GRZYBOWSKA
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, II A
„Widzieliście chyba na Białej i na Grzybowskiej tłum dzieci w wieku od lat 5 do 13, wybiegających na znak przez dziury w murach? Dzieci te biegły na aryjski rynek, by wrócić po kilkunastu minutach z torbą kartofli, albo bochenkiem chleba. To jedyni żywiciele całych rodzin. Przeleci taki malec przez murek kilka razy dziennie, sprzeda swój szmugiel i za zarobione pieniądze kupi chleba do domu. Więc my będziemy tych bezczelnych malców, którzy boją się naszych razów, zabijać, zobaczycie. Widzieliśmy jak celnie strzelali do nich niemieccy i litewscy junacy, jak chodniki czerwieniły się od krwi i jak drgały ramionka dziecinne: Mamo! Mamo! Za co?” (s. 19)
Stanisław Gombiński
ONI, III A (lipiec 1942 – pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS <nie przedstawiają już żadnej wartości>. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra. Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Nasza znajoma, Polka, która mieszkała przy ulicy Grzybowskiej, tuż obok muru [tj. poza gettem] , opowiadała, że na własne oczy widziała, jak Niemcy wrzucali dzieci do kanałów. Często również chwytali dziecko za nóżki i uderzali główką o mur z całej siły, tak że mózg wypływał. Policjanci wyznaczeni do uprzątania domów opowiadali, że przy otwieraniu szaf wypadały z nich trupy. Ludzie popełniali masowo samobójstwa, świadomi, że i tak śmierci nie unikną.” (s. 92)
ONI, VI A
„Zygmunt i Leon wyszli razem z pracowni i udali się do knajpy przy ulicy Grzybowskiej [poza gettem], która słynęła z dobrego bimbru. Okazało się, że będąc już dobrze podchmieleni, zapuścili się w awanturę, do której przyłączył się na dodatek żołnierz niemiecki, również pijany. Potem, porozumiewając się na migi, gdyż ani Zygmunt, ani Leon nie znali niemieckiego, weszli jeszcze do innej knajpy i tam znów wypili kilka kolejek, które do reszty pozbawiły ich przytomności. Wychodząc, zaczepili jakiegoś chłopaka, który przerażony zaczął uciekać do domu, a oni za nim. Matka – widząc Niemca i dwóch cywilów, których wzięła za volksdeutschów – prosiła, by zostawili syna w spokoju. W końcu zaproponowała 500 złotych na odstępnego. Na to Zygmunt krzyknął:
– Jakie 500? 1500!
Niemiec zaczął strzelać na wiwat w powietrze. Sąsiedzi, słysząc awanturę, zatelefonowali na żandarmerię. Rozbroiwszy żołnierza, żandarmi zabrali całą trójkę. Po 24 godzinach przekazano Zygmunta i Leona do urzędu śledczego władzom polskim.” (s. 266)
Henryk Makower
ONI, III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska – dk] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)
Adam Czerniaków
ONI, I
„Wieczorami na Grzybowskiej etc. wyrostki biją i biorą okupy.” [26.II.1940] (s. 70)
ONI/JA, I
„Cukierenka na Grzybowskiej. Wstęp Żydom wzbroniony.” [10.III.1940] (s. 73)
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wielki strach przed epidemiami. Szereg ulic, jak Śliska, Rybna i inne, oddzielono drutem kolczastym. Widziałem dziś na Grzybowskiej dom, do którego nie wolno ani wejść, ani wyjść. Zamknięto dwa szpitale chorób zakaźnych, z których lekarzom i siostrom nie wolno wychodzić. Gmina Żydowska przeprowadziła zbiórkę bielizny i poduszek dla szpitali. Również ze szpitala na Czystem nie wolno wychodzić. Były wypadki, że [Niemcy?] zostawiali paczki, gdy się dowiedzieli, że w mieszkaniu był (jakoby) tyfus.” (t. 29: s. 43)
