Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Grażyna Borkowska

Ciekawe, że w filmie Boba Rafelsona funkcjonuje podobny typologicznie zestaw presupozycji jak w dziewiętnastowiecznych powieściach. W tle majaczą społeczne wstrząsy, tym razem to rewolta obyczajowa przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Cnoty proste stanowią przedmiot bezsłownej krytyki i zostają odrzucone przez głównego bohatera, nawet sztuka i talent artystyczny nie rekompensują poczucia absurdalności życia (akurat tutaj stosunek do sztuki jest bliski stanowisku pisarki). Nie zamierzam szukać dalszych analogii między dziełami Orzeszkowej a kultowym, słabo dziś rezonującym, przynajmniej w moim odbiorze, filmem amerykańskim (prymitywna antykobiecość); byłoby to zajęcie jałowe i prowadzące donikąd. Zwracam jedynie uwagę na to, że tym elementem sztuki, który pozwala w pewnych okolicznościach mówić o jej uniwersalizmie albo o przekraczaniu granic językowych i epokowych, są presupozycje. Że gdy wszystko inne zawiedzie, one wciąż pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm.