NOWOLIPKI
Władysław Szpilman
JA, II D
„W niedzielą, 19 lipca występowałem jeszcze w ogródku jednej z kawiarń przy Nowolipkach, nie przeczuwając nawet, że może to być mój ostatni koncert w getcie. Ogródek wypełniony był po brzegi, lecz panował raczej smutny nastrój. Po występie zajrzałem do „Sztuki”. Była późna pora i nikogo już w lokalu nie było. Tylko pracownicy kręcili się to tu, to tam, by dokończyć swych codziennych obowiązków. Przysiadłem się na chwilę do szefa baru. Był zdruzgotany i wydawał polecenia bez przekonania, raczej dla zachowania pozorów. – Czy przygotowujecie już pomieszczenie na nasz sobotni koncert? – zagadnąłem go. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię, a na jego twarzy odmalowało się ironiczne współczucie dla mojej niewiedzy o decyzjach, które już dawno przypieczętowały nagły zwrot w losach getta. Sądzi pan naprawdę, że w sobotę będziemy jeszcze przy życiu? – spytał z naciskiem, pochylając się w moim kierunku nad stołem. Jestem tego pewny! – odpowiedziałem. I jakby moja odpowiedź otwierała przed nim nowe perspektywy ratunku i jego los miał zależeć ode mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział płomiennie: – Jeśli będziemy jeszcze żyć, może pan tu w sobotę na mój rachunek zjeść kolację, jaką pan tylko będzie chciał, i… – tu zawahał się przez chwilę, lecz zdecydował się najwidoczniej pójść na całość i kontynuował -… i może pan zamawiać na mój rachunek najlepsze trunki, jakie są w piwnicy „Sztuki”, i też tyle, ile pan tylko będzie chciał! Według pogłosek akcja wysiedlenia miała się rozpocząć w nocy z niedzieli na poniedziałek.” (s. 82)
Stanisław Gombiński
ONI, III A (lipiec 1942 – pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.
Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
JA/ONI, III A
„Ulice wyglądały jak wymarłe, nikt nie śmiał wytknąć nosa, a stukanie obuwia o kamienny bruk wielu tysięcy osób, przypominało niemiarowy chód wyćwiczonych kolumn, lecz szum wzburzonych kaskad wodnych. Przyglądałem się temu pochodowi przez szparę w okiennicy parterowego mieszkania znajomej lekarki na Nowolipkach, dokąd zdążyłem się schronić, wracając do domu z szopu, do którego byłem zaproszony przez dyrekcję w celu zorganizowania produkcji przemysłu metalowego. Przypadkowy ten schron uratował mnie wówczas od zagarnięcia na ulicy, na której się znalazłem, nie spodziewając się takiego koszmarnego widoku. Gdy pochód wid minął, zaryzykowałem udać się do mego mieszkania. (s. 188)
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (26.03.1942)
„Wracając Nowolipkami, spotkałem znajomego Żyda sprzed wojny, który dopiero przed dwoma tygodniami wrócił ze Słonimia. W toku naszej krótkiej rozmowy odsłonił mi z kolei bolesną ranę <sprawy słonimskiej>. <Ot tak, ot tak – powiedział – po prostu na moich oczach łapano matki z dziećmi i je zarzynano. Ja sam ocalałem cudem. W moim domu, w którym mieszkały cztery rodziny pozostał tylko jeden stary Żyd. Przyjdź pan do mnie, to panu opowiem. Również cały Nowogródek został wyrżnięty… >.” (s. 26)
Adam Czerniaków
JA, II D
„Od 9-ej do 1 1⁄2 byłem u Auerswalda. Prosiłem o przedłużenie godziny policyjnej. Omówiłem sprawę czystości dzielnicy. Obejrzałem place na rogu Gęsiej i Nalewek i na Nowolipkach przeznaczone na ogródki dla dzieci.” (s. 285)