„Dziś, 31 października [1940], znów nowina: oficjalnie przedłużono utworzenie getta do 15 listopada. Jednocześnie dodano ulice: Leszno, Wronią, Żelazną, Grzybowską.” (t. 29: s. 43)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Naoczny świadek ekscesów na ul. Franciszkańskiej w lutym 1940 roku opowiada: „Szedł tłum z 200-300 osób, uzbrojonych w drągi, kije i łomy żelazne, na przodzie szli młodzi lotnicy z rewolwerami w ręku. Pochód zamykali Aryjczycy, starsi wiekiem, kierujący ekscesami, którzy bezustannie porozumiewali się z Niemcami i wydawali bandzie opryszków dyspozycje. Tłum wybijał po drodze szyby w oknach. W bramach stały grupy Żydów uzbrojonych w drągi i kije, przygotowanych do obrony. Na rogu ul. Franciszkańskiej i ul. Wałowej tłum chuliganów natknął się na kilkudziesięciu robotników żydowskich uzbrojonych w drągi żelazne, którymi odbijali lód. Doszło do walki, w czasie której padli: 1 chuligan i 2 Żydów”. Na ul. Grzybowskiej odbył się w tym samym czasie pogrom, w którym brali udział lotnicy niemieccy, strzelający bezustannie na wiwat. Banda żołnierzy niemieckich szła za pochodem chuliganerii, ciesząc się z ich wyczynów. Chuligani bezcześcili imię Polski, wznosząc okrzyki: „Niech żyje wolna Polska bez Żydów”. Padło wówczas sporo ofiar żydowskich. I tu Żydzi stali w bramach gotowi do obrony. Na podkreślenie zasługuje męska postawa ludności żydowskiej, która nie dała się sterroryzować bandom antysemickim i przygotowała się należycie do obrony.” (t. 29a: s. 34)
„Opowiadano mi jako o fakcie autentycznym o grupie 60 Żydów, którzy przez ruiny jakiegoś domu przy ul. Grzybowskiej przekradali się na aryjską stronę przez druty kolczaste, kalecząc sobie ręce. Lokatorzy tego domu widzieli tę tragiczną scenę, ale na szczęście nikt nie wydał zbiegów z getta.” (t. 29a: s. 90-91)
Mary Berg
ONI, II B
31.VI.41’: „Sceny z części getta przy Grzybowskiej nie są wcale mniej smutne. Co kilka kroków rozstawiono rozpalone żelazne lub ceglane piece. Stoją na nich duże garnki wrzątku. Obok na stolikach i ławkach leżą cienkie kromki chleba. Za czterdzieści groszy można tu dostać szklankę gorącej wody z sacharyną i kromkę chleba. Wokół wśród niewiarygodnej wrzawy krąży ogromny tłum ludzi. Jest tu kobieta sprzedająca galaretę z końskich kości po dziesięć groszy za porcję, następnie uliczny sprzedawca słodyczy, nieco dalej inna kobieta handluje kotletami z małych rybek zwanych w getcie śmierdziuchami. Taki rybny kotlet kosztuje trzydzieści groszy, a z kromką chleba – pięćdziesiąt. Również i one znajdują wielu nabywców. Grzybowską zawsze wypełnia tłum żebraków, tu bowiem znajduje się największa publiczna jadłodajnia utrzymywana przez Gminę. Ta ulica stanowi również straszliwą wylęgarnię tyfusu. W każdym domu jest po kilku chorych” (s. 161-162).
22.XI.41’: „Wózki zakładu pogrzebowego Pinkierta są ciągle zajęte. Kiedy żebrak dostrzega na zmarłym jakąś przydatną do użytku sztukę garderoby, zdejmuje ją i przykrywa nagie zwłoki starą gazetą, którą przyciska paroma cegłami lub kamieniami, żeby nie zwiał jej wiatr. Na Komitetowej i Grzybowskiej w tym roku widać mniej żebraków niż w zeszłym – po prostu wymarli” (s. 201).
