Pięć łatwych utworów? Co presuponują wczesne powieści Elizy Orzeszkowej
Grażyna Borkowska

Gaczycki pełni w strukturze powieści Orzeszkowej funkcje nietypowe dla tej fazy w rozwoju gatunku. Aż do epilogu, w którym widzimy go jako męża Wandy i ojca ich synka, korzysta z niezwykłej wiedzy o mieście X., nie wiadomo, jak zdobywanej, jest najruchliwszą figurą na powieściowej szachownicy, jedyną personą, która nie jest przywiązana do jednorodnej przestrzeni społecznej. Nawet zauważalna u Orzeszkowej predylekcja do szerokiego stosowania tropów wywiedzionych z fizjonomiki zawodzi tutaj, niczego nie da się wyczytać z jego twarzy, z pozoru obojętnej, lekko ironicznej. Przypomina tym Grabę, tyle że à rebours.

Zwykle funkcję ruchliwych wszędobylskich pełnią w powieści dawnej postaci sług, czasem awanturników i łotrzyków. Bachtin pisze, że „[s]ługa – to osobliwy punkt spojrzenia na sferę prywatnego życia; literatura życia prywatnego nie mogłaby się bez niego obejść”[1]. Gaczycki sługą nie jest, jego ruchliwość i sposób działania nasuwa skojarzenia raczej z funkcją trickstera, figury o proweniencji baśniowej, archetypicznej, która rozgrywa swoje partie według własnych reguł, wprowadzając chaos i nowy porządek, prowokując trudne sytuacje i odwracając je. Można o nim myśleć jak o posłańcu bogów, oszuście, manipulatorze, czasami dobroczyńcy. Złożoność tej figury dostrzega trafnie jedna z bohaterek: „Pan Gaczycki nie jest wcale takim, za jakiego panie go macie” (C, s. 170). Wykład o czasie i przestrzeni w powieści starogreckiej Bachtin dociąga wprawdzie do wieku XIX, ale ten poszerzony tok wywodu wynika z potrzeby jedynie skrótowego zarysowania dalszych przekształceń gatunku. Praca Bachtina poświęcona jest starożytnym początkom powieści. Czy przywołanie artykułu na ten temat sugeruje, że dawne tradycje gatunkowe miały swój udział w konstrukcji Cnotliwych? Wydaje się, że tak.

Cnotliwych uczyniła młoda pisarka areną poszukiwań gatunkowych. Znajdziemy w powieści nawiązania do romantycznych obrazów miłości, zapowiadających sceny Lalki, przefiltrowanych przez antywzór, jakim jest „awanturnicza powieść prób”[2]; w utworach greckich kochankowie rażeni miłością, po serii przygód, łączą się w szczęśliwy związek. W utworze Orzeszkowej bohaterowie (Wanda i August) – jak te symboliczne łódki płynące długo obok siebie – ostatecznie rozłączają się, by zrobić miejsce innej parze (Wanda–Edward Gaczycki). Baśń (bajka) o białej magnolii i promieniu stanowi antycypowany, szczęśliwy finał tej drugiej historii, Wandy i Edwarda. Jeślibyśmy chcieli poddać tę bajkową opowieść interpretacji na przykład jungowskiej, jak to robi z baśniami Leśmiana Anna Czabanowska-Wróbel[3], doznalibyśmy pewnego rozczarowania: szczęście białej magnolii, poprzedzone cierpieniem i rozterkami, osiągnięte dzięki zainteresowaniu się nią innego promienia, nie pozwala mówić o wynikającej z przepracowania własnej psyche – dojrzałości duchowej. Akt przemiany, akceptacja życia, traktowane jako cel i rezultat terapii psychoanalitycznych, zostają włączone tutaj w mechanizm wszechobecnej wymiany. Wanda dostaje i przyjmuje szansę na dobre życie, zmieniając się w rozsądną, doceniającą trud industrializacji i służby społecznej, żonę i matkę. Mamy tu obraz prawdziwego małżeńskiego Edenu, o którym ironicznie pisała w cytowanym wcześniej artykule T.S.[4]

Przypisy

  1. M.M. Bachtin, Czas i przestrzeń w powieści, przekł. J. Faryno, „Pamiętnik Literacki” 1974, z. 4, s. 303.
  2. Tamże, s. 274.
  3. A. Czabanowska-Wróbel, Baśń jako światopogląd: baśń i baśniowość w twórczości Leśmiana, „Pamiętnik Literacki” 1988, z. 4, s. 47–48.
  4. Autorka rozprawy (T.S.) cytuje fragment pracy Heinricha von Sybla Über die Emancipation der Frauen (Bonn 1870); nie udało się dokładniej zlokalizować cytatu, niewykluczone, że stanowił parafrazę oryginału lub dowód inwencji anonimowego tłumacza artykułu na język polski: „W dobrym małżeństwie, mąż ukrzepia inteligencją żony przez swój sąd logiczny, gdy tymczasem żona dla prawości swojego instynktu staje się sumieniem męża.

    Mężczyzna rozprawą i rozumowaniem czyni się panem świata, a więc i domu, lecz kobieta przez instynktową znajomość ludzi, kieruje swym panem i władcą, i niech nas Bóg strzeże, aby kiedy wzbraknąć nam miało tego wpływu”. To właśnie taką wyidealizowaną postać małżeństwa T.S. nazywa małżeńskim Edenem (T.S., Emancypacja kobiety w stosunku do socjalizmu i ekonomii politycznej, „Tygodnik Mód i Powieści” 1874, nr 6).