„Rano Gmina. Zwiedziłem ogródki w budowie na rogu Franciszkańskiej i Nalewek i na Nowolipkach, ogród w więzieniu. Z więzienia ponad 80 osób ma wyjechać jutro o 4 nad ranem do obozu. Umieszczono ich w drewnianym budynku na terytorium aresztu. Kiedy mnie dostrzegli, rozległy się szlochy i krzyki, które mi towarzyszyły do bramy. Ponadto kilkuset innych więźniów ma pójść do obozu.” (s. 292)
„Rano Gmina. Potem w Domu Dziecka na Wolności. W nocy ktoś przerzucił worek ze szmuglem. Nocny dozorca z Domu zbiegł, gdy się zjawiła policja. Policja zanotowała nazwisko kierowniczki Polmanowej. Zarządziłem powiększenie murów, odgradzających ogród Domu Dziecka od sąsiednich domów, i zabicie drzwi, prowadzących przez podwórze na inną ulicę. Obejrzałem nowe ogródki w budowie na Nowolipkach i na rogu Franciszkańskiej i Nalewek.” (s. 295)
„Rano Gmina. Zwiedziłem wytwórnię ceramiczną artystów w towarzystwie Heymana etc., którzy mieli fabrykę ceramiczną we Włocławku. Proponuję wyrób misek, kubków etc. Na razie bez skutku. Zwiedziłem ogródki na Nalewkach i Nowolipkach. Na niedzielę będą gotowe. O 2 pp. otworzyłem kurs przeszkoleniowy dla nauczycieli w sali Gminy. Przemawiali oprócz mnie Wolfowa i Brandszteter . Sala była pełna.” (s. 298)
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W wielu kamienicach na Nowolipkach rewizje. Nadal zabierają meble.” (s. 71)
„Szewc ze Smoczej. Kupiec bławatny z Nowolipek.” (s. 107)
„Dziś dwudziestego siódmego maja [1940], słyszałem następującą historię: na Świętojerskiej 11 mieli wznieść mur, dali łapówkę, więc przesunęli na Świętojerską 13, dali łapówkę, więc przesunęli dalej. To samo dzieje się w innych rejonach, jak np. na Nalewkach, Nowolipkach, gdzie dotychczas nie ma murów, bo dano w łapę.” (s. 114)
„Księża zbierają na wszystkich ulicach podpisy, aby mieszane ulice pozostały poza gettem. Domagają się, aby nawet Nowolipki, czysto żydowska ulica została wyłączona, a to ze względu na kościół.” (s. 148)
Mary Berg
ONI, II B
29.VI.41’: „Pozostawianie chorych pod drzwiami szpitali stało się codzienną praktyką. Matki, nie mogąc znieść widoku cierpień swoich pozbawionych pomocy medycznej dzieci, mają nadzieję, że tym sposobem zdołają umieścić je w szpitalu. Szczególnie ostro epidemia szerzy się w rejonie Gęsiej, Nalewek, Nowolipek i Nowolipia. W „małym getcie” sytuacja przedstawia się trochę lepiej, mieszkają tu bowiem stosunkowo zamożni ludzie, których stać na prywatne leczenie. Niedawno ze Lwowa, zdobytego miesiąc temu przez Niemców, sprowadzono surowicę przeciwtyfusową. Ewakuujący się z miasta Rosjanie pozostawili duży zapas surowicy w fiolkach. Obecnie ten cenny lek jest przemycany do Warszawy. Stać nań jednak wyłącznie bogaczy – cena surowicy sięga nawet kilku tysięcy złotych za fiolkę” (s. 154-155).
ONI, IV A
22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A
„- Jak długo była pani w szpitalu na Stawkach?
– Kilka dni krócej niż wszyscy. Nie było mnie już z nimi, kiedy personel został przeniesiony na Pawią i oni dochodzili do szpitala na Stawki. To Marek wyniósł mnie ze szpitala i zostawił w jakimś mieszkaniu na Nowolipkach. (s. 156-157)
Ita Dimant
ONI, III A
„Kilka numerów Nowolipek ma się wyprowadzić.” (s. 67)
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)
„Korzystając z chwilowego spokoju, udałam się z ojcem do Marka na Nowolipki. […] Zajęty był właśnie przewożeniem rzeczy swego wujka, Józka Traumana z Dzielnej.” (s. 67)
JA/ONI, III B (6 września 1942)
„Przechodziliśmy właśnie przez Nowolipki. Ulica była całkowicie wyludniona i opustoszała.