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (24 lipca 1942)
„Gdy przechodziłam przez Grzybowską, ostrzeżono mnie, że wkrótce nastąpi blokada ulicy.” (s.60)
Mietek Pachter
JA, III A
„Jedziemy rikszą, nagle zaskoczyła nas blokada na Grzybowskiej. Ludzie uciekają, strzelanina, my śmiało jedziemy. Nagle wyskakuje dwóch ludzi i błaga nas, byśmy ich ratowali, każemy im wsiąść i wziąć liny wraz z kilofem do rąk, jeszcze trochę wysmarować twarze i śmiało walimy prosto na Niemców. Przy wylocie ulicy oni nas zatrzymują, czekamy, dochodzi jakiś Letnant, pokazujemy przepustkę i tabliczkę na rikszy. Ten przygląda się bacznie dwóm umorusanym robotnikom naszym i otwiera usta z grymasem: „Ab!”. Dziękujemy uprzejmie i odjeżdżamy. Twarze naszych pasażerów promienieją, pytam się ich dokąd, podają mi adres, w ciągu kilku minut jesteśmy na miejscu.” (s. 108)
JA, IV A
„Kiedyś, gdy jeszcze nie jeździliśmy przez wachy, zdarzył nam się wypadek, że koło nawaliło w czasie jazdy, i to na Grzybowskiej, niemiec szedł z tyłu i zobaczył wielce zdziwiony, że drzewo się zsypuje i leci za nim masło, ser, gęsi, kury itp. Kępiński zaciągnął go do bramy, by mu powiedzieć kilka dowcipów, a my puściliśmy patrolki, by sprowadzić inny wózek „ratunkowy”. Wszystko zostało przeładowane i już bez żadnych przygód dostaliśmy się do domu.” (s. 157)
Bogdan Wojdowski
F, II
Było to w połowie drogi między wylotem Ceglanej i Prostej, w okolicach, gdzie schodzili się na pokątny handel kupcy z obydwu stron muru. Przełaz ten miał złą sławę; mały i ciasny, dusił ofiary w przejściu. Szczelinę nad brukiem, którą murarze wybili na ściek w miejscu, gdzie dawniej biegł rynsztok, chłopcy z bandy Barucha Oksa nocą rozdłubali tak, że od biedy odpowiednio wyschnięty szkielet mógł się tamtędy przecisnąć; oglądał ten przełaz długo z bramy domu i dalby wiele za to, żeby zmaleć. Oglądał przełaz nieufnie, zanim przebiegł jezdnię, i rozpaczliwym spojrzeniem pragnął rozkruszyć mur. Pamiętał, że w tym miejscu padł Henio Śledż z żywnością, kiedy utknął mu worek w wyłomie i nie zdążył skryć się w porę przed patrolem, a Mordka Caban, ścigany przez Wścieklego Psa, ze strachu cisnął w błoto kilo słoniny i uciekł stamtąd w ostatniej chwili. Dawid zrobił inaczej; torbę z chlebem i kartofle w worku-niedużo tego było-bez namysłu przerzucił górą, a sam padł na plecy, podciągnął kolana i odpychając się piętami od bruku wcisnął ramiona w szczelinę. Dalej nic, pustka, wyrwa w pamięci. Musiał szamotać się w ciasnym wyłomie z kurczowo zaciśniętymi oczami, ale jak długo to trwało? Pierwsze, co zobaczył, to był ukruszony kawałeczek muru w ręce. Tkwił już między cegłami, czuł nacisk masywu na żebra, kiedy szarpnął go ktoś mocno za spodnie i nad uchem świsnął mu policyjny gwizdek. Bity, fikał nogami. ,,Wyłaź, szczeniaku!”- ,,Nie inogę !” Zaparł się i nie puszczał szczeliny, czując, jak serce twardo bije o kamienie. Zewsząd zbiegli się ciekawi i pałka poszła w ruch. Po tej stronie Żydzi widzieli już głowę, a po tamtej stronie noga została w ręku policjanta i słyszał rozbawione głosy, hałas, śmiech. Roztajał pod nim śnieg i błoto ciekło za koszulę; to czuł, a bólu nie czuł wcale. ,,Paa posterunkowy, niech pan go puści.” Czyj to był głos, nie wiedział. Wiedział za to, że tutaj sprzed nosa głodni ukradną mu chleb, a tam tak długo będą hałasować, krzyczeć i gwizdać, aż pokaże się żandarm i kropnie go na miejscu jak szczura […]. To był szyld na ścianie z przeciwka i nagle ten szyld zasłoniła trupio szara twarz, nisko pochyliła się nad nim i widać było wszy na brwiach.Z mierzyły go nieruchome, żółte, rozradowane oczy; Długi Icchak podniósł niedbałym ruchem chleb, podrzucił z uciechą torbę i odszedł stamtąd śmiejąc się głośno. ,,Dawid, tobie już nic nie trzeba. Giemza!” Po każdym uderzeniu głowa odbijała się od kamieni jak piłka Ulica kołysała się razem z nim, kołysał się szyld z przeciwka, koślawo biegnący Icchak, a tuż, blisko-lewe nogi, prawe, gwiazdy na rękawach, ku którym wyciągał rękę. Zaczął krzyczeć, ponieważ ukradli mu chleb. Tłum uciekał przed siebie w popłochu, a on utknął w szczelinie mrużąc oczy ze strachu przed strzałem, na który czekał. Własny krzyk przebrzmiał mu w uszach, przybyło sił; jeszcze jeden wysiłek, szarpnięcie i klęczal na kolanach.
