Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Pan Graba, trzytomowa powieść Elizy Orzeszkowej, wydana w roku 1872, pierwsza, która spotkała się z uznaniem krytyki. Tytułowy bohater, jak baron Münchhausen, jest kłamcą, a na dodatek oszustem, cynikiem, przestępcą. Trudni się procederem nieuczciwości, można powiedzieć, zawodowo; pomnaża swoje kapitały, które zresztą natychmiast trwoni, by stwarzać pozory dziedziczonego bogactwa (pochodzi bowiem z zacnej rodziny), uwodzi kobiety, zdradza je, przejmuje ich majątki, intrygą rozbija rodziny, sieje bolesne i groźne nieporozumienia. Osiąga to, czego chce, życiem na pokaz, udawaną galanterią i sfabrykowanymi – przy użyciu teatralnego sztafażu: makijaż, peruka, puder, wypracowane gesty – oznakami uczucia, niewiarygodną bezczelnością i bezwstydem. Jego aparycja zadaje kłam oczom; formę „wyjściową” osiąga Graba po starannym „zrobieniu” twarzy, która traci pożółkłą karnację na rzecz jasnej, zdrowej cery. Mała dygresja: „pożółkła twarz” odsyła do „małej” presupozycji, podważającej moralność postaci; nieświeży wygląd to rezultat rozpusty, nocnego życia, a w połączeniu z nerwowym tikiem – także nadmiernie rozbudzonego popędu płciowego. Druga żona (pierwszą ograbił i zniszczył) powoli odkrywa prawdę o Kalikście, zdejmuje maskę z jego twarzy, pogardza nim, broni się przed nim, więc nią bohater interesuje się najdłużej. Pan Graba czyni z Kamili zakładnika, szantażując ją perspektywą wyznania całej prawdy o sobie jej matce – schorowanej szlachetnej starszej pani, żyjącej pozornym szczęściem córki.
Powieść stanowi szeroki obraz z dziejów ostatniego pokolenia szlacheckiego czasów przedpowstaniowych. Orzeszkowa opisuje tę generację jako wylęgarnię utracjuszy i marnotrawców, bezwolnych dekadentów, zamykających niechlubnie historię rodzinną długami, często zlicytowaniem rodzinnego gniazda, czasami dysfamią albo przedwczesną śmiercią. We wczesnych latach siedemdziesiątych, a więc w momencie świeżo ukończonej pracy nad Panem Grabą, Orzeszkowa podejmowała ten temat, degrengolady klasy szlacheckiej, także w publicystyce. Jej artykuł Znad Niemna w drastyczny sposób podejmuje problem. Jak zawsze, pisarka wierzy w lepszą przyszłość, lokując nadzieję raczej w aktywności oraz mądrości żon i sióstr niż w obowiązkowości mężów i ojców, zbyt uległych, zbyt tolerancyjnych, zapatrzonych w klejnot szlachectwa bardziej niż w uczciwość synów i zięciów (takim dobrym ojcem jest Wieczyński z Wieńczyna, regulujący horrendalne długi Stasia Klońskiego, ukochanego męża jego córki, Celiny). W powieści dużo się mówi o moralnej i niemoralnej stronie życia, o zawiedzionych uczuciach, o więzach rodzinnych, o pokoleniowej degrengoladzie warstwy oświeconej, o utracie przez nią uczuć wyższych. Ale równie dużo mówi się o pieniądzach, skrupulatnie liczonych nie tylko przez Żyda lichwiarza Wigdera, ale także przez Rytę Słabecką, energiczną, stanowczą, obdarzoną rozsądkiem i charakterem siostrę Tozia, należącego do grona „złotej młodzieży”. To ona ma wiedzę o rachunkach, procentach, długach, i to ona bezskutecznie przekonuje brata o potrzebie pracy i pożytkach wynikających ze studiowania.
Niezależnie od tego, na co idą pieniądze, czy długi są spłacane, czy też nie, w presupozycyjnym tle powieści wybrzmiewają pytania postawione przez klasyczną myśl ekonomiczną: jak można wyjść z kryzysu gospodarczego i finansowego; jak można wzbogacić własne gospodarstwo; jak można podnieść zamożność całego kraju, całego społeczeństwa. Pytania te postawił między innymi Adam Smith w dziele An Inquiry Into the Nature and Causes of the Wealth of Nations (t. 1–2, 1776), wyd. pol. Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów (t. 1–2, 1954), oraz jego poprzednicy i następcy. Co najmniej od XVIII wieku systematycznie szukano odpowiedzi na pytania o podstawy racjonalnego działania przynoszącego planowane skutki. Klasyczna ekonomia nie wchodziła w spór z Bogiem, przyjmowała, że uniwersalne prawa przez niego ustalone ekonomiści właśnie odkrywają i racjonalizują. Kolejne systemy ekonomiczne i ich twórców scharakteryzował w rozprawie Nouveaux principes d’économie politique ou de la richesse dans ses rapports avec la population (t. 1–2, 1819), wyd. pol. Nowe zasady ekonomii politycznej, czyli o bogactwie i jego stosunku do ludności (t. 1–2, 1955) Jean Charles Léonard Simonde de Sismondi. Omówił cechy merkantylizmu, polegające na uznaniu handlu i pieniądza za główne źródło bogactwa narodowego, oraz własności fizjokratyzmu, który nadzieje na pomnożenie bogactwa lokował w ziemi, w jej naturalnej produktywności. System Adama Smitha uznawał pracę za źródło bogactwa, kładł nacisk na konkurencyjność, negatywnie oceniał pomoc państwa okazywaną ludziom słabym, nieradzącym sobie na rynku pracy. Punkt widzenia Sismondiego był szerszy:
My rozpatrujemy bogactwo w związku z ludnością, której ma ono umożliwić życie i uszczęśliwić ją; nie wydaje nam się, aby naród stał się zamożniejszy jedynie wskutek zwiększania swych kapitałów; może to nastąpić dopiero wtedy, gdy te kapitały wzrastając, podniosą dobrobyt ludności, którą żywią.

