Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Grażyna Borkowska

Pan Graba pobrzmiewa echami tych teorii, echami ogólnego, na ziemiach polskich opóźnionego, a przez to zintensyfikowanego, zainteresowania gospodarką racjonalną, przepływem pieniądza, kosztami życia, sposobami zarobkowania. Dialogi powieściowe i partie odnarracyjne przypominają parafrazy nie tyle rozpraw ekonomicznych, co tła, do którego się odwołują. Moralistyczna powieść zmienia się w rejestr ekonomicznych roztrząsań i ekonomicznych zadziwień. Padają podstawowe pytania: jak się utrzymać, nie posiadając majątku? jak pieniądz przyczynia się do pomnożenia bogactwa, ale nie w wąskiej grupie posiadaczy, lecz w społeczeństwie w ogóle? jak pieniądz ingeruje w życie uczuciowe, stabilność rodziny? Kilka sytuacji i cytatów: ordynat Edward Zrębski od czasu pobytu w Anglii oddawał się wyścigom konnym; po powrocie do swoich majątków z satysfakcją kupował za horrendalne pieniądze najlepsze klacze. To stanowiło jego główne i – po prawdzie – jedyne zajęcie, oprócz lektury „Timesa” i wychylania szklaneczek portera. We wszystkich tych zajęciach towarzyszył mu Anglik, Dawid, zajmujący się także doglądaniem stajni ordynata. Opinia sportsmana, jak go nazywa narrator, porównująca Anglię i ziemie polskie, jest następująca: „Anglia, milordzie, to kraj ciężkiej pracy, fabryk, handlu, rzemiosł i polityki, a kiedym tu przyjechał, zdało mi się, jakobym przybył do krainy mlekiem i miodem płynącej, w której nikt nic nie robi” (PG 1, s. 251). Wspomniał swego ojca, który był farmerem, dzierżawcą ziemi u arystokraty lorda George’a Dudleya. Zapewniał niedowierzającego ordynata, że także wielki lord Dudley regularnie pracował, interesował się stanem dzierżawionych gospodarstw, wysłuchiwał skarg, uwag, propozycji swoich farmerów. Raz w roku objeżdżał posiadłości, zaglądał w każdy kąt, wspólnie z dzierżawcami ustalał plan działania podnoszący jakość i liczbę produkowanych towarów. Potem wracał do Londynu, gdzie zasiadał w parlamencie, pisał mowy, artykuły publikowane i dyskutowane w prasie. Dawid ciągnął podjęty temat: początkowo dochód lorda wynosił rocznie 5000 funtów szterlingów, w ciągu dekady wzrósł do 10 000. Ordynat przeciwnie – zaliczał same straty; jego dochód w ciągu pięciu lat zmniejszył się o połowę. Dawid, pytany o źródło sukcesu poprzedniego pracodawcy, przypomniał, że osuszył on 1000 jardów gruntów i zrobił z nich pastwisko dla wołów, transportowanych potem do Londynu, założył kopalnię węgla ziemnego, zbudował statek parowy na Tamizie i objął kontrolę nad transportem zboża hrabstwa Yorkshire. Temat pracy, jako najpewniejszego mimo wielu nieprzewidywalnych okoliczności źródła dochodu i rosnącego bogactwa, pojawia się w różnych wątkach powieści. Od czasów Smitha, po krytyce teorii merkantylizmu i fizjokratyzmu, praca produkcyjna, rozwijana na wielu polach, skoordynowanych spójną myślą i permanentnym nadzorem, stała się osią dziewiętnastowiecznej gospodarki brytyjskiej, skądinąd opartej na bezwzględnym, bezlitosnym wykorzystywaniu siły roboczej i eksploatacji kolonii.

Jest w tej powieści wyjątkowo dużo rozliczeń, skrupulatnych rachunków. Lichwiarz Wigder, w istocie oddany swojej nacji Żyd, zbierający bogactwo nie dla siebie, ale dla ojczyzny, której nie ma na mapie, liczy: majątek Stasia Klońskiego ocenia na 90 000 rubli. I dalej przedstawia sytuację finansową Stanisława:

Bankowego długu ciąży na nim [czyli na Klońskim, który przyszedł zaciągnąć nowe zobowiązania] trzydzieści tysięcy. Ojciec pański wydał weksle różnym osobom na piętnaście tysięcy, co stanowi już czterdzieści pięć tysięcy. Pan będąc kawalerem zaciągnął dług ośmnaście tysięcy, a dodane do tamtego czyni sześćdziesiąt trzy tysiące; mój dług, oprócz ostatnio wziętych pieniędzy za pierścionek, broszę i perły, wynosi prawie jedenaście tysięcy ośmset; od mieszczanina Lisa pożyczyłeś pan trzy tysiące; plenipotentowi swemu winieneś tysiąc dwieście; drobnych długów po sklepach zbierze się na parę tysięcy: co ogólnie będzie stanowiło ośmdziesiąt jeden tysięcy. (PG 2, s. 16)

Wigder nie policzył drobnych długów ojca Stanisława, a był pewien, że je ma, „bo każdy z panów mieć je musi” (tamże). Słowem, majątek Klońskich został roztrwoniony. Stanisław, wczoraj zamożny ziemianin, dziś bankrut, przed którym zamyka drzwi żydowski lichwiarz. Kloński nie tylko nie pracował nad zabezpieczeniem i pomnożeniem majątku, ale nawet nie zadał sobie trudu, aby zsumować wydatki lub zlecić komuś kontrolę nad nimi; nie prowadził ksiąg rachunkowych, żył wolny jak ptak. Teraz stoi u wrót nieszczęścia. Częściowo zawinionego przez Grabę, który wymuszał współzawodnictwo w kategorii marnotrawstwa i nieodpowiedzialności. Ale tylko częściowo. Bezmyślność Stasia jest bezdenna; składają się na nią obyczaj szlachecki, jak kto woli – tradycja szlachecka, by gestem wielkich panów trwonić dobro własne, braki w wychowaniu i wykształceniu, które otwierają drogę bezmyślności, akceptacja społeczna dla szlacheckich utracjuszy, marnotrawców, hazardzistów.

Strona: 12345678910