Na domach i sklepach widać było ślady gospodarki ukraińskiej. Sklepy były zdemolowane, a żaluzje wisiały w powietrze jak symbol klęski.” (s. 98)
Mina Tomkiewicz
F, III
Przydzielili im trzypokojowe mieszkanie na Nowolipkach, razem z Helenką i Mirkiem. Pokoje są staroświeckie, w amfiladzie, ale są kaflowe piece, na zimę to ma kolosalne znaczenie. Odpocznie się po żelaznych piecykach. W nowym mieszkaniu stoją podniszczone meble, stołowizna leży w kredensie, pościel, pełno garnków, talerzy, gratów. Pewno mieszkało w tym mieszkaniu kilku sublokatorów, bo tyle tego wszystkiego, że nie wiadomo, gdzie co podziać (s. 263)
Nata zostawiła większość swoich rzeczy na Lesznie. Po co wlec się z tym tam i z powrotem? Niemożliwe zresztą. Czym by się przewiozło? Na ręcznym wózku pojechało kilka walizek, skrzynia z jedzeniem, łóżeczko Bobusia i jego skórzany fotel do rozkładania oraz skrzynka jeszcze niesprzedanej porcelany […].
Reszta rzeczy, cóż, kiedy uspokoi się, każdy wróci do swego mieszkania i odbierze swoje. Że trochę poginie, trudno, naprawdę to nie jest dzisiaj ważne, kiedy w setkach opróżnionych mieszkań leżą niezliczone masy bezpańskich rzeczy, których nawet nikt nie chce brać. (s. 264)
Dom na Nowolipkach jest inny niż kamienica na Lesznie. Mury otaczają zgrabne, czworokątne podwórko ze wszystkich stron. Dom nie jest taki wysoki, ma tylko cztery piętra. Ruch w nim teraz i krzątanina bez końca. Na podwórzu leżą stosy mebli, balie, miski, durszlaki, książki, materace, tapczany, zabawki. Coraz z jakiegoś okna fruwa dziecinny wózek, manekin, figurka, dołączając się do kupy rzeczy, o które niedawno jeszcze ludzie się tak zabijali, dla zdobycia których odmawiali sobie rozrywek czy podróży, dla utrzymania których siedzieli do dnia dzisiejszego czy wczorajszego w getcie, aż ich wysiali w nieznane. Rzeczy zostały.
Dorośli urządzają się. Czyszczą, trzepią, wietrzą, okurzają. Na balkonach wyłożona pościel, suszy się bielizna na porozciąganych w różnych miejscach sznurach. Gruntownie. Jakby to miało być na stałe, na zawsze. Jedni to robią, bo tak musi być, to jest normalny tok życia i trzeba się jakoś przeciwstawić temu anormalnemu stanowi szaleństwa, w którym się żyje. Inni oszukują w ten sposób niepokoje i złe przeczucia, które ich gnębią. Inni robią to z przyzwyczajenia […].
Ruch rozpoczyna się o piątej rano. Policjanci wychodzą do pracy. Przez wielką tubę ogłaszają rozporządzenia, rozkład zajęć na cały dzień. „Alarm całego stanu! Zbiórka ładowaczy o… tu i tu… Zbiórka trzeciego oddziału na tym i na tym rogu! Uwaga, uwaga!”. Głośne rozmowy, tupanie wysokich butów. Z ulicy dochodzą krzyki i nawoływania placówkarzy idących na aryjską stronę. Kiedy chcesz dostać jajko dla dziecka albo bułkę, wyjdź o tej porze, a na pewno dostaniesz, bo handel kwitnie. Trzaskają drzwi, jakieś polecenia w sprawie obiadu wykrzyczane z balkonu przez panią w nocnej koszuli iw papilotach. Potem godzina, dwie, cisza. Rodziny policjantów wysypiają się.
