Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Duma, odwaga, patos – to cechy dominujące w zachowaniu Rawickiego (tak jak cierpienie w wyglądzie Reginy). Mimo spokoju, pewnej sztywności, a może właśnie dzięki nim, niezwyczajność inżyniera jest wyraźnie zauważalna i jedna on sobie sympatię otoczenia, co nie brzmi przekonująco, ale narrator utrzymuje, że tak właśnie jest. Czy rzeczywiście w latach sześćdziesiątych XIX wieku przepaść oddziela przedstawicieli arystokracji, bogatych ziemian od ludzi wykonujących zawód lekarza, prawnika, inżyniera? Czy jest to problem, któremu Orzeszkowa nadaje właściwą czy też wyolbrzymioną wagę? Wypada przyjąć tę diagnozę jako świadectwo natury artystycznej, przefiltrowane przez emancypacyjne wybory pisarki i jej doświadczenia życiowe. Sfera presupozycyjna powieści, odporna na indywidualne odchylenia, potwierdza jednak moment zmiany, konfliktu między strukturą społeczną końca epoki feudalizmu a prestiżem społecznym zawodów wolnych. Według Orzeszkowej wykonują je ludzie nie tylko świetnie wykształceni, ale też reprezentujący najwyższy poziom moralny, skłonni do bezinteresowności, pomocy, kierujący się w życiu skromnością i miłością bliźniego, co nakierowuje naszą uwagę na kolejną „łatwą” powieść młodej pisarki – W klatce.
Zanim jednak pójdziemy dalej, spójrzmy, co na temat „klejnotu [szlachectwa] i barier społecznych” mówią historycy. Nie są zgodni w tej kwestii. Opierając się na rozważaniach Jerzego Jedlickiego, można przyjąć, że z jednej strony – szczelność barier stanowych topniała z każdą dekadą XIX stulecia, co powodowało dopływ szlachty nowej, szlachty honorowej, nadań tytułu szlacheckiego itd. Z drugiej zaś:
Zdumiewająca zaiste jest uporczywość niektórych problemów struktury społecznej w Polsce porozbiorowej i żywotność niektórych wątków ideowych. Jest to skutek nierewolucyjnej drogi rozwoju i mocnej podstawy ekonomicznej polskiego konserwatyzmu, wspartego reakcyjną polityką mocarstw zaborczych. Przez cały niemal czas niewoli co kilkanaście lat ktoś inny obwieszczał na nowo obalenie przegród stanowych, uobywatelnienie niższych klas społeczeństwa i narodziny dziecka, któremu na imię naród polski. Pobudowano w tym kraju stalownie, przędzalnie mechaniczne, miasta i drogi, otwarto banki i giełdę, ruszyły lokomotywy, zastukał telegraf, rozpoczęły się strajki fabryczne – a problem szlachectwa we wszystkich jego aspektach absorbował myśl społeczną, piśmiennictwo narodowe i politykę[1].
Można więc przyjąć, że presupozycje będące tłem Ostatniej miłości, a poniekąd także Cnotliwych, pokazują ambiwalencję i samej Orzeszkowej, i epoki prepozytywnej wobec warstwy szlacheckiej. Jej zubożenie, upadek moralny, odchodzenie od własnych tradycji nie ulegają wątpliwości, ale nawet w chwili faktycznego lub wyolbrzymionego zachwytu nad nowoczesnością (fascynujące opisy kolei, sieci komunikacyjnej i lokomotywy w Ostatniej miłości) troska o powieściowy wizerunek ludzi „spoza sfery” w oczach warstwy wyższej stanowi dla Orzeszkowej problem. I okazuje się, że prawdziwy akt społecznej akceptacji dokonuje się ciągle „na salonach”. Przekraczanie barier postępuje więc także w ten nieoczekiwany sposób – poprzez gest przedstawicieli sfer wyższych, nobilitujący homines novos; gest uznania, zgodny z Heglowską dialektyką pana i niewolnika.