Ciasny nawis był już poza nim. Uciekł za uskok muru
Z krzykiem biegł i na rogu Grzybowskiej Długi Icchok rozsypał kartofle. Nie wiedział, czy zbierać je, czy dalej gonić charłaka, który z chlebem skręcił w bok; jeszcze mu Kuba Wałach podstawił zwinnie nogę. Poszorował nosem po flizach chodnika. Usiadł, nad nim stała banda Barucha Oksa. Patrzyli na niego wszyscy uważnie i żaden nie sięgnął po worek.
Dopiero na schodach-kiedy szedł wolno pod górę, kładąc się na poręczy ze zmęczenia, wlokąc worek przy butach jak psa-oklapł do reszty. Wzięło go! Sienią szła Sura-przekupka, rozciągnęła szare wargi w krzywym uśmiechu. Świeży chlebuś? Odstąpi? A potem zeszła tyłem, szybko przekładając nogi. Powlókł się do otwartego okna na półpiętrze i w jakimś porywie bezsilnej rozpaczy gotów był cisnąć szmugiel-im, wszystkim, na łeb, ale okno było wysoko, a on zmęczony i zanim wciągnął ciężar na parapet, siły go opuściły. Drżały mu ręce, nogi. Wyjął kartofel, obejrzał bezmyślnie szramę na obierzynie, wrzucił z powrotem, wyjął drugi i zamachnąwszy się ciężko cisnął przed siebie w okno stróżówki. Szum szkła, rejwach, wołanie Chaskiela-stróża sprawiło mu złośliwą ulgę. (s. 224-225 )
F, II
Pewnego dnia Elijahu zobaczył skrzypka na Grzybowie, gdzie stał wsparty o ścianę domu i grał w biały dzień wobec tłumu szmuglerów. Stracił pracę, gorączkował.
-Źle z nim-mówił Chaskiel-stróż.
-Źle-mówił Mordchaj Sukiennik. -Jak ktoś przypływa z Ameryki do starego ojca przed samym wybuchem wojny, odwiedzić rodzinę, zobaczyć Ogród Saski i Kolumnę Zygmunta, a potem nie może wrócić na zapowiedziany koncert i razem z Żydami zdycha tutaj, za murem, no, to pewno, że nie jest dobrze. (s. 233)
F, III A
U zbiegu Ceglanej i Żelaznej, trochę dalej, nie dochodząc Prostej, straszyła ruina bramy, zachowanej w połowie i zarośniętej źdźbłami trawy, pokrzywą, ostem wczepionym w szczeliny gruzu, a dalej rozciągał się pusty placyk na miejscu wyburzonej posesji i usuniętej stąd garbarni, gdzie latem swe kramy otwierali cholewkarze i łaciarze i gdzie dawniej schodzili się przemytnicy z obu stron muru. W cieniu bramy, porzucony wśród butwiejących straganów, stał wózek-zwyczajna platforemka dwukołowa, z dyszlem i łańcuchem. O szarówce podtaczano platforemkę do muru i po niej wspinano się na wierzch; tędy wracali do siebie szmuglerzy ze spółki Felka Pioruna jeszcze zimą ubiegłego roku. Odkąd Niemcy rozbudowali warsztaty na Prostej, placyk po wyburzonej posesji, łączący się z terenami Toebbensa, był silnie strzeżony i handel ustał, a próchniejące stragany zepchnięto na stos koło ruin, gdzie niszczały. Przedtem po przejściu każdego wózek usuwano spod muru na miejsce i dla niepoznaki odwracano do góry kołami. Kiedy nie ma komu zacierać śladów, taki przełaz może służyć tylko raz. A że Kalman tamtędy nie przeszedł, tylko cofnął się do przełazu u wylotu Grzybowskiej, myślano w kryjówce, że Niemcy sami wpadli na trop i wózek usunęli lub zniszczyli. Było jeszcze inaczej. Mordarski, który włóczył się tam nocami, słyszał od łazika na Ceglanej, że do tej pory nikt nie ruszył wózka z miejsca, a ci dwaj z Krochmalnej-poznali w nich Kalmana i Jehudę-zmuszeni byli się cofnąć, ponieważ patrol czarnych wcześniej zdemaskował przełaz po czyjejś nieudanej ucieczce. Krwaworączka wózka nie pozwolił ruszyć: posterunek w ruinach koło nowej pułapki czuwał dniem i nocą. (s. 366-367)
F, I–II
W ruinach na Walicowie dniem i nocą koczował tłum żebraków i wśród nich znależli miejsce przesiedleni. Klecili paleniska z cegieł, pod osłoną wyburzonych nor rozkładali barłogi. Po wodę szli do kamienicy i zimne noce przesypiali na klatkach schodowych; z czasem zajmować zaczęli mieszkania opuszczone przez zmarłych na tyfus, zamorzonych głodem. Przygarniał ich reb Icchak w nielegalnej bóżniczce na Ciepłej, gdzie rozkładali się pokotem w ciasnocie i rejwachu na deskach Bimy i pod wielką Arką, roniąc wszy na zbutwiałe ze starości makaty. Reb Icchok robił starania w Judenracie o kartki żywnościowe dla przesiedlonych i zawartość skarbon przeznaczał na ich posiłki z kuchni gminnej; a pewien piekarz z Grzybowskiej, po tamtej stronie muru, wysyłał swe dzieci parę razy w tygodniu z chlebem na Ciepłą, aby stary rabin mógł dokonać rozdziału. Wielu wolało swoje legowiska w ruinach od ciasnoty małej bóżnicy i wracali na Waliców, gromadząc skąd się da graty i starzyznę, materace, skorupy. (s. 130)
