię sukcesu. Historia polskiego franklinizmu jest długa, sięga końca XVIII wieku, a miejscem wczesnego w kulturze polskiej przywołania idei Franklina jest – po oświeceniowej Warszawie – Wilno i okolice, gdzie stały się jednym z drogowskazów środowiska filomatów i filaretów. Krąg „rówieśników Mickiewicza”, jak nazwała ich Alina Witkowska, nie stronił od nauk ścisłych, z ekonomią na czele. Na Uniwersytecie Wileńskim wykładano ją zgodnie z teoriami fizjokratów, posługując się podręcznikiem wcześniej przywołanego Hieronima Stroynowskiego. W latach dwudziestych XIX wieku na posiedzeniach naukowych studentów wileńskich pojawiały się często projekty modernizacyjne, dotyczące między innymi wsi, zapoznawano się też z pracami wielu ekonomistów (Adam Smith, Jean-Baptiste Say, Adam Ferguson i inni). Współczesna badaczka podkreśla:

Z mechanizacją rolnictwa oraz industrializacją ziem polskich filomaci łączyli bowiem nadzieję na reanimację Ojczyzny, dostrzegając przede wszystkim ich pozytywne (społecznie) skutki. W świadomości filomatów sentymentalno-wczesnoromantyczna wizja wsi pojawiająca się na kartach ich poezji z tego okresu („pasterskich chatek”, „bujnych sadów”, sielskich „pól, pagórków i lasów”, strumieni „wijących się środkiem”) nie kolidowała z wyobrażeniami modernizacyjnymi. Studenci wileńscy najwyraźniej potrafili połączyć obydwie sfery.

Umiała je połączyć także Orzeszkowa, „młodsza siostra Mickiewicza”, a przed nią w Pamiętnikach Klementyna z Tańskich Hoffmanowa. Jej mąż, Karol Boromeusz Hoffman, przełożył na język polski Franklina Życie i pisma (t. 1–2, 1827) i zadedykował dzieło zaprzyjaźnionemu z rodziną Franklina, a także z Hoffmanami – Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi. Do franklinizmu odwoła się również Narcyza Żmichowska w Pogance.

Orzeszkowa w powieści Na prowincji mistrzowsko godzi przeciwieństwa: racjonalizm z duchowymi uniesieniami, prostotę z intuicją zdradzającą wysokie loty, poczucie krzywdy z miłosierdziem, pragmatyzm z bezinteresownym zachwytem. Bolesław Topolski, prosty szlachcic zagrodowy, pracowity i wzorowo utrzymujący swój majątek ziemski, jest jednocześnie miłośnikiem natury, zdolnym do dostrzegania jej piękna, doświadczającym więzi z otaczającym go światem:

Tak, panie, [odpowiada na skierowaną do niego uwagę Andrzeja Orlickiego, badacza przyrody, autora fachowych książek na ten temat], kocham naturę we wszystkich jej przejawach, bo ona jest towarzyszką moją od lat dziecięcych aż dotąd. Ona była świadkiem wszystkich prac i pociech mego życia, a także i cierpień, których podobno żadnemu nie braknie człowiekowi. (NP, s. 121)

Tenże Topolski, z wyglądu nieatrakcyjny, pospolity, źle ubrany, pokaże chrześcijańskie miłosierdzie i romantyczne serce, kochając i wybaczając winy swojej narzeczonej (zerwane zaręczyny, małżeństwo z pustym, ale przystojnym utracjuszem, Aleksandrem Snopińskim, które przyniesie śmierć i kobiecie, i jej córce). Okaże się, że lenistwo, brak poczucia odpowiedzialności, lekkoduchostwo prowadzą do klęski na wszystkich polach, a dobre wzorce wychowawcze, „franklinowskie”, z pozoru proste i tak oczywiste, jak racjonalne planowanie, uczciwość, systematyczność w pracy, mogą zapobiec zarówno małym niepowodzeniom, jak i rodzinnym tragediom.

Ciekawe, że w filmie Boba Rafelsona funkcjonuje podobny typologicznie zestaw presupozycji jak w dziewiętnastowiecznych powieściach. W tle majaczą społeczne wstrząsy, tym razem to rewolta obyczajowa przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Cnoty proste stanowią przedmiot bezsłownej krytyki i zostają odrzucone przez głównego bohatera, nawet sztuka i talent artystyczny nie rekompensują poczucia absurdalności życia (akurat tutaj stosunek do sztuki jest bliski stanowisku pisarki). Nie zamierzam szukać dalszych analogii między dziełami Orzeszkowej a kultowym, słabo dziś rezonującym, przynajmniej w moim odbiorze, filmem amerykańskim (prymitywna antykobiecość); byłoby to zajęcie jałowe i prowadzące donikąd. Zwracam jedynie uwagę na to, że tym elementem sztuki, który pozwala w pewnych okolicznościach mówić o jej uniwersalizmie albo o przekraczaniu granic językowych i epokowych, są presupozycje. Że gdy wszystko inne zawiedzie, one wciąż pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm.

Strona: 12345678910