Rozpoczyna się normalne życie podwórka „w bloku”. Milion codziennych spraw, zwykłych i niezwykłych, które uważa się za zwykłe […].
Przez balkony i okna poznaje się sąsiadów, krzyżują się rozmowy, opowiadania, czasami straszne, odpowiednie do sytuacji, a najczęściej normalne, zwykłe, babskie. (s. 264–265)
Kiedyś, może na trzeci dzień po wprowadzeniu się Naty na Nowolipki, przyszła do mieszkania była jego właścicielka.
– Kacenelenbogenowa jestem, to jest moje mieszkanie – powiedziała, łapiąc ze stołu jakąś figurkę.
Zaglądała do każdego kąta… żeby nie używać tego serwisu w kwiatki, bo to świąteczny; te łóżka z sypialni ona jutro zabierze, bo nie może spać na gratach, które zastała u Schultza; gdzie się podziało żelazko do prasowania, które stało w kącie pod piecem? Pani Kacenelenbogenowa wyciągnęła z szafy w korytarzu stos zeszytów i cenzurek, pokazała Nacie fotografię synka, który zawsze miał same piątki i surowym głosem bardzo prosiła, żeby nie wyrzucać jego szkolnych książek.
– Ludzie tak nie szanują cudzego! A przecież to się wszystko kiedyś skończy i wszystko będzie znów potrzebne. Prawda?
Ona ma teraz straszne mieszkanie. Nata powinna być szczęśliwa, że dostała się akuratnie tutaj. Tylko żeby dopilnowała mebli i w żadnym wypadku nie używała tego serwisu w kwiatki, bo to wielkanocny. (s. 266)
Cały dzień, póki trwa akcja, człowiek jest uwięziony. Przed domem stoi warta, nikogo nie wpuszcza i nikogo nie wypuszcza. Dwie są po temu przyczyny.
Po pierwsze, były wypadki, że ludzi z policyjnego bloku łapali na ulicy, po tym były interwencje, kłopoty, nie zawsze się udawało. Toteż dla ostrożności wypuszczają na ulicę około piątej, kiedy dzienny „kontyngent” jest dopełniony i ładuje się do wagonów.
Po drugie, to może ważniejsze, w blokach surowo przestrzegają, aby nie mieszkały w nich osoby „dzikie”, to jest niemające zaświadczenia z danego bloku. To może się skrupić na wszystkich i dlatego codziennie są dokładne rewizje i wewnętrzne apele. Tylko żona i dzieci, nikt więcej. (s. 267)
Po drugiej blokadzie Leszna rodzice wzięli małą walizkę, poduszkę i garnek i poszli ze Stasiem na Stawki […].
Po długich poszukiwaniach Nata zdobyła sobie jakiegoś rikszarza, przydzielonego w zasadzie do wożenia Niemców. W drogę. Z zawiniątkami i paczkami, na wyprawę do kuźni na Stawki.
Przed jadącą rikszą przesuwa się żydowska ulica. Dwóch policjantów szamoce się z mężczyzną. Półnaga kobieta śmieje się histerycznie, zatacza ze śmiechu […].
Riksza mija wóz z chudym konikiem. Wóz stoi z boku, koło trotuaru, żeby nie przeszkadzał. Nikogo koło wozu nie widać. Na wozie trzepocą się, piszczą, obijają o drabiniaste brzegi małe dzieci. Jak stado kurczaków bez kwoki. W poduszkach niemowlęta i starsze, blond, czarne, brudne i zasmarkane. Niektóre mają półtrupie twarzyczki nędzarzy, inne – pyzate buzie cherubinków, loki. Dzieci.
