Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Ekonomizacja świata i życia, i jej dalsze konsekwencje, dotyka także Cnotliwych, dziełka opublikowanego w roku 1871 na łamach „Gazety Polskiej”, napisanego półtora roku wcześniej. Jak czytamy w nocie edytorskiej Krzyżanowskiego, sama autorka uważała powieść za rzecz słabą i wycofywała ją z wydań zbiorowych, niechętnie też godziła się na tłumaczenia[1]. Rzeczywiście, jest to utwór wyposażony w nieprzekonującą fabułę, równie mało tu wiarygodnej psychologii, zupełny brak dystansu do opisywanych wypadków, traktowanych z posępną powagą. Czasami dzieła słabe przynoszą jednak więcej wiedzy o pisarzu, ideach, epoce niż dzieła wybitne. I tak właśnie jest w tym przypadku.
Wyposażając powieść w motto zaczerpnięte z komedii Moliѐre’a Świętoszek[2], Orzeszkowa zwracała uwagę na dokuczliwe, i stosowane być może także wobec niej samej, zjawisko obłudy społecznej, która pozwala ludziom mającym wiele grzechów na sumieniu występować w roli obrońców moralności. Istotnie, towarzystwo skupione wokół pani Olimpii Rostowieckiej, posesjonatki, nie było wolne od wielu czynów wątpliwych moralnie, mimo to z konsekwencją wartą większej sprawy śledziło i komentowało uczucie rodzące się między panną Wandą Rodowską a Augustem Przybyckim, który pracą urzędniczą zarabiał na dom, schorowaną żonę, porzucając dar natury, imponujący talent pianistyczny i miłość do muzyki.
Najciekawszą, a przy tym najbardziej enigmatyczną postać stanowi Edward Gaczycki. Jest człowiekiem majętnym, należy do małomiasteczkowej elity, ale jednocześnie trzyma się trochę z boku. Śledzi życie społeczne miasta, zna tajemnice ludzi, małomówny i ironiczny, utrzymuje serdeczniejsze stosunki jedynie ze szlachetną i wiekową panią (nomen omen) Starowolską; obmyślają wspólnie zorganizowanie pomocy na rzecz zaniedbanych dzieci bigotki, Apolonii Kuderskiej; zwierza się swojej przyjaciółce:
Wyznam pani otwarcie, że podobne odbieranie rodzicom dzieci, nad którymi oni naturalną pieczę mieć powinni, a zatem niby pobłażanie ich niedbalstwu i zdejmowanie z bark ich ciężaru, a wkładanie go na inne, sprzeciwia się wprost pojęciom moim o słuszności i prawidłom ekonomii społecznej. (C, s. 256)
Gaczycki, zainteresowany panną Rodowską, daje jej surową lekcję, co powinna zrobić z rozwijającym się uczuciem i co powinien zrobić jej żonaty partner. „Pan Przybycki opuści X.” (C, s. 268) – wyrokuje autorytatywnie. By ułatwić Augustowi podjęcie decyzji, ofiarowuje mu intratną posadę w dalekich stronach, Wandzie wyznaje miłość w pewien szczególny, a właściwy sobie sposób – przez opowiedzenie improwizowanej quasi-hinduskiej baśni o białej magnolii i promieniu (zdradzając tożsamość rodziców dziecka-podrzutka, wychowywanego przez panią Starowolską, posłuży się konwencją niby-chińskiej baśni). Pan Przybycki rzeczywiście opuszcza X. Wanda przyjmuje po jakimś czasie oświadczyny Gaczyckiego. Kiedy po sześciu latach od rozstania odwiedził ją owdowiały August, pod nieobecność męża z dumą pełniła honory domu:
Patrz pan! – mówiła – tam mieszka ludzi mnóstwo, a wszyscy jemu zawdzięczają byt, spokój i światło. Oto jest fabryka, którą on założył, a która dzielnie wzmaga ruch przemysłowy prowincji całej, dając pracę mnóstwu ludzi, a pracą tą zabezpieczając ich byt fizyczny i podnosząc godność moralną; tam znowu wznosi się szkoła jego postawiona ręką, w której dzieci robotników i włościan nabywają wiedzy i uczą się być uczciwymi; tu jeszcze jest szpital stworzony przez niego jako schronienie dla cierpiących fizycznie i zmęczonych długimi latami pracy; a tam leżą wsie pełne biednych i ciemnych ludzi, którym on, bogaty i wysoko urodzony, daje z siebie przykład uczciwości i pracowitego życia, którzy go wszyscy poważają i wzywają do rozsądzania swych sporów, pomagania im w nieszczęściach, radzenia w troskach. (C, s. 399)
W tej powieści prowadzi się mniej rachunków buchalteryjnych niż w Panu Grabie, ale i tak wszystko zostaje policzone, a wartości traktowane są jak towary. Podlegają prawu wymiany: uczuć na intratną posadę albo wygodne życie[3]. W dodatku takie zmiany zostają pozytywnie dowartościowane przez mentora Gaczyckiego jako działania, które podejmuje „[c]złowiek rozumny i dojrzały” (C, s. 339). W tym układzie wartości także miłość erotyczna, małżeńska stanowi symbol równowagi pochodzącej z logiki wymiany darów: on „przelewa w kobietę siłę i treść swego ducha” (C, 398), ona daje mu siebie. W wymianie nie biorą udziału podmioty równorzędne. Jak zauważyła Luce Irigaray, zasady obowiązujące na rynku kobiet nie zakładają ich sprawczości[4]. Warunkiem stabilności systemu wartości i wymiany jest mężczyzna, głowa rodziny, mąż opatrznościowy. W takiej konwencji, wyrażającej podziw i naturalne podporządkowanie, mówi o Gaczyckim Wanda. Mówi jak córka (wychowanka) raczej niż żona.
Przypisy
- J. Krzyżanowski, Nota edytorska, [w:] E. Orzeszkowa, Pisma zebrane, red. J. Krzyżanowski, t. 4: Cnotliwi, Warszawa 1951, s. 256.
- Nie najważniejsze może z punktu widzenia tego wprowadzenia, ale ciekawe jest pytanie, z czyjego przekładu korzystała Orzeszkowa. Wydaje się, że w grę wchodzą dwa tłumaczenia: osiemnastowieczne Jana Baudouina, i dziewiętnastowieczne Klemensa Podwysockiego. Zdaje się, że oba nie były publikowane (może jedynie we fragmentach). Służyły za podstawę inscenizacji, z przekładu Podwysockiego korzystał Teatr Krakowski, gdy wiosną roku 1873 wystawiał Świętoszka. Ustalenie, jaką ewentualnie drogą przekład komedii, a właściwie dramatu, trafił w ręce pisarki, wymagałoby dalszych poszukiwań. Zob. J. Łukaszewicz, Dramaty Franciszka Zabłockiego jako przekłady i adaptacje, Wrocław 2006.
- O mechanizmie wymiany (lub jej zawieszeniu w przypadku niektórych dzieł Orzeszkowej) pisze interesująco Paweł Tomczok, Literacki kapitalizm. Obrazy abstrakcji ekonomicznych w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku, Katowice 2018.
- L. Irigaray, Rynek kobiet, przekł. A. Araszkiewicz, „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2003, nr 1.