ADRESY:
– Grzybowska 1, – Grzybowska 6, – Grzybowska 11 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona), – Grzybowska 13 (Twarda 6) (Synagoga Nożyków), – Grzybowska 21, – Grzybowska 22, – Grzybowska 23 (zakład pogrzebowy Wittenberga), – Grzybowska 24 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona), – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Grzybowska 27, – Grzybowska 30, – Grzybowska 32,
– Grzybowska 38, – Grzybowska 40, – Grzybowska 48, – Grzybowska [48,46,12,16], – Grzybowska 68, – róg Żelazna/Grzybowska (wacha), – róg ulic Ciepła/Grzybowska, – róg ulic Grzybowska/Gnojna, – róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar), – róg ulic Ciepła/Grzybowska, – róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),
TRASY:
– Trasa: Biała Podlaska – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Trasa: Elektoralna – Solna – Leszno – Żelazna – Krochmalna – Waliców – Grzybowska 26./28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa), – Trasa: Grzybowska – Złota, – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo), – Trasa: Grzybowska 26/28 – cmentarz żydowski (Okopowa/Gęsia), – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Wspólna 58, – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Zielna 25 – Wspólna 58, – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Żelazna 103 (siedziba SS), – Trasa: Leszno – Grzybowska, – Trasa: Wspólna 58 – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Trasa: Wspólna 58 – Marszałkowska – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Trasa: Żelazna 103 – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),
– Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),
![Ul. Grzybowska. Zasieki i tablica w j. niemieckim: "Obszar zagrożony tyfusem" (Fot. NN, 1940) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].](https://nplp.pl/wp-content/uploads/2019/08/GRZYBOWSKA-OGÓLNA-ul.-Grzybowska.-Zasieki-i-tablica-w-j.-niemieckim-Obszar-zagrżony-tyfusem-fot.-NN-1940-sygn-TČIH-545-1024x753.jpg)
Ul. Grzybowska. Zasieki i tablica w j. niemieckim: „Obszar zagrożony tyfusem” (Fot. NN, 1940) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].
Bibliografia
– Noemi Szac-Wajnkranc, Przeminęło z ogniem. Pamiętnik. Pisany w Warszawie w okresie od założenia getta do jego likwidacji, przedmowa Efroim Kaganowski, Wydawnictwo Myśl, Warszawa 1990.
– Stanisław Gombiński (Jan Mawult), Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta, red. naukowa i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2010, ss. 282.
– Abraham Lewin, Dziennik, wstęp i opracowanie K. Person, Warszawa 2016.
– Leokadia Schmidt, Cudem przeżyliśmy czas zagłady, przedmowa i objaśnienia Władysław Bartoszewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1983.
– Henryk Makower, Pamiętnik z getta warszawskiego. Październik 1940-styczeń 1943, Opracowała i uzupełniła Noemi Makowerowa, Ossolineum 1987.
– Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942, oprac. Marian Fuks, Warszawa 1983.
– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. t. 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. J. Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.
– Emanuel Ringelblum, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, tom 29a Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. E. Bergman, T. Epsztein, M. Siek, Warszawa 2018.
– Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, tłum. M. Salapska, Warszawa 1983.
– Irena Birnbaum, Non omnis moriar. Pamiętnik z getta warszawskiego, Warszawa 1982.
– Mietek Pachter, Umierać też trzeba umieć…, red. naukowa i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015.
– Bogdan Wojdowski, Chleb rzucony umarłym, Warszawa 1978.