Z bramy wylatuje spocony policjant i dorzuca na wóz jeszcze jedno dziecko w niebieskich spodenkach. Takie małe dziecko też stanowi „łebek”, a nie trzeba przy jego zdobyciu tak naharować się i naszamotać jak z dorosłą osobą. Odpłynął wóz, został tylko krzyk bezładny, rozdygotany od płaczu, cienki jak tony skrzypiec. „Maaamo! Mame! Mamusiu! Mamoooo…” (s. 278–279)
Kiedy Nata ogląda rozbity w kuźni cygański obóz i patrzy na rodziców żyjących tym cygańskim życiem, wstyd jej mieszkania na Nowolipkach, meblowych łóżek i garnków, które można wyrzucać przez okno, tak ich jest dużo. Od sześciu tygodni na straszliwych barłogach, w brudzie i smrodzie. Okropność! Biedna Mama. (s. 279)
Pod oknami domu na Nowolipkach przedefilował tego dnia pochód żon i dzieci z sąsiedniego bloku Pogotowia Ratunkowego. Pogotowie Ratunkowe to był rodzaj policji od spraw wypadków, a różnili się od Służby Porządkowej tym, że mieli czerwony, aksamitny otok na czapce. Uważano ich za pewniejszych od Służby Porządkowej, a jednak podczas nieobecności mężów przyszli Niemcy, wygonili z bloku żony i dzieci. Tłoczyły się przerażone, zdumione (przecież ich to nie tyczy! To omyłka! przecież ich to nie tyczy!), robiły wymowne znaki do wpatrzonych w nie okien na Nowolipkach. Piątkami, piątkami, a po bokach żołnierze. Oczy zwierząt w potrzasku.
– Zawiadomcie…
– Powiedzcie…
W oknach na Nowolipkach kotłuje się współczucie i lęk. „Dziś one, jutro my” – myślą żony policjantów. Od pokoju do pokoju, przez cały dom przelewa się fala paniki. Jutro może my! (s. 283)
Cisza. Naraz wpływa na podwórze niepokój. Zduszone szepty, coraz głośniejsze, wyraźniejsze. Ludzie kręcą się, początkowo zachowując pewną ostrożność, potem już jak za dnia, nawet głośniej, gwałtowniej. Stuk butów. Rozmowy. Nata siada na łóżku i wsłuchuje się w narastającą grozę nocy z bijącym sercem […]. Wreszcie przez tubę obwieszczenie: „Do godziny piątej nad ranem wszyscy bez wyjątku opuszczają bloki. Dzielnica Żydowska zostaje ograniczona do ulic… Kto po tej godzinie zostanie znaleziony poza granicami zakreślonymi rozporządzeniem, będzie zabity”.
Kto myśli po co i dlaczego. Rozkaz i trzeba go wykonać. Tylko trzy godziny czasu. Dokąd? Co z rzeczami? Podwórko wre. Niektórzy pakują się w panicznym popłochu, inni postanawiają wszystko zostawić, co będzie, to będzie, ale wędrówek z rzeczami dosyć. Fruwają przez okna paczki, walizki, pościel, ktoś kłóci się zajadle o jakiś wózek. Wrzaski. Nikt nie zwraca uwagi na zaciemnienie, w otwartych oknach migocą ludzie jak chińskie cienie […].
Szarzeje. Trzeba ruszać. Teczki, plecaki, woreczki, na sobie po kilka koszul, kilka sukienek, każdy trzyma w ręku butelkę z gorącym rosołem, Helenka piastuje kurę w dwóch talerzach opakowanych w spódnicę […].
Zgaszone, śpiące spojrzenia, plecy uginają się pod workami. Ludzie pchają załadowane rzeczami dziecinne wózki. Niektórzy przez całą noc wędrują tak tam i z powrotem, kapie z nich pot, mają dzikie twarze istot śmiertelnie zmęczonych. Rzeczy składa się na ulicach, na podwórzach, w sieniach tych kilkuset domów, które mają stanowić teraz schronienie blisko 200 000 ludzi. Biją się o pokoje, o łóżka, o wejście do pokoju, o miejsce na podłodze. (s. 285–287)
F, III B
Do domu na Nowolipkach wróciło zaledwie kilka rodzin. Kręcą się po pustych mieszkaniach, w których jeszcze gra echo przedwczorajszego dnia. Dwójka dzieci, którym matka wyprosiła życie u Lejkina, bawi się na podwórzu […].
Spokojnie jest tej nocy w opustoszałym domu na Nowolipkach. Z jednej strony Piotr, z drugiej – Bobuś. Z „kotła” dochodzą odgłosy strzałów (strzały, kroki, strzały, kroki… (s. 292–293)
F, V
– Dodatek nadzwyczajny wydali. Niemcy zdobyli przystanek na Nowolipkach. Dobry kawał, prawda? Ale to cwaniacy, raz już wydali taki dodatek! Sprzedali jak świeże bułki, sami Niemcy kupowali i nie spostrzegli, że to kpina. Dziś znów. Przystanek na Nowolipkach! Niemieckie wojsko bije się z głodnymi Żydkami. (s. 376)
ADRESY:
– Nowolipki 10, – Nowolipki 17 (restauracja „Riwiera” Schulca), – Nowolipki 18, – Nowolipki 20, – Nowolipki 22, – Nowolipki 23, – Nowolipki 25, – Nowolipki 29, – Nowolipki 30, – Nowolipki 36, – Nowolipki 41, – Nowolipki 45, – Nowolipki 48-50 (kościół św. Augustyna), – Nowolipki 50 (szop stolarski Schillinga), – Nowolipki 49/51A (szop Hoffmana – szwalnia), – Nowolipki 52, – Nowolipki 54, – Nowolipki 57, – Nowolipki 59 (szop stolarski Hallmana), – Nowolipki 63, – Nowolipki 67, – Nowolipki 68, – Nowolipki 68A, – róg ulic Karmelicka/Nowolipki, – róg ulic Nowolipki/Smocza,
OBSZARY:
– Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhof/Nowolipki/Karmelicka, – Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),
TRASY:
– Trasa: Bonifraterska – Nalewki – Nowolipki – Nowolipie – Nowolipie (szop Schultza) – Żelazna 103, – Trasa: Karmelicka – Nowolipki – Zamenhofa – Stawki – Umschlagplatz, – Trasa: Lubeckiego – Pawiak – Karmelicka – Nowolipki, – Trasa: Miła – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipki – Śliska 52, – Trasa: Nowolipie 67 – Nowolipie 59 – Nowolipki 57 – Leszno 78, – Trasa: Nowolipki (przy Smoczej) – Karmelicka, – Trasa: Nowolipki 1 – Kurza, – Trasa: Nowolipki 23 – Nowolipie 30, – Trasa: Nowolipki 57 – Leszno 76, – Trasa: Nowolipki 57 – Sochaczewska 10, – Trasa: Zamenhofa – Nowolipki – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Chłodna 26, – Trasa: Zamenhofa 32 – Nowolipki – Karmelicka – Leszno 80,
Bibliografia
– Śmierć miasta. Pamiętniki Władysława Szpilmana 1939-1945, oprac. J. Waldorff, Warszawa 1946.
– Stanisław Gombiński (Jan Mawult), Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta, red. naukowa i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2010, ss. 282.
– Henryk Bryskier, Żydzi pod swastyką, czyli getto w Warszawie w XX wieku, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2006.
– Abraham Lewin, Dziennik, wstęp i opracowanie K. Person, Warszawa 2016.
– Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.
– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.
– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.
– Tak naprawdę – w 1942 roku wyszłam z domu i nigdy do niego nie powróciłam. Rozmowa z Adiną Blady Szwajgier, [w:] Anka Grupińska, Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego, Warszawa 2000.
– Ita Dimant, Moja cząstka życia, Warszawa 2002.
– Irena Birnbaum, Non omnis moriar. Pamiętnik z getta warszawskiego, Warszawa 1982.
– Mina Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Warszawa 2020.




